Byliście tu:)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makrama szydełkowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makrama szydełkowa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 lipca 2014

Koniczyna

Na wyzwanie w KK oczywiście. To nie będzie skromne, ale mi się podoba:) Nawet bardzo... Listki mojej koniczyny to eksperyment z drucika i lakieru do paznokci oraz frywolitka - kordonek Maya. Sam kwiatek to pastylka muszli, mieniąca się perłowym blaskiem, koraliki Toho i Preciosa. Sznurek - makrama szydełkowa, również z kordonka Maya. Podczas obszywania koralikami pastylki celowo nie zachowałam symetrii, dlatego na dole jest więcej koralików i jestem zadowolona z efektu.





Dziewczynom z KK dziękuję za ten temat, bo okazał się doskonały do wymyślenia nowego połączenia technik:) I dowiedziałam się przy okazji, że u mnie w ogródku rośnie taka koniczyna:)

wtorek, 15 lipca 2014

Ukochana lawenda...

Ucieszyłam się z lawendowego wyzwania Ani w Szufladzie. Anię dobrze znacie z szydełkowych misiaczków i decoupage, a ten kto nie zna, niech zajrzy tutaj. Nie mogłam przejść obojętnie ze względu na moją fascynację lawendą. W tym roku mam ją w końcu w ogródku i nawet moja córka upiekła z kuzynami ciasteczka z naszą własną lawendą:) Uwielbiam, jak mi w domu lawendą pachnie...  Najpierw postanowiłam, że zrobię czółenko do frywolitki i ozdobię je z jednej strony hafcikiem z lawendą, z drugiej zaś decoupagem. Zrobiłam, ale jakoś tak nie jestem do końca zadowolona, choć czółenko spełnia swoje zadanie. Za to przedmiotem, który chciałabym zgłosić do udziału w wyzwaniu, jest pudełeczko, w którym od jakiegoś czasu trzymam swoje czółenka (mam ich już 6!) i małe nożyczki. Pudełeczko jest metalowe i niezbyt wielkie, przez co bardzo wygodne. Zniszczyło się trochę, więc ozdobiłam je decou z motywem lawendy. Pierwszy raz używałam jednoskładnikowego medium do spękań i jestem zadowolona. Spękania są tylko gdzieniegdzie, bo na tak ciemnym motywie byłyby niezbyt widoczne. Starałam się, bo lakierowałam i szlifowałam wielokrotnie, żeby uzyskać bardzo gładką powierzchnię.



Tu pudełeczko w towarzystwie prawdziwej lawendy:)


A wspomniane i pokazane powyżej czółenko powstało z okrągłego pudełka po herbacie i szpuleczki od maszyny. I to był pierwszy błąd - spuleczka jest za wysoka do umieszczenia jej w czółenku, bo jest  niezbyt poręcznie (za to szybko się wkleja taką szpuleczkę). Ja mam drobne łapki, więc musiałam się przyzwyczaić do trzymania takiego "grubaska". Kolejnym błędem było umieszczenie wypukłego haftu na czółenku. Hafcik wykonałam na kawałku lny, po czym przykleiłam do  czółenka i wielokrotnie lakierowałam. Niestety, źle się używa tej strony z haftem, bo nitka nie ślizga się swobodnie. Jednak będę używać tego czółenka, bo to moje "dzieło" i mimo wad daje się z niego korzystać z dobrym skutkiem. W produkcji już kolejne czółenko, moje wymarzone, bo drewniane:) Naoglądałam się przepięknych czółenek i ze smutkiem stwierdziłam, że sa poza moim zasięgiem. W Polsce niedostępne, sprowadzenie z zagranicy niestety kosztuje...
 

A trochę wcześniej eksperymentowałam. Bransoletka z odrobinką frywolitki,  wykonana z kordonka Maya makramą szydełkową. Dzięki kordonkowi lubię ostatnio tę zieleń.


No i zielone pazurki:)
 
Kolejny eksperyment to wklejenie szklanej kulki bez otworu w "czapeczkę"z frywolitki. 



I znany Wam już wzorek Coriny Meyfeldt w różowym (intensywnym) odcieniu ze zwykłego kordonka.

