Byliście tu:)

piątek, 23 września 2016

I znowu jesień

A ja jeszcze żyję latem. Chciałabym aby to słońce wróciło. Myśl o chłodach zawsze jest dla mnie przygnębiająca. Dni są takie już krótkie...
I choć wieczory dłuższe, to wcale nie służą robótkom. Troszkę ich oczywiście przybyło, ale nie wszystkie dziś zaprezentuję, ponieważ udało mi się wygrać w Szufladzie możliwość przetestowania pięknych koralików. Efekty współpracy pojawią się niebawem na Szufladowym blogu. Tymczasem to, co powstało wcześniej.
Pasek do zegarka wypleciony na prośbę znajomej. Dla niej była też bransoletka, którą wykonała moja córka na krośnie.







Kolejny komplet Angel's Wings, do którego jeszcze będzie zawieszka. Bardzo lubię ten kolor i te kryształki :)


I jeszcze maleństwa frywolitkowe




oraz makramowe:



Efektem współpracy z Izą są bransoletki kumihimo, tak nam się jakoś przypomniało o tej technice.


Dzisiaj pochwalę się jeszcze paczuszką i pięknym zestawem od Pasartu :)
Cieszę się, że było mi dane spróbować czegoś innego, to daje dużo motywacji do działania.
A paczuszkę zapakowano z taką super dedykacją:





Na koniec jeszcze letnio, pazie królowej są niesamowicie wdzięcznym obiektem do fotografowania. Z aparatem polowała Iza.



Nie mogę też oprzeć się pokusie pokazania słodziaka podczas snu:



Dziękuję serdcznie tym, którzy jeszcze znajdują chwilę, żeby tu zajrzeć, choć blogi chyba stają się coraz mniej popularną formą wirtualnych odwiedzin.

środa, 31 sierpnia 2016

Pourlopowy post tasiemiec

Przez miesiąc nic nie wrzuciłam, bo ani nie było czym, ani kiedy się chwalić. Ten post pisałam długo i opublikował się z automatu.
Urlop minął strasznie szybko. Zajęliśmy się przygotowywaniem lokum dla tych naszych już nastolatków. Trudne to trochę przy ograniczonych środkach i możliwościach, ale idziemy do przodu.
Mąż zajmuje się cięższymi pracami, ja wiadomo - malowanie różnych starych gratów, których nowe wcielenie wszystkim się podoba :) Dlatego też biżutki poszły w odstawkę, ale coś tam jednak "się zrobiło".
Jeszcze przed urlopem zrobiłam sobie zawieszkę z metalizowanych nici i guzika. Chciałam koniecznie wypróbować te nici.



Ze srebrnych nici i koralików, które dostałąm od mamy, zrobiłam sobie kolczyki. Bardzo lubię granatowy kolor :)



Z nowości bransoletki makramowe. Na warsztacie kolejny zegarek, który niebawem pokażę.





Jak już kiedyś dobrniemy do końca tych domowych rewolucji, to się pochwalę dokonaniami, ale do tego jeszcze długa droga.
Tymczasem kilka migawek.

Skrzynki po jabłkach na prośbę Izy zostały zaopatrzone w kółeczka, pomalowane  i zawoskowane. Jedna tylko czeka na położenie wosku i przykręcenie kółeczek.
Nie bawiliśmy się w dokładne wyszlifowanie skrzynek - wystarczyło, aby zadry nie wbijały się w palce. Planuję jeszcze do co najmniej dwóch skrzynek zrobić coś w rodzaju pokrywy, aby w razie potrzeby zamienły się w wygodne pufy :)





Wersja "przed" mocno nieostra z pośpiechu. Chciałam pokazać, że skrzynki były mocno zniszczone.

Skrzynia wojskowa - znalezisko ze strychu. Przeznaczona dla Adasia. Środek nie będzie woskowany, bo nie ma takiej potrzeby.




W trakcie malowania przypomniało mi się o zrobieniu fotki :)


Drewniana, ciężka i porządna ława. Ta wymagała więcej pracy, bo była pokryta czymś dziwnym - podobno pokostem, który utrudniał malowanie. Starałam się to trochę zetrzeć i zmyć, ale trudno było.









Zdjęcie "przed" kiepskie, bo jedyne dobre usunęłam. Na ławie leży lustro od toaletki, która też uległą przemianie, ale zasługuje na przyzwoite obfotografowanie.

Wszystkie meble maluję w podobnym stylu, żeby do siebie pasowały. Może ktoś z Was pamięta, jak 2 lata temu po raz pierwszy bawiłąm się farbami Annie Sloan i woskami. Pokazywałam kilka pomalowanych mebelków. Teraz wymagają odświeżenia - ale tylko położenia wosku. Stół, który służy Izie za biurko, właściwie w ogóle się nie zniszczył. Jeszcze nogi tylko zwoskuję i będzie ok. Gorzej z krzesełkiem, bo wymagało pomalowania i w jednym miejscu zaszpachlowania. Znalazłam drugie takie  krzesło dla młodego i jak skończę, to pokażę.

