Byliście tu:)

środa, 19 września 2012

Pościk wyzwaniowy I

Zgodnie z obietnicą coś tam powstało.
Opracowałam nowy sposób na bazę do bransoletki z suwaka i jestem z niej bardzo zadowolona (może dlatego, że jeszcze nigdzie takiej nie widziałam? Nie twierdzę, że ktoś nie wymyślił wcześniej, ale ja nie widziałam:)).
Poleci jako obiecany prezent do kogoś miłego:)
Zgłaszam ją do Klubu Twórczych Mam, gdzie tematem na wrzesień jest Wrzosowisko. Piękny banerek, prawda?

W myśl kolejnego wyzwania w Kreatywnym Kufrze powstał naszyjnik z naturalnych kamieni, ten największy jest polny. Mimo swojej prostoty znakomicie prezentuje się "na ludziu", niestety "ludź" nie mógł sam sobie dobrej fotki pstryknąć, bo czas gonił:)


W związku z tym, że zamierzam pokazać coś jeszcze, a nie może być w tym poście, za chwilkę kolejna wyzwaniowa praca. Dzięki za odwiedziny:))

wtorek, 18 września 2012

Hmmm...

Brak pomysłów na tytuł, bo i samopoczucie niezbyt dobre. Zeszły tydzień zakończył się okropnym piątkiem, ten zaczął się jeszcze gorszym poniedziałkiem. Nie, nie będę narzekać, po prostu pokażę to, co się tworzyło, a wyjątkowo mało się tworzyło. W tym tygodniu będzie się tworzyło więcej, bo muszę ponadrabiać zaległości, powysyłać to, co obiecałam, a przede wszystkim odreagować sobie robótkowo, bo to stanowczo działa uspokajająco. 
Kupiłam grubaśną włóczkę w sh i od razu musiałam spróbować, jak się z niej robi. Przy okazji kupiłam nową gazetkę "Szydełkowe trendy", gdzie zobaczyłam fajny wzór. Zaczęłam sama nie wiem co, ale gdy już miałam spory kawałek, Iza zapytała, co robię. Odpowiedź błyskawiczna: "Chyba kamizelkę dla ciebie". No i w końcu powstało coś takiego, dziecko chciało z luźnym golfem, ale dwa motki błyskawicznie zniknęły, zatem golf krótki. Grunt, że naprawdę szybko się robiło i dziecko zadowolone. Kamizelka lepiej prezentuje się po lewej stronie, bo robiłam na okrągło. Tylko fotki byle jakie, bo bardzo pochmurno było w zeszłym tygodniu.

Adaś obchodził swoje urodziny w zeszłą środę, ale małych gości zaprosiliśmy dopiero na sobotę, żeby był czas na upieczenie tortu. Postanowiłam też poeksperymentować i zrobić trójwarstwowy sernik, który zobaczyłam u Flory. Rzeczywiście, w smaku wspaniały. Moja modyfikacja polegała jedynie na tym, że śmietanę z górnej warstwy podzieliłam na pół, do jednej części dodałam dobrej jakości czekolady w proszku i zrobiłam esy-floresy. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś zrobię sernik w tej wersji, bo jednak wymaga więcej pracy niż inne, bardzo porównywalne w smaku. Ale jest pycha:)

Tort też był dobry, przekładany masą śmietanową z malinami.
Pierwszy raz robiłam masę z pianek. Dobra jest do kwiatków, bo na pokrycie całego tortu za słodka.
Iza do ósemki włożyła maliny, więc słabo widać, że to 8:)
Weekendowym wytworem jest otulacz dla bardzo młodej damy, która właśnie skończyła 2 latka. Mam nadzieję, że się spodoba.

Kolczyki obiecane już dawno temu. Miały być nie za duże, chciałam też, żeby było dużo zawijasków:) Jeszcze nie poleciały do właścicielki, ale w tym tygodniu polecą. 

Na razie to tyle, jest mi szalenie miło, że zostawiłyście tyle komentarzy pod poprzednim postem. Ja niestety ostatnio z braku czasu nie mogę za wiele komentować u Was i jest mi wstyd, ale postaram się. Zawsze za to zaglądam, bo uwielbiam podziwiać wszystko, co stworzyłyście. Dziękuję!

poniedziałek, 10 września 2012

Otworzyłam szufladę bo...

