Byliście tu:)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serwetki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serwetki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 sierpnia 2017

Czas odkurzyć pajęczyny

Biję rekordy nieobecności na blogu. Nie lubię przesyłać zdjęć na komputer z telefonu, bo albo bluetooth nie działa albo inny bunt sprzętu, a to czasu brakuje, a to motywacji nie ma (nie opuszcza mnie przekonanie, że jednak mało kto tu zagląda). Facebook wygrywa dostępnością (wszystko od razu z telefonu leci bez problemu)... Nie zdecydowałam się jednak na założenie swojego "fanpejdża", bo nie odczuwam takiej potrzeby. Większość prac ląduje najczęściej w zamkniętej grupie frywolitkowej, gdzie znakomicie się czuję. Często wrzucam coś na swój profil, ale nie wszystko.

"Wszystko" jest zarezerwowane dla bloga, którego zaniedbuję, ale nie rezygnuję :) Tak oto zebrało się grubo ponad 80 zdjęć, które czekają na pokazanie. Podsumowując, ponad 20 par kolczyków, kilkanaście bransoletek, kilka naszyjników, broszki, trochę decou, kwiatów z bibuły i innych rzeczy.
Przez minione miesiące coś się tworzyło oczywiście, z różną częstotliwością. Ostatnio jakoś nawet częściej niż rzadziej. Najwięcej czasu zajęła mi serwetka. Pierwsza tak duża ukończona frywolitkowa Wiosna 2017 ze wzoru Renulka.  Wtedy nie powstawała właściwie żadna biżuteria. Za to potem istny wysyp, ale o tym kiedy indziej. Dzisiaj bardziej aktualne sprawy.  Nie lubicie, kiedy Was zasypuję milionem fotek na raz, więc postaram się tego nie robić.

Najpierw serwetka. Jest duża, ok. 50 cm średnicy z cieniowanej Aidy 10 i białej Ariadny (to Muza bodajże, metki nie ma niestety). Pierwsza i na razie ostatnia tak duża serwetka. Nie obyło się bez problemów, wycinałam przez pomyłkę spory kawałek.



To maleństwo z Ady 15 poszło jako prezent dla znajomej.

 

Ostatnio spotkało mnie coś niezwykle miłego. Naprawdę jeszcze w to sama nie wierzę. Odwiedziły mnie dwie blogowe koleżanki: Ela czyli Karto_flana z bloga mojeszydelkoweprzygody.bogspot.com i Justyna czyli  Tynka z bloga przezkrotkachwile.blogspot.com.

Z Elą już widziałyśmy się wcześniej kilka razy, bo Ela pochodzi z miejscowości oddalonej ode mnie z 8 km, czasem więc przyjeżdża tu z Niemiec. Za to Tynka specjalnie na to spotkanie przemierzyła ze swoja wspaniałą rodzinką pół Polski. Spotkałyśmy się po raz pierwszy. Dla mnie to niesamowite, móc wyściskać dwie kochane kobietki. Moc internetu pokazuje, że spotkać tu można naprawdę wspaniałych ludzi, którzy w realu są jak druga rodzina. Mega spotkanie, w dodatku w dniu moich urodzin! Czy można sobie wyobrazić lepsze święto? Dziewczyny, jesteście cudowne, naprawdę jestem zachwycona, że się udało spotkać :)

Oczywiście nie obyło się bez prezentów :) Jako, że z Tynką pozostajemy w nieustannej wieloletniej wymiance, znów dostałam całe mnóstwo radości.





Moje dzieciaki też zachwycone swoimi prezentami.


Ela przygotowała piękną, własnoręcznie wykonaną kartkę urodzinową i dostałam też maleńkiego aniołka opiekuńczego :)



Dziękuję Wam kochane! Nie ma to jak dobry początek urlopu :)


Następnego dnia po spotkaniu wyjechaliśmy na kilka dni na Mazury, a po powrocie zastałam niespodziankę od zawsze pamiętającej i szczodrej Janeczki.
Janeczko, wzruszyłaś mnie ogromnie i z serca Ci dziękuję za tyle wspaniałości.




