Byliście tu:)

niedziela, 17 czerwca 2012

Kilka rzeczy przy niedzielnej kawce

    No i wyszło na to, że bawię się nadal tymi gazetami. Trochę z potrzeby, trochę  z chęci sprawdzenia się w czymś nowym... Z potrzeby dlatego, że moja córcia potrzebowała prezentu urodzinowego dla koleżanki, a budżet domowy cienki ostatnio. Ale od czego mamy głowy i ręce? Wyszły nam całkiem ciekawe rzeczy, z których koleżanka była zadowolona. Nawet bardzo:) Więc my też. Pokazywany poprzednio koszyczek został pomalowany farbą i lakierem w sprayu, będzie można w nim przechowywać np. długopisy. Do tego wstążka i już.

 
A teraz hit, czyli nasza wspólna praca. Moja część to rameczka (i znów dzięki tutkowi Ani, która wszystko łopatologicznie wyłożyła; jak patrzę, na te jej cuda, to oczy mi się świecą). Izy jest oczywiście rysunek. Julka - jej koleżanka - uwielbia konie, więc mała postanowiła narysować koniczki. Co najciekawsze, rysunek wyciągnęłam z kosza na śmieci, bo moje dziecko stwierdziło, że nie może być. Ale jak narysowała drugi, było już po północy (dobrze, że na drugi dzień nie było szkoły, dlatego jeszcze nie spała) i zmęczenie materiału wyszło w postaci koni pokolorowanych na odwal się. A te koniczki są super. Kolorowane cieniami do powiek, które ładnie błyszczą i dały świetny efekt. Zwłaszcza przy tej ramce. Słabo je widać, ale nie dało się lepiej.
Do tego była jeszcze zawieszka z konikiem (konik dyndał przy Izy pasku, ale mała go odczepiła, zamontowała karabińczyk i powstała zawieszka), ale fotki brak. Dokupiłyśmy książkę z pomysłami na zabawy dla dziewczyn i już. Prezent gotowy. Ach, zapomniałam, były jeszcze kwiaty z ogrodu cioci. Takie małe kobietki też lubią przecież kwiaty:)
A skoro już mowa o potrzebach, to już od dawna myślałam o jakimś ekspozytorku na moje biżutki, bo czasem zdarzają się imprezy, na których mogę je pokazać lub sprzedać, ale cóż to za oglądanie poprzez wyciąganie ze strunowych woreczków? 
Skończyło się na tym, że postanowiłam upleść stojak na kolczyki. Wyszedł jak wyszedł, ale ja jestem zadowolona. Miałam problem z tymi pałąkami, bo potrzebowałam drutu, a mąż w pracy... Pocięłam metalowy wieszak na ubrania. Drut nie chciał się zmieścić w gazetowe rurki, ale pokombinowałam. Pałąki są skrzyżowane, dlatego całość na fotkach sprawia wrażenie krzywej. No cudo to to nie jest, ale spełnia swoje zadanie znakomicie. Nie chciałam jednak znów malować tego szara farbą w sprayu (tylko taką mam na stanie), chciałam kupić lakierobejcę, ale pan w sklepie podał taką cenę, że wymiękłam. Pomarudziłam trochę i osiągnęłam swój cel tanim kosztem, bo kupiłam małe pudełko lakieru akrylowego, do tego bejcę w proszku i zmieszałam. Jest super!


 Coś jeszcze pewnie uplotę, ale denerwuje mnie kręcenie rurek. Za dużo ich potrzeba i nie potrafię robić tego równo.
Ale się rozgadałam! A to jeszcze nie wszystko...  
Zostałam zaproszona do zabawy w pytania przez Modrak. Chętnie odpowiem, jednak nie przesyłam dalej, bo jak widzę, to niemal do wszystkich zabawa już dotarła...
  1.  Kino czy teatr? I to i to, choć daaawno nie byłam:(
  2. Moda czy uroda? Hmm, może uroda, bo jak ktoś urodny, to i modny nie musi być:)
  3. Złoto czy srebro? Srebro zdecydowanie, złoto czasami
  4. Pastelowo czy kolorowo? Kolorowo! Pastelowo czasem
  5. Mini czy maxi?  Ostatnio mini:)
  6. Gorące czy zimne? Gorące
  7. Sen czy jawa? Jawa.
  8. Kawa czy herbata? Zdecydowanie jedno i drugie, zależy od pory dnia i ochoty.
  9. Porzeczki czy maliny? Bezwzględnie maliny.
  10. Razem czy osobno? Oczywiście razem!
  11. Stokrotki czy storczyki? Nie wybiorę, bo w ogóle lubię wszystko, co kwitnie:)

    Jeszcze mam do pokazania zawieszkę uszytą jakiś czas temu.
     
