W słoiczku mimo wszystko troszkę przybywa.
Pogoda sprawiła, że musiałam znaleźć małą chwilkę na rowerek w miłym towarzystwie synusia. Świat tak cudownie pachnie akacjami, czarnym bzem, skoszoną trawą... Dobrze, że nie mieszkam w mieście!
Nie mogłam się oprzeć, kupiłam sobie fuksję.
A w domu córcia postawiła polne kwiaty w towarzystwie irysa.
Za chwilkę, no może dłuższą chwilę, będzie i nieco twórczo.
sobota, 8 czerwca 2013
sobota, 1 czerwca 2013
Cóż...
Wiem, że długo mnie nie było, ale uprzedzałam, że niestety tak na razie będzie. Bardzo niewiele nowości, bo ten czas pędzi jak szalony, a pracy tylko przybywa. Za nami komunia Adasia, wszystko ok. Jeszcze z porządkami nie do końca się uporałam, nic mi się nie chce. Jak wracam z pracy to padam. Zaczął się czerwiec, dla mnie to chyba będzie najgorszy miesiąc tego roku... Ale nic to, nie będę narzekać, jakoś to będzie, byle przetrwać i nie zawalić ważnych spraw.
Najpierw moje biżutki komunijne. Tym razem miałam różową sukienkę i chciałam do niej coś, co będzie radośnie wyglądało. Beż, pomarańcz, czerwień - taka mieszanka kolorów.
A tu po kolei, po prawej i lewej stronie. Te małe koraliczki to Toho 15, strasznie drobne jak dla mnie. Ale efekt fajny.

Zrobiłam też taki skromny komplecik w prezencie dla kogoś miłego. Muszę tylko wysłać. Do tego małe pudełeczko. Mam nadzieję, że się spodoba.
Mój żyrandol zamontowany w łazience, ale pokazać go to nie taka prosta sprawa. Generalnie pomieszczenie nie jest zbyt reprezentacyjne, bo pod sufitem wisi bojler, którego nie możemy pomalować, a który wygląda jak wygląda. Właściwie za ten żyrandol powinnam podziękować Ystin, bo to na jej blogu wypatrzyłam szydełkowe abażury i dzięki temu mam swój własny:) Dziękuję!
Te "bazgrołki" na ścianach to wzorek malowany przez Izę:) I moje lusterko się na fotkę załapało.
A na deser tort komunijny. Tym razem sama robiłam, mamusia gotowała inne pyszności:) Tort ma swoją historię, bo krem sprawił, że spaliłam nowy, dobrej firmy mikser teściowej:( Eksplodował i wszystkie "bebechy" wyszły mu na wierzch... Dobrze, że akurat nie stałam w pobliżu.
Tort był ogromny i smakowity, kwiatki kupiłam gotowe.
W zeszły piątek dostałam też przemiłą przesyłkę. Nadawczynią jest anza, której jeszcze nie podziękowałam za super prezenty. Naprawdę nieraz nie mam kiedy napisać maila, za co przepraszam. Jestem bardzo zadowolona - fioletowych kolczyków jeszcze nie miałam, te są śliczne! I oryginalna zawieszka, do tego całe mnóstwo przydasi. Aniu, całuski dla Ciebie za wszystko!
To tyle na dziś, mam tyle roboty, że myśleć mi się nie chce. Dziękuję Wam za każde słowo! Może uda mi się coś stworzyć, bo mam zamówienia do zrealizowania.
Pozdrawiam!
niedziela, 19 maja 2013
Bo w końcu o mnie zapomnicie...
Pod wpływem generalnych porządków i malowania w domu powstało kilka rzeczy:
I z drugiej strony:
recyklingowy żyrandol - na razie nie mogę pozwolić sobie na zakup żyrandola do łazienki, ale od czego się ma głowę i ręce? Kiedyś już pokazywałam serwetkę kupioną w sh, teraz usztywniłam ją w lukrze, potem suszyłam na miskach i w końcu polakierowałam. Mąż znalazł w szopie jakąś starą obsadkę i jest:) Już nie mogę się doczekać, aż go zawiesi.
