Byliście tu:)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 sierpnia 2017

Nadrabianie zaległości

Jest ich sporo, więc zaczynam.
Marzec i kwiecień to troszkę biżuterii, większość zostawiłam sobie.



Tu w tle bransoletki z koralików, które dostałam jakiś czas temu od Tynki :)





Zakładki frywolitkowe wykonane w prezencie dla koleżanki:



Bukiecik z krepinowych krokusów jako dodatek do prezentu  z okazji chrzcin:




I ciasto - mazurek upieczony na konkurs wielkanocny. Te śmieszne kwiatki to nic innego jak suszone plastry ananasa.


No proszę - dwa miesiące zamknięte w jednym poście. Dziękuję Wam za odwiedziny :)

poniedziałek, 4 lipca 2016

Lato, lato...

Wszędzie :)  Lubię ciepło i słońce, choć za strasznymi upałami nie przepadam. Wolę je jednak niż nieustanną pluchę i szarość za oknem. 
Zieleń i kolory za oknem dodają siły do działania. Rozglądam się nieraz i powtarzam, że mieszkam w pięknym miejscu. Nie zamieniłabym tej okolicy na żadną inną...
Tymczasem powstało troszkę nowości, trochę starszych zapasów trafiło w dobre ręce (i to mnie najbardziej cieszy). Koniec roku szkolnego dla mnie, jako mamy dwójki uczniów, zawsze jest intensywny. Mniej czasu na robótki, więcej na różne zajęcia związane z pomocą dzieciakom. Nie chodzi o naukę (choć czasem też), raczej o pomoc organizacyjną. Z radością gościliśmy pięrwszaków z gimnazjum na ognisku kończącym rok szkolny. Nie wiedziałam, że to taka fajna klasa. Powstały pierwsze w tym roku jagodzianki zjedzone  ze smakiem :)
 Jest i ogromna satysfakcja, szczególnie że ten trudny rok szkolny tak się szczęśliwie zakończył. Młody świadectwo do szóstej klasy z wyróżnieniem i nagrodą za wzorową frekwencję, chociaż jeszcze w październiku nie nadążałam słuchać i czytać uwag... Młoda po szpitalnych zawirowaniach i w towarzystwie poważnej choroby jakimś cudem do drugiej gimnazjum też z wyróżnieniem i najlepszą cenzurką w klasach 1-2 :) Czy można sobie lepiej wymarzyć? Chyba nie. Bałam się wakacji z tabletem w ręku, tymczasem patrzę, że  dziecię wzięło się za haft krzyżykowy. Coś pewnie w końcu wyjdzie. Dość gadania, przechodzę do rzeczy :)
Do bransoletki kolorowej dorobiłam kolczyki i zrobiłam też komplecik w błękitach.



 

 Kolczyki wg wzoru Coriny Meyfeldt w różnych wersjach kolorystycznych i z różnych nici (różnią się też wielkością):












Śmietankowo-granatowe są duże, bo użyłam grubszej nici, zaś miętowe niewiele większe niż paznokieć :)

Powstał też komplecik na zamówienie w zieleniach wg znanego już Wam wzoru:





I jeszcze kolejne kolczyki, dość duże. Na wymiankę, o której w następnym poście. Wzór wachlarza: Corina Meyfeldt.



Kolczyki na zamówienie. Przysporzyły mi wiele emocji, bo jak na złość nie chciały współpracować, ale z efektu jestem zadowolona i z pewnością jeszcze niejedne powstaną w takim wymyślonym przeze mnie kształcie.



I na koniec makramowe maleństwa, dla porównania wielkości moje dość drobne pazurki.






W nagrodę za wytrwałość coś słodkiego:



Bardzo, bardzo dziękuję za odwiedziny i zapraszam :)


poniedziałek, 20 lipca 2015

Plastikowa butelka w nowym wydaniu i drobiazgi

Witajcie, dziś mija termin upcyklingowego wyzwania w Kreatywnym Kufrze, a że upcykling bliski memu sercu, wzięłam się wczoraj do roboty i wymyśliłam bransoletkę. Kwiatek powstał z plastikowej butelki po wodzie. Radosny różowy kolorek zestawiłam ze sznureczkami w intensywnej, neonowej zieleni. Efekt jaki jest, widzicie :)  Zgłaszam zatem pracę do udziału w wyzwaniu.







A tu jeszcze naprędce wykonane kolczyki, a właściwie tylko frywolitkowa oprawa do kupionych w sh kolczyków. Tak mi zagrało to wszystko z koszulą (również okazyjnie kupioną w sh). Już dawno mi się te róże podobały, a jak upolowałam je za grosze, to tym bardziej mi się podobają :)






A tu jeszcze detale - zobaczcie, jakie fajne wykończenia :)


Dawno pazurków nie było, choć ze względu na spore  ilości zmywanych naczyń często się zmieniają.
Te trzymają się już (!) piąty dzień, a to sukces.