 A tu nici Atlas  - piękne, ale jak każde metalizowane trudne we współpracy. Koraliki Preciosa i Toho.
 Naszyjnik to efekt "uboczny" kolczyków, zrobiony z nitki, jaka została na czółenku.

I to na tyle. Dobrej nocki Wam życzę i cieszę się, że zaglądacie, niekoniecznie nawet zostawiając słówko, które jednak cieszy, gdy się pojawi:).

niedziela, 4 maja 2014

Trochę zaległej biżu

Wrzucam jeszcze zaległości, bo bieżące nowości już się nie mogą doczekać na pokazanie.
komplecik dla koleżanki, sobie robiłam kiedyś podobny. Spodobał się i miał być taki sam, ale w środku są zamiast czarnych bladoróżowe koraliki i dodałam sznurek skręcany. Muszę zrobić jeszcze jedne takie kolczyki dla drugiej koleżanki.
Bransoletka dla mnie - białej nie miałam jeszcze:)



 Pomysł na wykorzystanie cekinów od Agnieszki  - Aniołowo
Makrama szydełkowa z pięknie cieniowanych nici

 A tu wymarzony kordonek Lizbeth w użyciu. Z rok chyba marzył mi się ten zakup, a jak już chciałam kupić, to miałam problem z wyborem koloru. Mogłam kupić tylko jeden, bo nici niestety są drogie. Jakość naprawdę wspaniała. Denerwuje mnie tyko, gdy nici skręcają się podczas pracy, ale zauważyłam, że te dobre tak właśnie mają. Miałam problem z nawlekaniem ich na igłę (moje szydełko nr 1 do frywolitki jest za grube do tych nici, więc konieczna była igła).

Kolczyki - gratis do zamówionego kompleciku poniżej. Miałam użyć dużych drewnianych krążków i w końcu z różnych pomysłów wybrałam dość prosty, bo krążki są naprawdę duże.


Bardzo Wam dziękuję za odwiedziny i komentarze, same wiecie, jak wiele sprawiają radości:) Pozdrawiam słonecznie, za chwilę kolejne prace:) 


sobota, 8 czerwca 2013

Biżutki i pyszności

Najpierw mocno niedoskonały naszyjnik i równie nierówne :)) kolczyki, dawno czekały na zrobienie.




Naszyjnik w zieleniach, który jest moim odzwierciedleniem wyzwania w KK "Tanzania", a konkretnie wyzwaniowego banerka, który bardzo mi się podoba.


Bransoletka techniką makramy szydełkowej, nie macie pojęcia, przez ile czasu ją robiłam. Zaczęłam kilka miesięcy temu...

A tu nowość, dzięki blogowi z inspiracjami i tutorialami, wzór wzięty stąd. Sznureczki fajne kupiłam w chińskim sklepie.
Na chudą łapkę, na moją pasuje.


Był jeszcze naprawdę ładny tort z ręczników i kieliszków (prezent ślubny dla koleżanki), ale ja sierotka sfotografowałam dopiero po zapakowaniu w celofan i kompletnie nic nie widać... No, może troszkę.

Pyszności dziś zrobiłam. Kolorowy makaron ze szpinakiem, suszonymi pomidorkami, pestkami słonecznika i czosnkiem. Dobry i na ciepło i na zimno. Co ja mówię, pyszny! W oryginale był zwykły makaron kokardki i pestki z dyni, ale tych ostatnich nie dostałam w sklepie.

A te artystyczne maziajki to murzynek o smaku pomarańczowym, przekładany (szybkim - z torebki) kremem i polany polewą czekoladową.

I tyle. Dziękuję Wam z całego serca za odwiedziny i komentarze. Niedługo będzie ich 3 000 i 50 000 odwiedzin! Muszę coś wymyślić...
Dobranoc!
EDIT:
Mam jeszcze maleńką prośbę. Może nie powinnam, ale... Ostatnio zgłosiłam misiaczka malowanego przez moją Izę do tego wyzwania. Misiaczek jest słodki i prosi o głosy, żeby Iza miała niespodziankę i motywację do tworzenia nowych rzeczy.
Z góry dziękuję.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Megadługi niedzielny post