Żyrandol zgłaszam na wyzwanie w Klubie Twórczych Mam - Recyklingowo.
Kolejna recyklingowa praca to broszka z suwaka. Powstała już dawno, gdzieś w okolicach majowego weekendu, zawieszki też. W końcu doczekały się fotek.
I z drugiej strony:
W międzyczasie nafilcowałam koleżance kwiaty na swetrze. Leżał i przekładałam go z kąta w kąt, więc musiałam się go pozbyć i po odmianie wygląda fajnie:)
Odmieniłam też małą półeczkę, służącą głównie jako wieszak na czerwone serduszka, które teraz pasują mi do kuchni:) Półeczka "na ludowo". Jasna (kolor to jakaś tam magnolia) z czerwonymi przecierkami.
Miałam skądś lusterko, dorobiłam mu więc ramkę z papierowych rurek, bo potrzebne mi lusterko w łazience.
Ach, jeszcze przeglądając zdjęcia trafiłam na mój pierwszy tort z ręczników. Niedawno był ślub koleżanki, zamiast więc kupować "gotowca", postanowiłam sama spróbować coś zmontować. Dwa duże ręczniki i kieliszki. Udało się, efekt był fajny, ale na zdjęciach nie udało się uchwycić.
Łaaał, nawet sporo tego wyszło, choć przecież na pol robótkowym nic się nie dzieje. A zamówienia czekają...
Tęsknię za koraliczkami i sznureczkami...
To tyle, padam na pysk. Za tydzień komunia, ale w domu widzę małe postępy, tak świątecznie się robi:)
Dziękuję Wam za serdeczne słowa i odwiedziny. Pozdrawiam!
Etykiety:
biżuteria z suwaków,
broszki,
decoupage,
filcowanie na sucho,
klosz,
naszyjniki,
recykling,
torty z ręczników,
wiklina papierowa,
wyzwania,
żyrandol
piątek, 10 maja 2013
TUSAL 2013 #5
Pewnie gdyby nie fakt, że dziś czas na TUSALowy post, nie pisałabym.
Pokazać w sumie coś bym miała, bo przed majowym weekendem powstało kilka drobiazgów, ale nie sfotografowane leżą.
Padam na pysk dosłownie. W pracy gonitwa, a w domu jeszcze gorzej... Zachciało nam się malować. I codziennie po pracy z mozołem coś się robi, ale... Kiedy to się skończy? Zbliża się Pierwsza Komunia mojego Adasia, więc same rozumiecie, dlaczego moje blogowe życie zanikło zupełnie... I niestety nie zapowiadam rychłego powrotu. Najbardziej mi przykro, że nie zostawiam u Was komentarzy. Zaglądam w biegu, ale zaglądam, jedyna chwilowa rozrywka, na jaką mogę sobie pozwolić bardzo późnym wieczorem.
Pokazuję słoiczek i znikam. Udało mi się zrobić kolejny kwiatuszek do niego jako znak następnej odsłony.
Nogi mi chyba odpadną. A najgorsze, że weekend, okno bym umyła, a pogoda się psuje i zimno będzie. Złośliwość losu? I tak umyję, a co! Pozdrawiam wszystkich zaglądających!
niedziela, 28 kwietnia 2013
Megadługi niedzielny post
Jakoś tak się już utarło, że wrzucam posty w niedzielne wieczory. I, choć pewnie patrząc na te wszystkie drobiazgi, powiedzie inaczej, naprawdę niewiele działam na polu robótkowym. Nie jestem z tego zadowolona, ale cóż, dobrze, że i trochę się udało.
I na ogół będą to prace wyzwaniowe.
Zaczynamy.
Ostatnia bajka, czyli "Dziadek do orzechów" z cyklu "Bajkowe Wyzwanie" u Wioli. To był twardy orzech do zgryzienia. Pomysły były, tylko brak czasu i możliwości.