Na osłodę burzowej pogody sernik gotowany:


ser w wiaderku 1 kg (u mnie pomarańczowy z Biedronki - takie fajne smaki mają ostatnio)
jogurt grecki (ja dałam duży, można w ogóle nie dawać - chciałam mieć więcej sernika)
3/4 kostki margaryny lub masła
1 bydyń 
2 łyżki mąki ziemniaczanej
1-1,5 szkl. mleka
4 jajka
1/2 szklanki cukru

dżem porzeczkowy

Spód:
duża paczka herbatników pełnoziarnistych lub zwykłych
1/2 kostki masła/margaryny - rozpuścić, przestudzić

Najpierw przygotować spód: herbatniki zmielić blenderem, dodać rozpuszczoną margarynę, zagnieść, wyłożyć tortownicę, można wstawić na 15 min. do lodówki, posmarować dżemem. Ten dżem to moja fantazja, bo zwykle tego nie robię, ale niedawno przerabiałam czarne porzeczki i uznałam, że dodadzą smaku sernikowi i nie myliłam się:)

Margarynę zagotować z cukrem, dodać ser zmiksowany/wymieszany z jajkami, zagotować. Dodać mleko rozmieszane z budyniem i mąką, zagotować, wylać na spód. Oczywiście podczas gotowania trzeba uważać, żeby masa się nie przypaliła. Sernik wystudzić, wstawić do lodówki i polać dowolną polewą. 
Z pewnością jet to gratka dla osób lubiących pulchne, kremowe serniki. Ten nie ma zwartej konsystencji, ale jest naprawdę pyszny. I nie ma przy nim dużo roboty.
Fajnie by się również sprawdził jako krem do przełożenia biszkoptowego ciasta.
Smacznego :)



poniedziałek, 6 lipca 2015

Jak ten czas szybko leci!

Oj leci... Niedawno kołysałam maleństwa, a teraz jedno maleństwo skończyło podstawówkę, drugie zdało do piątej klasy... 
Końcówka roku szkolnego jak zawsze dla mnie upłynęła pod znakiem nieprzespanych nocy. Poniekąd na własne życzenie, bo zawsze się w coś muszę zaangażować, ale jakoś inaczej nie potrafię.

Najpierw skrzyneczka na zamówienie. Podobna do pokazywanej już wcześniej, ale właśnie taka miała być. To było wyzwanie, ponieważ po raz pierwszy wykonywałam decou ze zdjęciem, przy użyciu preparatu do transferu wydruków. Wyszło przyzwoicie, niektóre elementy musiałam podkolorować.










A tu kolejne zamówienie - róże z krepiny. To moje pierwsze takie z płatkami. Zachęcona efektami moich zamówień postanowiłam wykorzystać pomysły na prezenty dla nauczycielek Izy. Różami ozdobiłam pudełko na prezent.








Skrzyneczka dla wychowawczyni została ozdobiona decou, oczywiście wewnątrz jest zdjęcie klasy.
Były też kartki z podziękowaniami, ale zdjęć już nie zrobiłam. 






Kolejne zamówienia to ciasto z sześćdziesiątką oraz sama sześćdziesiątka, którą robiłyśmy wspólnie z Izą przy wsparciu panów (i duży i młodszy wycinali cyfry z tektury). Nieźle poparzyłam sobie paluchy klejem na gorąco. Młoda zaś, choć kleiła równie dużo jak ja, nie poparzyła się ani razu:) Muszę jej częściej dawać takie prace, bo ja jeszcze nigdy nie wyszłam bez szwanku w starciu z pistoletem do kleju:) Łącznie na sześćdziesiątkę wyszło ponad 160 różyczek. Dwa wieczory.
Cieniowania na zielonej krepinie wyszły po użyciu kleju :) Efekt zamierzony.




Ciaso aprawdę ekspresowe. Wiem, poszłam na łatwiznę z tymi kwiatami i biszkoptami dookoła, ale nie musiało być jakieś wyszukane. Masa była zrobiona ze śmietany i galaretki żurawinowej, Cyfry i zygzaki ze śmietany z dodatkiem kawy.

A dalej to już moja radosna twórczość własna. Decou na butach sobie walnęłam :) Aż się prosiły o jakieś kwiaty.



Bransoletka frywolitkowa powstała z chęci wypróbowania popularnego na Fb wzoru.



Kolejna bransoletka to efekt posiadania młynka do nawlekania koralikó - super wynalazek. No i w końcu, wreszcie, po kilku latach, nauczyłam się tych koralikowo-szydełkowych splotów :) Kiedyś próbowałam i średnio wyszło, tę też prułam z 5 razy, aż w końcu poszło.



U koleżanki zauważyłam niedawno fajną, ale bardzo zniszczoną pufę, na której kot ostrzył pazurki. Dostałam ją :) Nie mam fotki "przed", ale "po" chętnie się pochwalę. Całość zajęła mi chyba niecałe pół godziny. Poszłam na łatwiznę, bo nie szyłam, przy użyciu tuckera wszystko przymocowałam zszywkami. Zszywki zasłoniłam wstążką. Pufa jest fajna i wygodna. Materiał miałam już dawno - kiedyś kupiłam za grosze całą stertę takich obiciówek w second-handzie.



Na dziś to wszystko, reszta wkrótce, bo od wczoraj Izę odwiedzają kuzynki z koleżanką i w ramach organizowania im czasu robimy takie mini-warsztaty. Wczoraj było filcowanie na mokro i na sucho. Efekty zaskoczyły dziewczyny i mnie też :)

Tymczasem mój wczorajszy warsztat przenośny (upał mi nie straszny w cieniu pod jabłonką) wyglądał tak:


Życzę Wam udanego, twórczego tygodnia i dziękuję za odwiedziny! Cieszę się, że grono obserwatorów tego bloga nieco się powiększyło :)