Byliście tu:)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opakowania na prezenty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opakowania na prezenty. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 grudnia 2013

Rozmaitości i nowy domownik

Wierzcie lub nie, ale naprawdę nie znoszę czasu przed świętami Bożego Narodzenia. To jest takie szaleństwo, że nie mam kiedy zająć się sprawami domowymi. I to mnie najbardziej wkurza, że nie mogę w spokoju skupić się na radosnym oczekiwaniu, tylko ciągle gdzieś trzeba biegać, bo TRZEBA lub WYPADA. Konieczność dokonywania wyboru z czego zrezygnować jest okropna. Tym razem nie poszłam na wywiadówkę. Musiałam zostawić dziecko samo z sałatką, posprzątaniem całego bałaganu i stertą różnych rzeczy do zrobienia. Owszem dała radę, ale jakim kosztem? Lekcji nie miała czasu odrobić. Na szczęście przed świętami jej darowano...
Pewnie dziś nie byłoby posta, choć jest co pokazać, ale dziś koniec kolejnego tematu cyklicznego wyzwania u Modrak.
Wszystko powstało jakiś czas temu.
Bombka z Mikołajem, zdjęcia po prostu wstrętne, choć Mikołaj całkiem sympatyczny.

Oszroniona biżuteria na wyzwanie w Rozkręconych Myślach.




Zamówiony skromniutki naszyjnik do kolczyków z przedostatniego posta.

Naszyjnik bez przeznaczenia z kamieniem od Modrak.


Kartka zrobiona przez Adasia wg szablonu Romy.


Naszyjnik-niespodzianka dla Izy wychowawczyni, która niedługo opuszcza klasę na jakiś czas (właśnie oczekuje dzidziusia).


No i nowy domownik. Blanka. Królik karłowaty. Jest piękna, mądra i kochana. Wymarzony prezent gwiazdkowy dla Izy. Już wiele razy słyszeliśmy o potrzebie posiadania WŁASNEGO zwierzaka, ale jakoś tak nie bardzo mieliśmy chęć. Poza tym ktoś musi się nim opiekować. Jednak patrząc na zaangażowanie naszej córki w różne prace w gospodarstwie dziadków, decyzja mogła być tylko jedna. Króliki były, ale takie "na pasztet" (już widzę oburzenie wielu osób), więc nie było mowy o przywiązaniu do nich. Koty mogą wejść, aby się nieco zdrzemnąć, ale one chodzą własnymi ścieżkami i wolą polowania w stodole. O psie w domu nie chcę słyszeć. Żadnym. Na podwórku owszem, może nawet wejść czasem na chwilkę do domu, ale na chwilkę. I nie wiem czemu wcześniej nie kupiliśmy króliczka - naprawdę wspaniały zwierzak i wszyscy ją kochamy:) Śmiga po domu ile wlezie. Gdy nas nie ma, niestety musi korzystać z klatki.




Jest też Stefan - rybka bojownik, bonusik dla Adasia, ale fotki brak póki co. Nadrobię.
Więcej nie pokazuję, bo do tego trzeba usiąść na spokojnie, a dostałam mnóstwo wspaniałości, o których będzie oddzielny post. Nie wiem, czy napiszę przed świętami... Idę walczyć dalej, dziękując za odwiedziny i komentarze.

 