    I, tradycyjnie już, pazury.

    Zajrzyjcie potem do Izuśki, bo w końcu zamierzam napisać i u niej.
    Przymierzam się też do zrobienia zakładki z biżuterią szukającą właścicielek, bo trochę tego jest, a miałabym za co kupić nowe sznurki i koraliki, bo jakoś wyszły...
    Dzięki wielkie za komentarze pod wachlarzowym postem. Wachlarz od wczoraj wisi na bardzo starym lustrze i cieszy oczy:) Ale ciągle nie chce pozować.


    Dziękuję za wytrwałość. Miłego popołudnia!

czwartek, 14 czerwca 2012

Walki z papierem efekty

Czyli początek mojej przygody z wiklina papierową. Nie wiem jak długa to będzie przygoda, ale sie nieco pobawiłam.
Już od dawna podziwiam Dziewczyny, które wyplatają cudeńka. Mnie przeraża jednak wizja kupowania mnóstwa farb (a co za tym idzie wydawanie kasy...) i wielokrotne malowanie. Jednak postanowiłam przynajmniej spróbować. Trafiłam na bloga Ani, gdzie bardzo pięknie pokazano krok po kroku tworzenie wachlarza. Bardzo dziękuję nie tylko Ani, ale wszystkim tym, którzy dzielą się swoimi umiejętnościami.
Najpierw walczyłam z docinaniem tektury. Masakra. Nie wychodzi mi równo, męczyłam się bardzo. I tak zrobiłam mniejszy wachlarz niż w kursiku, bo nie chciało mi się szukać większych pudełek.
Jak już zmęczyłam tekturę, kolejne schody - skręcanie rurek z gazety. Oj, kombinowałam, żeby się nauczyć. I tak robię to po swojemu. Mojemu mężowi szło lepiej:) A wyplatanie z tych nieudolnych rurek to już był kompletny kosmos. W efekcie powstało coś, co za żadne skarby nie przypominało dzieła Ani. Mąż znalazł mi jakąś farbę podkładową (od samochodu, hi, hi:)) i spryskał, po czym stwierdził, ze widać wszelkie niedociągnięcia. No bo widać. Jeszcze potem go pryskałam farbą i lakierem. Zakryłam to wszystko dekoracjami i fragmentami papierowych serwetek z ażurkiem.
Po ozdobieniu mój wachlarz wygląda tak, że jestem nim zachwycona. W swej niedoskonałości jest dla mnie piękny i już. Wiem nawet, gdzie będzie wisiał. Jest baaardzo nierówny, splot fatalny, ale... Sama go zrobiłam! Nie wiem, czy kiedyś jeszcze się skuszę na coś podobnego. Może, jak zapomnę, ile to pracy mnie kosztowało... (szczególnie wycinanie tektury). Zdjęcia w większości wieczorne, dlatego brzydkie. Dzisiejsze wcale nie lepsze, bo jest bardzo pochmurno. Muszę koniecznie zrobić fotkę, jak go zawieszę.





A tu mojej zabawy ciąg dalszy, bo postanowiłam jeszcze zrobić koszyczek. Kręcenie rurek szło o niebo lepiej, wyplatanie fantastycznie i szybko, ale za to nie umiałam skończyć:)) Dlatego ma takie dziwne uszy. Jak pomaluję, pokażę. Nie odważyłam się wypleść dna, dlatego jest z grubej tektury. 

Dzięki Wam za odwiedziny i komentarze pod pączkiem.
A na koniec, coby tradycji stało się zadość, moje pazurki:) Następnym razem będzie ciut o zabawach blogowych.

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Mniam!