Bo się wkurzyłam. Na szkołę oczywiście. Bo gdy wydawało się, że dzieciaki maszerują do szkoły odpowiednio wyposażone, to przyniosły jeszcze listę rzeczy, których koniecznie potrzebują (tzn. dwie listy - każde swoją). Jak dokupiłam Adasiowi prawie wszystko, zabrakło kasy np. na teczkę dla Izy. Owszem, kupiłam jej w zeszłym roku, piękną, porządną, ale teraz już nie wystarcza... Za dużo tego wszystkiego. Pytanie, czy dzieciaki rzeczywiście absolutnie wszystkiego potrzebują, ale... Jak mus, to mus. Była teczka w sklepie odpowiedniej grubości, ale trochę kosztowała. Potem usłyszałam, że właściwie to przydałaby się taka, która pomieści jeszcze bloki A3. No takiej to już u nas nie ma. Do miasta trzeba, panie jechać, szukać hurtowni, mieć na to wszystko już nie tylko pieniądze ale i czas... Dość tego! Hasło padło: Iza, robimy same! Żebyście widzieli błysk w tym małym oku:)))) Jeszcze się okazało, że dziecię znalazło w naszej kopalni na strychu odpowiednie pudło z rączką:) Pracowicie zmniejszyłam do odpowiednich rozmiarów i tu stwierdzam, że trudna robota. Iza do sklepu po klej jeździła tylko 3 razy:) Dobrze, że do sklejenia pudła mieliśmy resztę kleju introligatorskiego, bo skubaniec dobry do grubej tektury jest. Zużycie kleju do naklejenia porwanych gazet - 4 małe tubki (wykupiliśmy wszystkie w sklepie, w sumie 5). Gazety do oklejenia pudełka były w domu, podobnie lakierobejca, którą lubię mieć, bo nie wiadomo kiedy będzie potrzebna do zrealizowania nagłego projektu. Motyle też były. I farba w sprayu, którą spryskałam lekko wnętrze teczki. I tak oto powstała wymarzona teczka w znakomitym rozmiarze XXXL, zapinana na rzep. Teraz to pomieści wszystko. Realny koszt to 4 zł, bo tyle wydaliśmy na klej. Same plusy, prawda? A jeszcze jeden jest taki, że do wrześniowej Szuflady pasuje jak ulał. 



I banerek wyzwaniowy (szalenie mi się podoba):


To naprawdę pudło po monitorze:)


Przepraszam za jak zwykle długą historię, ale nie mogę się powstrzymać, palce same biegają po klawiaturce:)
Dziękuję za każde pozostawione słóweczko. 
Nadal trzymajcie kciuki. Chciałabym, żeby już był czwartek. I żebym miała tak troszkę, odrobinkę więcej czasu na moje dłubanki, bo pewne zaległości mi się porobiły... 
Na koniec pazurki, bo dawno nie było. 
Pozdrawiam serdecznie!

piątek, 7 września 2012

Zamówienie i coś dla mnie

Udało mi się zdążyć z realizacją zamówienia, co nie oznacza, że w ogóle nadążam, bo niestety nie. Mam pewne zobowiązania, niektóre można też traktować jako zamówienia i nie wiem kiedy przystąpię do ich realizacji, może weekend mi w tym pomoże, choć wielkich nadziei to nie mam, bo sprzątanie domu się kłania... 
Nie mogę powiedzieć, że jestem niezadowolona, bo jestem. Wyszło tak, jak chciała klientka. Czarny z ecru, bo nie jest to biel, choć może tak wygląda. Moją propozycją, która została z entuzjazmem przyjęta, było dodanie odrobinki srebra, żeby tak nie było mono. Poszalałam, ale spieszyłam się bardzo. Zamiast frywolitki miał być kręcony sznur, ale chyba zbyt obciążał naszyjnik. Teraz jest ok.
Kolczyki niezbyt wielkie, bo to naszyjnik występuje w roli głównej. Wyobrażam go sobie w zestawieniu ze spódnicą (czarna w grochy ecru lub odwrotnie) i gorsetem (czarny z lamówką ecru). Podobno będzie pasował idealnie, szkoda, że nie zobaczę.




Zgłaszam komplet na wyzwanie u Małopolanek. Choć Małopolanką z racji zamieszkania nie jestem, to lubię te kreatywne Dziewczyny:)

Jak skończyłam, to byłam tak zestresowana różnymi sprawami, że w ciągu kilkunastu minut z "gotowców", że tak powiem, stworzyłam dla siebie komplet. 
Baza bransoletki od Dotki z ostatniej wymianki. Frywolitki powstały jakiś czas temu do wykorzystania. Małe czerwone kwiatuszki miałam jeszcze z wymianki od Joie, tylko ten największy jest mój. Jeszcze czerwieni z fioletem nie nosiłam, a dziś, czemu nie? Jest inaczej.



Dziękuję serdecznie za wspaniałe komentarze. Autorką 2000 komentarza jest Mebelina. Zajrzyjcie na jej blogi, bo warto!

czwartek, 6 września 2012

Zawieszki dwie

Już poleciały w świat, mam nadzieję, że się spodobały, zamawiająca chyba zadowolona.