Ten ogromny agat już zyskał oprawę, ale o tym innym razem, który mam nadzieję będzie szybko. Zgrałam fotki na komputer, więc jest szansa na szybko :)

Do następnego razu!

piątek, 3 marca 2017

Daleki Wschód i coś jeszcze

Gdy go zobaczyłam, od razu kupiłam. Mowa o cudnym, wielkim kaboszonie szklanym z grafiką.
Wyszedł duży naszyjnik, przywodzący na myśl wyprawy do dalekich krajów. Kojarzy mi się z chińskimi wycinankami, bogatą w czerwień i złoto kolorystyką dawnych strojów, chińską porcelaną.
Wyszło orientalnie jednym słowem :)



Naszyjnik wędruje na wyzwanie w Szufladzie.



Coraz lepiej idzie mi planowanie postów, żeby mogły się opublikować później. 
U mnie już nieco wielkanocnie, udało się gęsie wydmuszki ozdobić koronką frywolitkową. To moje pierwsze.





Ostatnio coś mnie wzięło na supłanie serwetek. Małych, bo jakoś większe mnie przerażają, ale nie mówię "nigdy". Tym razem kolorowa, wg wzoru Laury Bziukiewicz, jednak bez pikotek=brak konieczności naciągania. Tu w porównaniu z poprzednią.


Biżu też jest, a jakże :)







Dziękuję za każde odwiedziny i pozdrawiam serdecznie :)

poniedziałek, 13 lutego 2017

Serduszkowo, serwetkowo

Żeby nie robić zaległości i potem nie zasypywać Was nadmiarem zdjęć dziś kolejny post. Staram się przygotowywać wcześniej, żeby zaplanować publikację wpisu. Może mi to wejdzie w nawyk.
Zacznę od walentynkowych inspiracji. Na facebookowej grupie brałam udział w wydarzeniu z serduszkiem wg wzoru opracowanego przez jedną z członkiń.
Wyszły mi takie łososiowo-złote kolczyki i naszyjnik:






Podrzucam moje wytworki jako inspiracja tutaj:




Ukończyłam też mini serwetkę (ma raptem 11 cm średnicy) wg wzoru Laury Bziukiewicz:





Ostatnio spodobały mi się w stacjonarnej pasmanterii takie spore kule, które zamieniły się w kolczyki:





I kolejny pasek do zegarka. Wymęczony, bo to drugie podejście do niego (pierwsza próba nie została zaakceptowana), osoba zamawiająca nie bardzo sama wiedziała co chce i ustaliłyśmy czerń ze srebrem. Zamocowanie paska nie było łatwe, bo wcześniej bransoletka była metalowa i wąska. palce mam poprzecinane od wiązania nici. Ja jestem zadowolona z efektu, ale obawiam się, że osoba zamawiająca niestety nie. Cóż, życie...









Jeszcze czeka mnie jeden pasek do zegarka, ale to już będzie czysta przyjemność.

Tymczasem miłego tygodnia :)

czwartek, 12 stycznia 2017

Pojawiam się i znikam

Może dlatego, że jakoś straciłam motywację do prowadzenia bloga. Zaglądam do Was systematycznie, a tu zwyczajnie powoli mi się odechciewa. Mam wrażenie że mało kto tu już zagląda. Nic to, dokumentując swoje robótkowe poczynania, wrzucę to, co udało się zrobić. Działo się wiele i różnorodnie. 
Na początku proszę o wybaczenie Dziewczyny, które okazały wiele serca i pamiętają o mnie. Wasze miłe gesty niezmiennie mnie wzruszają i cieszą ogromnie. Ja po raz kolejny nie zdążyłam nawet wysłać kartek świątecznych. Dobija mnie zawsze czas przedświąteczny, bo jest przepełniony robotą i nieustannymi spotkaniami, pomaganiem dzieciom, które w szkole są raczej aktywne... Mało snu i ciągła gonitwa powodują, że święta zawsze po prostu przesypiam. Odpoczywam, cieszę się przebywaniem w domu z najbliższymi. 
Nie zrobiłam zdjęć otrzymanym karteczkom niestety, ale ustawiłam je sobie jako dekorację świąteczną. Dziękuję z całego serca Janeczce, która ZAWSZE pamięta. Dziękuję kochana za wspaniały prezent imieninowy i możliwość spróbowania jedynej na świecie naleweczki różanej. Absolutnie zachwycająca! I kawusia też mmm... Dziękuję też za życzenia świąteczne. Nie wiem jak to robisz - jesteś dla mnie od wielu lat wzorem zorganizowania, choć wiem, jak wielu osobom przygotowujesz i wysyłasz śliczne kartki. 
I Eli - kochana, nawet nie wiesz ile czasu przygotowuję coś dla Ciebie - za każdym razem gdy patrzę na tę cudną akwarelkę z makami, przypominają mi się nasze krótkie spotkania i mam nadzieję na kolejne w tym roku. Akwarelki nie pokazywałam jeszcze, bo niedawno udało mi się ją umieścić 
w antyramie i wygospodarować dla niej miejsce.