Tak, dziś będzie pysznie. Z kilku powodów. Po pierwsze miałam ogromną ochotę na pączki. Za sprawą Modrak oczywiście i Jej wspaniałego smakowitego Wyzwania Cyklicznego. Coraz bardziej nietypowe i ciekawe tematy Magda zadaje. Ale to dobrze, bo ja uwielbiam się bawić w ten sposób i dzięki temu mogę podziwiać  prace blogowych koleżanek, które mają niesamowite pomysły i tematy interpretują wspaniale.
Tak więc oto na początek pączek z dżemem żebyście nie zgłodniały czytając długiego posta:) Mój pączek miał być pierścionkiem, ale to byłby za mały pączuszek. Miał być naszyjnikiem, ale już tyle było naszyjników... Bransoletka to jest to! Pączek przypomina mi pączki mojej babci. Żółciutkie w środku, bo jajka od wiejskich kurek, w środku najczęściej były wiśnie z dżemu, skórka ciemna, chrupiąca, ale nie spalona, na wierzchu pełno śniegu z cukru pudru...




Nie macie pojęcia, jak chętnie zjadłabym takiego pączusia! Marzenie... Jedyną rzeczą w kuchni, za którą nie mam ochoty się zabrać i która po pierwszej próbie doprowadziła mnie do szału, były właśnie pączki. Dlatego ich nie robię. Może kiedyś spróbuję. W każdym razie sutaszowy pączuszek wyszedł mi smakowicie. Warstwa "ciasta" uszyta jest z warkocza, żeby pokazać strukturę:) I wszystkie elementy dobrego, babcinego pączka. Pozostała część bransoletki miała być inna, ale przypomniałam sobie o przesłanej przez Jutę bransoletce w ramach przydasi do wykorzystania. Żal mi było niszczyć fajną rzecz dla pozyskania koralików, dlatego zostawiłam w całości. Poza tym ma regulowaną długość. Chętnym na pączki mogę powiedzieć, że bransoletka szuka smakosza za niewielki grosik, zainteresowanych proszę o maila:)

Kolejna słodkość już prawdziwa. Z okazji rocznicy pierwszej komunii moje dziecko miało tort, a już tradycją jest, że torty mają swoje miejsce na blogu. Krem tym razem zrobiłam z mleka w proszku, ale dodałam do niego wafelki typu prince-polo. Pycha! Poziomki małe, bo takie leśne (fajnie mieć niedaleko takie skarby, które w sobotę z Izką zbierałyśmy na polanie). Było jeszcze trochę innych smakołyków, ale o nich już była mowa kiedyś (tiramisu i sernik karmelowy).


No i fryzurka smakowita:) Dziecko przeszczęśliwe, bo uwielbia mieć pofalowane włosy. Zrobiłam jej trochę przyjemności.

Na koniec słodkie pazurki koleżanek. Zdjęcia pospieszne, więc nie widać wyraźnie, ale co tam:)


Dobra, na dziś to już, bo i tak jest długo. Coś tam kiedyś jeszcze dłubnęłam, to pokażę innym razem.
Ale pogoda nie zachęca do niczego. Do spania tylko, dlatego dziś po pracy byłam w stanie tylko drzemkę zaliczyć. Zresztą, po ostatnim tygodniu jestem taka do kitu.

Witam serdecznie nowe Obserwatorki i baaardzo dziękuję za tyle słów pod postem z kamizelką. Tyle miodu na moje serce! 
No i słodko było:) Dobranoc.

sobota, 9 czerwca 2012

Dokończyłam:)

Pamiętacie zajawkę czegoś, na czym położyłam kwiatuszki od Uli? Tak, to było już z miesiąc temu. Kilka dni (dni to znaczy wieczorów oczywiście) pracowicie dłubałam, ale jak tylko rzędy stały się bardziej czasochłonne, nie wracałam tak chętnie do swojej robótki. Właściwie to kilka tygodni leżała nie tknięta. Aż przedwczoraj wzięłam ja do ręki, zrobiłam może rząd czy dwa i przymierzyłam. Okazało się, że właściwie mogę już kończyć. I skończyłam. Od co najmniej roku marzyłam o kamizelce z koła. Szukałam inspiracji, zastanawiałam się, jaki wzór wybrać, ale leniuszek podpowiedział najprostszy jaki się dało. Nie jest to typowe koło, bo przypomina dziewięcioramienną gwiazdę. Tak sobie dziergałam bez żadnych schematów. Jak słupków było za dużo, to robiłam co drugi, bo inaczej mogłabym robić jeszcze z rok:) Wiecie, że ja lubię wszystko już, niedługo, natychmiast.
Te kwiatki od Uli pasują mi barrrdzo. Doczekały się. Możliwości noszenia jest co najmniej kilka, co mnie cieszy. Wczoraj wieczorem uprałam, zblokowałam i jest. Głupio się czuję w roli modelki, ale chciałam pokazać na ludziu.Widać jeszcze nie obcięte nitki, ale już mi się spieszyło, schowam je przy okazji. Włóczka to chyba cieniutka wełenka, z zapasów przekazanych mi przez ciocię męża.