Jakoś tak się już utarło, że wrzucam posty w niedzielne wieczory. I, choć pewnie patrząc na te wszystkie drobiazgi, powiedzie inaczej, naprawdę niewiele działam na polu robótkowym. Nie jestem z tego zadowolona, ale cóż, dobrze, że i trochę się udało. 
I na ogół będą to prace wyzwaniowe.
Zaczynamy.
Ostatnia bajka, czyli "Dziadek do orzechów" z cyklu "Bajkowe Wyzwanie" u Wioli. To był twardy orzech do zgryzienia. Pomysły były, tylko brak czasu i możliwości.
W końcu Dziadek został potraktowany bardzo dosłownie. Odmieniłam jego wygląd, dając "do kompletu pudełeczko, np. do przechowywania wyłuskanych orzechów. Pudełeczko bardziej mi się podoba niż dziadek, ale cóż. Zgłaszam ten komplet zarówno do Wioli, jak i do Szuflady, ponieważ obie rzeczy są z drewna:)




Dziękuję też Wioli za kolejne wyróżnienie w Bajkowym Wyzwaniu za  Małą Syrenkę. Tak się cieszę!

Dalej nowość, czyli wsuwki do włosów. Zostają u mnie, bo lubię kwiatki. Pasują do wyzwania "Łąka pełna kwiatów" w Klubie Twórczych Mam. W sumie to do wyzwania pasuje też makowy komplet z początku posta, ale nie wiem, czy można zgłosić więcej prac.


Naszyjnik natomiast kojarzy mi się z gotykiem, może to tylko moje wyobrażenie, ale dawno nie brałam udziału w Kufrowych wyzwaniach i już mnie korciło. Zasadnicza część naszyjnika powstała jakiś czas temu i przewracała się w pudełku z przydasiami, aż w końcu dodałam frywolitkę i postanowiłam, że będzie naszyjnik na długi łańcuszku. Nie widać, ale środkowy element fajnie się mieni (podobny do masy perłowej).



Ostatnia z wyzwaniowych prac to kolczyki. Bardzo mi się podoba ich kolor. Taka soczysta zieleń. Już dawno chciałam znów coś spróbować z suwakami (mam ich mnóstwo, pomysły też są, ale...) i w końcu się udało. Mistrzynią fantastycznych zamkowych biżutek jest Janola, gdzie często podziwiam wspaniałe rzeczy, zajrzyjcie koniecznie. Oprócz frywolitki i haftu koralikowego chciałam dodać na górze mały sutaszowy element, ale gdy spróbowałam, uznałam, że przedobrzę. I zostało tak:


Pracę zgłaszam na wyzwanie w KK: Kolczyki.

I to tyle o wyzwaniach blogowych. Powstało kilka zupełnie spontanicznych rzeczy.
Bransoletka z resztek sznurka (tak mi szkoda wyrzucać spory kawałek fajnego sznurka...), technika to chyba makrama szydełkowa. Bardzo wdzięcznie się prezentuje.

I jeszcze jedna, dla miłośniczki mocnego różu.
Ostatnia, dla odmiany. bardzo spokojna i delikatna.

Matrioszki kupiłam bardzo dawno, ale na kolczyki jak dla mnie za duże, więc jedną użyłam do zrobienia naszyjnika na długaśnym warkoczu.


A co Wam się najbardziej podoba?:)

Wyzwaniem dla mnie było zrobienie przebrania Bani - żony Słonia Trąbalskiego. Nie mam niestety fotki całego przebrania, jest za to najbardziej kłopotliwa część - głowa. Gazety, klajster z mąki i wody, balon, bibuła, tektura i mnóstwo cierpliwości. Najgorsza była trąba. W końcu wypleciona została z wikliny papierowej ze wspomaganiem (druciki) i oklejona bibułą.

A już na sam koniec dzisiejszy przysmak dzieci, jeszcze ciepły  (a twardą ma skórę jak nie wiem co... więcej nie kupię tej mieszanki).

Zobaczcie, kim opiekuje się moja córka:

Ma takich małych 8 i 4 (chyba) duże:) Chodzi po łąkach i zrywa dla nich mlecz. 

Dziękuję Wam za cierpliwość, każde zostawione słówko i przepraszam, że nie u każdej z Was komentuję, ale naprawdę szczerze podziwiam i zaglądam. Mimo, że coraz wcześniej wstaję, doba nijak nie jest dłuższa.
Miłego tygodnia (dla niektórych już długiego weekendu)!