ale tylko dla dzieci, niestety. Marzy mi się spokojne pomieszkanie w domu, pobyczenie się z rodzinką... Ano tak sobie marzę. W piątek dzieci pierwszokomunijne były w Licheniu. Udało mi się jechać i wziąć Adasia. Super relaks. Pięknie, koniecznie musimy się tam wybrać całą rodzinką. Drogę już znam, a dawno nigdzie nie byliśmy, choćby na jeden dzień. Do autokaru zabrałam oczywiście szydełko, dzięki czemu powstały kolejne kawałki poncho. Jeszcze tylko 9. Jak pokończę inne zobowiązania, to poncho jest pierwsze.


U Was na blogach fajne rzeczy się dzieją... Pełno nowych sutaszowych cudeniek (mam straszną ochotę na bransoletkę, muszę chyba się wziąć i zrobić, ale koralików brak), innych biżutek... wybieracie się na urlopy... Ja nie mam żadnych planów jeszcze. W pierwszej kolejności zobowiązania w pracy i małe naprawy w autku. Potem się zobaczy. Moich dziś męczyła paląca chęć zjedzenia czegoś słodkiego. Co prawda wczoraj zrobiliśmy z dzieciakami blok czekoladowy, ale pozostało po nim zaledwie wspomnienie. Z zapasów została nam kremówka, więc jak kurki dostarczyły świeżych jajek, powstał torcik cappuccino. Nawet nie starałam się, aby ładnie wyglądał (stanowczo nie do pokazania), ale jest pyyychota. Dzieciaki - buzie całe umorusane w śmietanie. Iza właśnie "wyjechała" na wakacje do babci, tzn. spała po drugiej stronie domu:) A cieszy się ze swojego szalonego pomysłu! Zamierza być "na wyjeździe" tydzień, bo potem kolej małego. A to znaczy, że mamy co najmniej tydzień spokoju - nie będą się rano biły te moje urwiski:)
Koniec przynudzania, w następnym poście będą nowe rzeczy, których jeszcze nie było. Witam serdecznie nową obserwatorkę i dziękuję za miłe komentarze. Dzięki wymiance różanej trochę wzrosła statystyka i padł dwusetny komentarz! Ktoś z Was otrzyma z tej okazji coś upolowanego przeze mnie i zrobi z tego dobry użytek:) I oczywiście Dziewczyny za złapanie czterech czwórek! Myślałam, co by tu Wam przygotować i mam nadzieję, że się spodoba.
Edit: A wrzucę jeszcze świeżutkie pazurki:) Jak się powiększy fotę, to widać wyraźniej.
Edit: A wrzucę jeszcze świeżutkie pazurki:) Jak się powiększy fotę, to widać wyraźniej.
Kwiatuszek i naszyjnik śliczne.Gratuluje Izie wspaniałego poczucia humoru.Jest w tym samym wieku co moja młodsza wnuczka.Ona tez mieszka w domu obok.Latem to trochę trudno zlokalizować jej stałe miejsce pobytu:)))))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie noi aby Cię tęsknota za swoją dziewczynką nie zjadła.
Piękny naszyjnik! Ja do sutaszu jak na razie tylko wzdycham, może kiedyś...
OdpowiedzUsuńKwiatuszek śliczny. Pozdrawiam.
No i jak nie, jak tak, że znowu będę się zachwycać kwiatuszkami :))))) a sutaszowy naszyjniczek cudny :)
OdpowiedzUsuń