niedziela, 8 grudnia 2013

Chatka z piernika i mix różności z całego tygodnia

Jakoś sporo się tego uzbierało:) Tylko czasu zabrakło, żeby wrzucić. Jak zawsze niemal do jednego worka to upchnę, żeby potem nie mieć zaległości.
Zacznę od dzieła z ubiegłej niedzieli, bo - jak wspominałam - zrobiliśmy z dziećmi chatkę Baby-Jagi. Chatka była potrzebna do szkoły na przedstawienie, w którym Iza grała Babę-Jagę. Nigdy wcześniej nie piekłam podobnego cuda, więc oczywiście poszperałam w sieci. Postępowałam według przepisu znalezionego tutaj i mogę go szczerze polecić. Rzecz okazała się o wiele prostsza, niż myślałam. U mnie część miodu to sztuczny, a część naturalny. Lukier super - szybko zastyga, co jest ważne przy składaniu chałupki:) Szablon Iza zrobiła z papieru. Zaopatrzyłam się też w pisaki cukrowe, co okazało się fajnym pomysłem, bo Iza mogła sama zdobić domek. Ciasteczka na dachu są też jej wykonania. My z Adasiem wzięliśmy na siebie najbardziej żmudną robotę, czyli układanie dachówki z płatków migdałowych. Adaś oczywiście ułożył kilka, potem całą garść do buzi i tak na zmianę:) Wyszło super, smak jeszcze nie został oceniony, bo jeszcze jedno przedstawienie w szkole, a potem klasa Izy spałaszuje. Szkoda, że nie miałam okazji zrobić fotek za dnia. 




Miałam też różne zamówienia, trochę nietypowe. Po pierwsze męska bransoletka. Dla faceta za bardzo nie można poszaleć, więc maksymalnie prosta i w bezpiecznej czerni. Jeden tylko metalowy koralik.

Ostatnio podobno bardzo modne są proste bransoletki z lureksowej koronki. Do mnie ani jakoś za bardzo ta moda nie dotarła, ani nie przekonuje, ale o gustach się nie dyskutuje. Moją odpowiedzią na tę modę jest bransoletka z frywolitki. Pewien chłopak bardzo chciał na Mikołajki kupić taką bransoletkę swojej dziewczynie, poprosił o zakup moją koleżankę. Widząc całą akcję z bransoletką zaproponowałam tę frywolitkową. Nie wiem, czy została zaakceptowana (bo to jednak nie ta "firmowa" i nawet nie jest za bardzo podobna, ale w sumie chodziło o to, by zaproponować coś oryginalnego). Nici metalizowane są trudne, ale efekt jest bardzo fajny. Dla kogoś znajomego pewnie w każdym kwiatuszku znalazłby się koralik, ale nie ryzykowałam.
Przy okazji koleżance przerabiałam naszyjnik, bo oprawa cała "złota" była, to tego równie złoty łańcuszek. Choć zdjęcie koszmarne, to naszyjnik jest całkiem, całkiem - to zasługa tego mieniącego się "kamienia" w środku.
Kolejne zamówienie dotyczyło prezentu mikołajkowego dla trzecioklasistki. Któregoś dnia dzwoni do mnie mama kolegi z klasy Adasia z prośbą o ratunek, bo ten wylosował dziewczynkę, a ona chciała srebrne kolczyki, więc może ja bym się podjęła. Podjęłam się z radością. Mój syn nie miał takiego szczęścia - wylosował kolegę, a wszyscy chłopcy w jego klasie zażyczyli sobie karty z piłkarzami, które namiętnie kolekcjonują, wobec tego nie poszaleję twórczo w tym zakresie - muszę wyskoczyć z kasy na zakup kart. Może je chociaż zapakuję jakoś fajnie... A wracając do dziewczynki, to zrobiłam dwie pary kolczyków do wyboru, obie na srebrnych biglach (na szczęście w swoich zapasach znalazłam jedne jedyne srebrne duże "rybki", które poszły na przerób na dwie pary mniejszych).



Do tego bransoletka z ładna zawieszką i - pewnie pamiętacie - pudełko po tic-tacach zamienione w ładne opakowanie:) 
Wybrali te z różowymi koralikami, bo dziewczynka niebieskiego raczej nie lubi, ale te niebieskie też poszły, dla siostry tego kolegi (ona z kolei niebieski uwielbia).