Uprzedzając pytania o farby - tym razem nie jest to Annie Sloan, która niestety skończyła się...
Stojąc przed dylematem: poszukać tańszej alternatywy albo czekać aż nie wiadomo kiedy pojawi się możliwość zakupu Annie Sloan, tym razem postanowiłam zaryzykować. Poszperałam trochę w necie i pokazywane dzisiaj skrzynki, duża skrzynia i ława, pomalowane są domowej roboty farbą kredową.
Owszem, gdybym miała możliwości finansowe, kupiłabym bez wahania oryginalną farbę, bo znam ją i byłam z niej bardzo zadowolona. Ale cóż - jak się nie ma co się lubi...
I też jestem zadowolona :) Z pewnością trochę więcj pracy trzeba włożyć w tę zabawę, ale efekty są.
Powoli wszystko zczyna do siebie pasować. Przede mną jeszcze wyzwanie w postaci dużej starej komody, potem jeszcze dwa łóżka (jedno mąż musi przerobić, drugie wykonać niemal od początku - na strychu znaleźliśmy zagłówki od starych łóżek). Ciocia przekazała nam komodę na własność, więc w końcu można działać. Powoli damy radę. Na razie z chaosu wyłaniają się kolejne rzeczy.

Szkoda, że piękne lato powoli dobiega końca...



Bardzo dziękuję za poświęconą uwagę i wszelkie komentarze :)

wtorek, 30 sierpnia 2016

Babie lato

Przygotowując dłuższy post zdecydowałam, że jednak zrobię mały przerywnik, bo nie mogłam przejść obojętnie obok wyzwania w Szufladzie pt. Babie lato.
Początkowo zamierzałam zrobić kolczyki wyłącznie ze srebrnej niteczki i wykończyć je łezką, żeby wyglądała jak kropelka rosy na pajęczynie, ale doczytałam, że należy użyć przynajmniej dwóch kolorów z podanej palety. Mam kordonek, który doskonale wpisuje się w tę paletę i znakomicie pasuje do wyzwania. 
Nie przewidziałam jednego: kolczykom nie służy letnie jeszcze słoneczko i na pajęczynie w ogródku nie chciały się ładnie sfotografować. Cóż, wyszło jak wyszło :) Chyba nie umiem wybrać najlepszych zdjęć.






Oczywiście banerek wyzwaniowy, ale nie mówię "koniec", ponieważ można zgłosić więcej prac, a ten kordonek mnie woła :) Zobaczymy.



I jeszcze letni akcent :) 


Dziękuję za odwiedziny. Dłuższy post jest w trakcie przygotowania, jak zawsze będzie hurtem, nie tylko biżutki :)

czwartek, 21 lipca 2016

Kolorowo i wymiankowo

Zgodnie z obietnicą chwalę się wymianką. Wymiana spontaniczna, bo zachciało mi się jakiejś fajnej torebki. Kasia, która doskonale mnie już (szkoda że tylko wirtualnie) zna, zakupiła świetny materiał. Wreszcie mam swoją wymarzoną, łowicką torebkę :) Jest przecudna i cieszę się z niej ogromnie.





Dostałam również zachwycające kaboszony i koraliki, które wykorzystałam do zrobienia sobie kolczyków. Dawno nie szyłam nic koralikowego i przypomniałam sobie jakie to przyjemne.







Ja wysłałam Kasi kilka par kolczyków. Obie zadowolone, więc wymiana jak najbardziej udana :)







A przy okazji kilka innych nowości. Miałam okazję wypleść paski do zegarków. Jeden cieniutki, drugi troszkę grubszy. Pierwszy zegarek jeszcze z zepsutym paseczkiem:





Odmiana chyba wyszła mu na dobre :) Drugi zegarek w ogóle nie miał paska.




Makramowe biżutki ostatnio coraz częściej się zdarzają. Miałam zamówienie na niebieską bransoletkę. Wykorzystałam już resztki wspaniałego sznureczka, który obecnie nie jest dostępny w Polsce. A szkoda...




Kolczyki w prezencie dla kogoś miłego:) Mniejsze powstały z odciętych końcówek sznurka, bo szkoda mi było go wyrzucać. Też już go nigdzie nie kupię.



I maleństwa na zamówienie. Wyszły troszkę większe niż te miętowe z poprzedniego posta.







Wpadły mi w ręce niedawno łezki z jakichś kolczyków, obszyłam je koralikami, bo chodziły za mną pastele. Kolczyki nie mają jeszcze właścicielki. Jestem z nich zadowolona, bo wyglądają jak cieniowane:)



Stęskniłam się za robieniem haftowanej biżuterii, dlatego na szybko powstała jedna zawieszka:




A przy okazji koniecznych zakupów w stacjonarnej pasmanterii (czarne nici, bo one jakoś strasznie szybko się kończą), kupiłam jedwabny sznureczek. Frywolitka z niego gruba, ale myślę, że do makramy będzie super. Gorzej z przypalaniem końcówek (jedwab nie da się stopić, będzie trzeba klejem zabezpieczać końcóweczki). Ma za to piękny połysk i w dotyku jest przyjemny.




I wreszcie ostatnie biżutki. Kolczyki, które wysłałam jako nagroda wraz z morskim naszyjnikiem Michalinie za wygrane wyzwanie w Szufladzie.




Na koniec trochę letnich pazurków. Cieniowania ciągle lubię, męczy tylko zmywanie zapaćkanych skórek wokół paznokci. Nadal też zachwycam się lakierem z efektem syrenki, który niestety nie chce się ładnie fotografować.



Tu syrenka, a na serdecznym holo :)









Czy wszyscy dotrwali do końca posta? Jak już się pojawiam, to od razu hurtem wrzucam. Kolejny post pewnie będzie mało biżuteryjny, bo czas muszę poświęcić na inne prace. Szykuje się malowanie i odmiana starych gratów. 

Poczęstujcie się pyszną jagodzianką. Chyba jeszcze nigdy nie robiłam takich ilości jagodzianek jak w tym roku. Te akurat były zamówione. Maślana kruszonka pachciała obłędnie.


 Dziękuję wszystkim za odwiedziny!