Dziękuję też Modrak - wiesz, że jesteś mi bliska :)
I wreszcie Lucyna - kompletnie mnie zaskoczyłaś i wzruszyłaś. Jesteś w mojej pamięci i cieszę się, że wróciłaś na bloga. Tym bardziej, po różnych naszych życiowych zawirowaniach, musimy doprowadzić naszą wymiankę do końca :)


Patrzę właśnie na zdjęcia i widzę, że mam do pokazania jeszcze rzeczy z października (!). Ładne zaległości... Ale wrzucę wszystko naraz, bo nie wiadomo kiedy znów się zmobilizuję do odkurzenia swojego bloga.

Październik:
1. kolejny makramowy pasek do zegarka





2. Bransoletka ze wspaniałym kaboszonem od Kasi :) - prezent z okazji Dnia Nauczyciela




3. Zamówione kwiaty z krepiny. Zauważyłam, że "sama z siebie" rzadko robię takie rzeczy jak bibułkowe kwiaty, filcowanie czy koszyki z wikliny papierowej. Powracam do tych technik tylko wtedy, gdy jest taka potrzeba (warsztaty lub konkretne zamówienie).


4. Zajęcia ogniska plastycznego, które czasem zdarza mi się prowadzić. Z dziećmi robiłam lampiony ze słoików i bransoletki kumihimo, a z dorosłymi filcowane na sucho kwiaty. A to wszystko jednego dnia. Miałam 3 grupy :)

 





 


5. Mała zawieszka do pokazywanego wcześniej kompleciku.


6. Kolczyki bez przeznaczenia - chciałam po prostu przetestować wzór, który wymyśliłam.


7. Kolejna niebieska bransoletka makramowa - akurat było spore zainteresowanie niebieskimi :)




Potem było malowanie mebli (które nadal się ciągnie i końca nie widać) i nastał listopad:

1. Kolczyki, które najpierw wyglądały tak:




a potem (czyli już w styczniu 2017) zostały przedłużone na życzenie pani, która je zamówiła :)































2. Mini kolczyki dla mnie - chciałam wypróbować nowe nitki. Cienizna, oj cienizna...


 



3. Chciałam coś dla siebie i zrobiłam kolczyki - trochę inna odsłona wzoru Coriny Meyfeldt (w środek powszywane koraliki, żeby było bardziej 3D). Okazały się dla mnie za duże - podarowałam koleżance, a sobie zrobiłam inne, mniejsze i malusią zawieszkę.







4. Potem było czuwanie nad masową produkcją kartek w scholi, którą mam przyjemność współprowadzić.


5. I też masowa produkcja pierniczków - schola zbiera kasę na warsztaty muzyczne. Nie piekłam, tu zaangażowało się wiele dzieci i ich mam. Składałam "do kupy" koronę, która była prezentem dla księdza :)





6. Spełniłam swoje marzenie, które za mną chodziło od bardzo dawna. Zrobiłam sobie szydełkowy zegar z ananaskami, wykorzystując fragment wzoru na obrus. Zegar nie doczekał się do tej pory przyzwoitych fotek. Ale cieszy moje oczy i na razie mało go widać na ścianie, bo kłania nam się malowanie - wtedy na innym kolorze zegar będzie gwiazdą.