Kolejne zamówienie to (proszę się nie śmiać) od mojego osobistego ślubnego dla pewnej sympatycznej Barbary, która jak najbardziej zasłużyła na coś ładnego. Postawiłam na spokojne kolory i kameę niewielkich rozmiarów.
 Specjalnie do tego prezentu wykonałam opakowanie, które zgłaszam na wyzwanie w Szufladzie - "Pakujemy prezenty". Podobno się podobało - i opakowanie i jego zawartość. Już nieraz słoiczki po kremach były pomocne przy pakowaniu biżuterii.




Jeśli myślicie, że to już koniec, to jeszcze Was trochę pomęczę:) A co tam! Bawiłam się jeszcze suwakiem, z  którego powstały kolczyki i pierścionek.


I frywolitka szydełkowa, czyli 3 bransoletki, wzór autorstwa Middii, bardzo go lubię. 



I wreszcie dokończyłam naszyjnik. Kamień (agat chyba) dostałam kiedyś od Modrak, czekał na swoja kolej. Oprawiłam go frywolitką, a co tam:) Choć skromny, to zgłaszam go na wyzwanie w KK, Forma: naszyjnik.


I już ostatnia rzecz na dziś (choć mam jeszcze co pokazać) to kolejna odsłona TUSAL-owego słoika. Z małym opóźnieniem, trochę to brak czasu, a trochę brak prądu spowodowany wiatrem. Jakoś mi smutno, że zabawa się skoczyła. Jeśli Wam się spodobał sposób, w jaki ozdobiłam słoik, możecie głosować o tutaj

Choć CyberJulka nie poprowadzi kolejnej edycji zabawy, kontynuacji podjęła się Luna, więc koniecznie się zapiszcie. Mój słoik chyba komuś podaruję, a ozdobię  kolejny:)
Nie przedłużam już i tak długaśnego posta, z pewnością niedługo się pojawię, bo będę się chwalić:)
Dzięki za odwiedziny i każdy komentarz!

czwartek, 24 maja 2012

Same różności

Czyli jak to u mnie. Troszkę się uzbierało:)
Wczoraj w końcu przeprosiłam maszynę do szycia, bo musiałam koleżance poprawić dwie sukienki. I złapałam chustę, która niedawno kupiłam w lumpku. Duża była i materiału teoretycznie wystarczyłoby na sukienkę, ale... Wtedy wzory układałyby się tak, że z jednego boku byłoby inaczej i głupio by wyglądało, więc jest bluzka z paskiem, którą od razu dziś założyłam do pracy. Wygodna jest i ma piękne kolory. Fotka poranna robiona przez Izuśkę, więc taka sobie, ale jest, coś tam widać.

Z sutaszków dziś pierścionek uszyty w niedzielę dla koleżanki.


A przy okazji pazury, bo mi się podoba metoda malowania gąbką, żeby wychodziły fajne cieniowania.

Szydełkowo-recyklingowo też będzie, choć pudełeczko-koszyczek odmawiało współpracy przy pozowaniu. Strasznie się wtedy spieszyłam. To takie maleństwo po serku topionym, w sam raz na zawieszkę lub mały naszyjniczek.

Niedawno zostałam poproszona o wydrukowanie zaproszenia dla nauczycielki na komunię jej klasy. Dysponowałam niewielką ilością materiałów, bo robiłam to w pracy:) Haft jest oczywiście nie mój, koleżanka kupiła gotową kartkę z haftem, którą ja bezczelnie zniszczyłam:) I wyszło takie coś.

Tak z zaległych rzeczy do pokazania mam jeszcze jedną rzecz. Dostałam jakiś czas temu od kilkakrotnie wspominanej pani Marysi, dziergaczki-hafciarki, różę. Jest naprawdę ładna:)

Bardzo dziękuję za odwiedzinki i komentarze pod truskawą:) Szuka właściciela, więc jakby ktoś chciał, to za symboliczny pieniążek wyślę. W ogóle mam trochę rzeczy, których chciałabym się "pozbyć", ale jak znajdę chwilkę, to zrobię oddzielną zakładkę z fotkami tych rzeczy. Najczęściej to sutaszki.
Miłego dnia!