 
Ostatnio miałam okazję "na żywo" spotkać Panią Ewę i pooglądać piękne przedmioty, które ozdabia decu i bardzo oryginalną biżuterię, niestety na blogu nie są pokazane wszystkie te biżutki, ale wierzcie mi - są wspaniałe i już umówiłyśmy się na małą wymianę. Takie są plusy imprez plenerowych:). A byłam tu. Dzieci miały mnóstwo atrakcji i wróciły bardzo zadowolone. Zresztą ja też, bo spotkałam sympatycznych ludzi. Tych, których znałam i tych, których nie znałam. Ja nie sprzedawałam, bo nie miałam aż takiego wyboru. Brakuje czasu na stworzenie oryginalnych rzeczy "do szuflady", a i jestem nieco zniechęcona, bo jak coś uszyję i wydaje mi się fajne, to każdy ogląda, podziwia, ale nie kupuje (patrz zakładka "Biżutki szukają...."). Dlatego w większości jednak realizuję konkretne zamówienia. Zwykle to jest tak, że zamawiająca określa kolor i wielkość, a reszta należy do mnie. Teraz pracuję nad większym projektem. Choć w sumie to trudno mówić o projekcie, bo zwykle nie projektuję, tylko biorę do ręki kamień, sznurki i igłę, a praca sama zaczyna przybierać kształty. Owszem, czasem jakiś projekt powstanie w głowie, czasem zdarza mi się nawet narysować. Sobie pogadałam, więc znikam, sama napiszę posta u Izy, bo biedna nie ma teraz kiedy, a super rzeczy powstały. Mamy dużo wspólnych planów, które mamy nadzieję zrealizować w weekend. 
Wiecie, że cieszę się, kiedy tu zaglądacie, a jeszcze bardziej, gdy zostawiacie choć jedno słówko. Ciekawe, kto napisze 2000 komentarz, a to już bardzo, bardzo niedługo:)
No i byłabym zapomniała o jednej bardzo ważnej rzeczy. Bardzo zdolna kobietka, czyli Kokotek we własnej osobie, obdarowała mnie wyróżnieniem. Dziękuję z całego serca!

Spełniam warunki, bo nie są bardzo skomplikowane, ale jak zwykle jest problem z nominowaniem, bo przecież wszystkie blogi, na które zaglądam, zasługują na wyróżnienie. 
A trzeba:
-umieścić nagrodę na swoim blogu z odniesieniem do osoby, która, Cię do niej nominowała.
-wytypować 5 blogów, które na nią zasługują, ale nie mają jeszcze 200 obserwatorów i powiadomić o tym.
Nominuję zatem:


Ciężko było, ale udało się... 
Miłego dnia!



poniedziałek, 3 września 2012

Historia pewnego zamówienia

W końcu usiadłam do tego posta:) Ale muszę, bo znów nie będę miała czasu. Jakiś czas temu Katarina79 poprosiła mnie o wykonanie naszyjnika do weselnej sukienki. Co więcej, Kasia zakupiła koraliki i przysłała mi je, by mogła rozpocząć pracę. Ale koperta z koralikami była przeogromna, bo kryła w sobie coś jeszcze. Coś pięknego, coś, co pomogło mi pokonać moją niechęć do tildowych lal. Bo ja naprawdę nie przepadam za tildami, ze względu na ich kształty. Kasia o tym doskonale wiedziała, dlatego wykonała niezwykłą pracę wg własnego pomysłu. Przyfrunął do nas anioł! I to jaki! Został natychmiast porwany, przytulony, nazwany i przygarnięty. Tu tylko jedna fotka, bo bardzo interesującą historyjkę na temat pierwszego dnia anioła w naszej rodzinie możecie przeczytać tutaj. Wpis autorstwa mojej zachwyconej córki. Mnie na pocieszenie została śliczna świeczuszka. Kasieńko, dziękuję jeszcze raz za zamówienie i prezenty. Za wszystko!

Przyjemnie mi się szyło ten naszyjnik, z wielką tremą oczywiście, czy spodoba się zamawiającej. Poeksperymentowałam również z frywolitką i chyba wyszło. Do tego małe kolczyki, żeby nie było przepychu.


 A lewa strona też nienajgorzej wygląda, nie chciałam podklejać całości.
 Do córeczek Kasi powędrowały maleńkie frywolitki, podobno trafiłam z kolorami, co mnie szalenie cieszy. 

Aby jakoś zapakować jakoś naszyjnik, skleciłam z Adasiem takie pudełko: 
Iza również coś przygotowała, ale poczekajcie na wpis u niej.
Dziękuję za odwiedziny, a podwójnie tym z Was, które zostawiają słóweczko. 
Trzymajcie za mnie kciuki, żeby w tym tygodniu zdążyć ze wszystkim  i przeżyć pewną kontrolę.
Dobrej nocki!

sobota, 1 września 2012

Spóźniona nieco...

Górska wędrówka. Taki temat "zadała" Pandzioszka w Klubie Twórczych Mam na sierpień. Praca uszyta jeszcze w sierpniu tylko posta nie było już kiedy napisać...
Ale jak górska wędrówka to kryształ górski, temat nie należał do łatwych, ale za to ciekawy. 
Centralna część to zawieszka ze "skarbów" od mamy. Taka samotna była, to jej dołożyłam towarzystwa.



Spadam szyć dalej, bo nie zdążę ze wszystkim, a weekend mam strasznie zajęty. Dzięki Wam za każde pozostawione słówko.