Fotki pomagała mi robić Iza, więc niektóre nieostre.
Jestem usatysfakcjonowana. Ruszam dalej, tym razem do kuchennego królestwa, skąd wydobywać się będą smakowite zapachy. Poszaleję ciut i będą słodkości:)

Oj, nie mogę się doczekać Waszych komentarzy:))) Jak ja Was lubię!

czwartek, 7 czerwca 2012

Twardy orzech do zgryzienia: jabłka z cynamonem

Po pierwsze nie wiedziałam co wymyślić, po drugie nie miałam kiedy, a po trzecie nie miałam siły i głowy do tworzenia. I po tym optymistycznym akcencie przedstawiam drugie życie pudełka po serku mascarpone i pociętego dołu od jakiejś bawełnianej sukienki. 





 A było tak: 
Tak jakoś wyszło, że pasuje mi to na wyzwanie w Szufladzie - Podaruj im drugie życie.

Jednocześnie, o ile Matka Zastępcza, a jednocześnie pomysłodawczyni Cyklicznego Wyzwania - Smakowite Kolory - Kolorowe Smaki,  wyraża zgodę na taki podwójny udział, niech będzie to pudełeczko pod hasełkiem "Jabłka z cynamonem".

U mnie jakoś bardziej przypomina szarlotkę z duużą ilością cynamonu i kawałkami jabłka ze skórką:) ozdobioną cukrowym jabłuszkiem. Może być? 

Dziękuję, że zaglądacie i serdecznie witam nową obserwatorkę. Niestety, mam zaległości w komentowaniu Waszych postów (ale wszystkie przeczytałam!), wybaczcie, to z przyczyn nie ode mnie zależnych.
Miłego weekendu!

piątek, 1 czerwca 2012

Wymianki

Dziś finał dwóch wymianek. Może zacznę od większej - Wymianki Słonecznikowej u Moteczka. Mój prezent przyfrunął od Pogodnejrudbekii. Tak wygląda w całości:

A dostałam same świetne rzeczy:
Serweteczka  jest prześliczna i misternie wykonana .
Mam niesamowitą słabość do dekupażowych cudeniek i dostałam właśnie takie fajne rzeczy:) Zawsze w domu szukałam karteczki do zanotowania ważnych i ważniejszych rzeczy, teraz już mam wszystko w widocznym miejscu z pięknymi słonecznikami. Zakładka przyda się, bo ostatnio nawet udaje mi się coś czytać. Mydełka aż szkoda użyć, tak pięknie wygląda.
 Do słodkości mam wspólników, ale chętnie się podzielę. Przydasi nie oddam (no chyba, że jedna mała blondynka spojrzy tymi swoimi niebieskimi...).
Magda, dzięki wielkie za wspaniałe prezenty!

A ja przygotowałam prezent dla Janielki. Tak wygląda całość z karteczką i przydasiami:
A tu główne, czyli słonecznikowe prezenty:
kolczyki sutaszowe i broszka sutaszowo-szydełkowo-frywolitkowa



oraz pudełeczko recyklingowe na różne skarby
Cieszę się z tej wymianki bardzo. Tyle słoneczka, że może rozwieje chmury, nie tylko te na niebie, ale i te w mojej głowie.
Moteczku, dziękuję Ci za perfekcyjnie zorganizowaną wymiankę! Już nie mogę doczekać się kolejnej.

Brałam udział również w Mini-wymiance kolczykowej  u Ani. W paczce miały znaleźć się wyłączne 2 pary kolczyków.
Moją parą była Gosia. Dostałam dwie pary pięknych kolczyków. Szydełkowe w niesamowitym odcieniu turkusu i filcowe w zieleni. Bardzo dziękuję zarówno mojej wymiankowej parze, jak i Organizatorce!

Ja natomiast wysłałam kolczyki frywolitkowe i sutaszowe:
Fajne te wymianki!