7. Miałam też intensywną przygodę z wytwarzaniem serów podpuszczkowych (długa to historia dlaczego w ogóle zaczęłam się w to bawić). Zrobiłam ich kilkanaście. To była moja pierwsza przygoda i pewnie nie ostatnia, ale na razie muszę od nich odpocząć. Powstały ciekawe smaki: z orzechami, wędzone, z miętą i żurawiną, z czarnuszką, z ziołami...







8. Szybkie kolczyki, bo nitka nowa wołała...



Koniec listopada i początek grudnia to krótki pobyt Izy w szpitalu, więc mało się tworzyło - nawet w pociągu wolałam się zdrzemnąć niż klikać czółenkiem. 

1. Bransoletka i kolczyki podarowane koleżance Izy ze szpitala. Wspaniała dziewczyna, którą obdarowałam też nićmi, czółenkiem i szydełkiem - nauczyłam ją podstaw frywolitki i mocno trzymam kciuki, żeby działała dalej mimo ciężkich chorób, z którymi się boryka. Komplecik właściwie zrobiłam wiele miesięcy wcześniej - w grudniu po prostu zyskał wykończenie :) Często robię jakieś małe elementy frywolitkowe do wykorzystania później.




2. Głowa pełna pomysłów znów zmusiła mnie do wykonania frywolitkowego elementu bogatego w koraliki. Powstała więc bransoletka.




3. Potem moc atrakcji, że ledwo chodziłam ze zmęczenia. Dwa weekendy prowadzenia warsztatów. Raz wiklina papierowa, dwa - ozdoby świąteczne. Relacje znajdują się tutaj: http://wiskitki.pl/wiklinowe-potyczki-w-gminnej-bibliotece/
i tutaj: http://wiskitki.pl/warsztaty-na-szostke/
Jest dużo zdjęć i oczywiście miłe słowa, które dają motywację do działania.
Muszę tu przyznać, że bez pomocy mojego syna byłoby naprawdę ciężko. W krótkim czasie wyspecjalizował się i nakręcił 1000 rurek papierowych, które wykorzystałam na warsztatach. Naprawdę dzielny dzieciak. 
Tu moje bombeczki jako przykład tego, co możemy zrobić na warsztatach. Powstały w ekspresowym tempie.




A tu praca Adasia na szkolny konkurs. Sam wykonał również stojak. Ogrom pracy i moc satysfakcji. Nagroda był oczywiście. 




4. Cudowna wygrana w konkursie facebookowym sklepu Royal-Stone.



5. A jak wygrana, to i trzeba było wykorzystać choć jeden piękny guzik i zrobić błyskotki. Grudzień obfitował w spotkania wigilijne, więc błyskotki towarzyszyły mi do różnych strojów. Na Sylwestra wykonałam jeszcze kolczyki. Tak zupełnie nowy jest tylko naszyjnik. Baza bransoletki powstała chyba w maju i czekała na wykończenie. Bazy kolczyków jakoś w listopadzie, bo chciałam wypróbować nici Diamant. Teraz wszyłam koraliki i dodałam bigle.








6. Pracochłonna, ale elegancka bransoleta z Madeiry. Zamówienie przedświąteczne.





7. Tym razem mieliśmy białą choinkę, która bardzo mi się podoba i rozświetla północny pokój. Komoda jeszcze wymaga szpachlowania, malowania i woskowania. Na szybko pokryłam ją farbą, żeby nie straszyła.




I wreszcie styczeń:

1. Odrobinę postępów w serwetce Renulka Wiosna 2016. Może kiedyś ją skończę. Do tej pory było mnóstwo pomyłek, w tym jedna związana z wycinaniem sporego kawałka i sztukowaniem.



2. Szukając koralików natknęłam się na śliczne hortensje - prezent od Kasi oraz frywolitkowy element. Pokombinowałam, coś dodałam z innej niteczki i mam coś fajnego. Nawet po lewej stronie nieźle wygląda :)




Dużo tego, bo i dużo czasu mnie nie było. Nie piszę już o mocnych postanowieniach częstszego zaglądania, bo nie wiem jak to będzie. Nie zamierzam znikać na bardzo długo. W każdym razie dziękuję bardzo każdej osobie, która tu zagląda, a jeszcze bardziej tym, którzy zostawiają ślad swojej obecności w postaci komentarzy.