W końcu Dziadek został potraktowany bardzo dosłownie. Odmieniłam jego wygląd, dając "do kompletu pudełeczko, np. do przechowywania wyłuskanych orzechów. Pudełeczko bardziej mi się podoba niż dziadek, ale cóż. Zgłaszam ten komplet zarówno do Wioli, jak i do Szuflady, ponieważ obie rzeczy są z drewna:)
Dziękuję też Wioli za kolejne wyróżnienie w Bajkowym Wyzwaniu za Małą Syrenkę. Tak się cieszę!
Dalej nowość, czyli wsuwki do włosów. Zostają u mnie, bo lubię kwiatki. Pasują do wyzwania "Łąka pełna kwiatów" w Klubie Twórczych Mam. W sumie to do wyzwania pasuje też makowy komplet z początku posta, ale nie wiem, czy można zgłosić więcej prac.
Naszyjnik natomiast kojarzy mi się z gotykiem, może to tylko moje wyobrażenie, ale dawno nie brałam udziału w Kufrowych wyzwaniach i już mnie korciło. Zasadnicza część naszyjnika powstała jakiś czas temu i przewracała się w pudełku z przydasiami, aż w końcu dodałam frywolitkę i postanowiłam, że będzie naszyjnik na długi łańcuszku. Nie widać, ale środkowy element fajnie się mieni (podobny do masy perłowej).
Ostatnia z wyzwaniowych prac to kolczyki. Bardzo mi się podoba ich kolor. Taka soczysta zieleń. Już dawno chciałam znów coś spróbować z suwakami (mam ich mnóstwo, pomysły też są, ale...) i w końcu się udało. Mistrzynią fantastycznych zamkowych biżutek jest Janola, gdzie często podziwiam wspaniałe rzeczy, zajrzyjcie koniecznie. Oprócz frywolitki i haftu koralikowego chciałam dodać na górze mały sutaszowy element, ale gdy spróbowałam, uznałam, że przedobrzę. I zostało tak:
Pracę zgłaszam na wyzwanie w KK: Kolczyki.
I to tyle o wyzwaniach blogowych. Powstało kilka zupełnie spontanicznych rzeczy.
Bransoletka z resztek sznurka (tak mi szkoda wyrzucać spory kawałek fajnego sznurka...), technika to chyba makrama szydełkowa. Bardzo wdzięcznie się prezentuje.
I jeszcze jedna, dla miłośniczki mocnego różu.
Ostatnia, dla odmiany. bardzo spokojna i delikatna.
Matrioszki kupiłam bardzo dawno, ale na kolczyki jak dla mnie za duże, więc jedną użyłam do zrobienia naszyjnika na długaśnym warkoczu.
A co Wam się najbardziej podoba?:)
Wyzwaniem dla mnie było zrobienie przebrania Bani - żony Słonia Trąbalskiego. Nie mam niestety fotki całego przebrania, jest za to najbardziej kłopotliwa część - głowa. Gazety, klajster z mąki i wody, balon, bibuła, tektura i mnóstwo cierpliwości. Najgorsza była trąba. W końcu wypleciona została z wikliny papierowej ze wspomaganiem (druciki) i oklejona bibułą.
A już na sam koniec dzisiejszy przysmak dzieci, jeszcze ciepły (a twardą ma skórę jak nie wiem co... więcej nie kupię tej mieszanki).
Zobaczcie, kim opiekuje się moja córka:
Ma takich małych 8 i 4 (chyba) duże:) Chodzi po łąkach i zrywa dla nich mlecz.
Dziękuję Wam za cierpliwość, każde zostawione słówko i przepraszam, że nie u każdej z Was komentuję, ale naprawdę szczerze podziwiam i zaglądam. Mimo, że coraz wcześniej wstaję, doba nijak nie jest dłuższa.
Miłego tygodnia (dla niektórych już długiego weekendu)!
Etykiety:
beading,
bransoletki,
decoupage,
frywolitka,
haft koralikowy,
kolczyki,
kulinarnie,
makrama szydełkowa,
moje zwierzaki,
naszyjniki,
przebrania,
pudełka,
spinki,
wyróżnienia,
wyzwania,
z papieru
Subskrybuj:
Posty (Atom)






























































