Byliście tu:)

sobota, 17 listopada 2012

Pod wiatr, pod górkę...

Może w końcu wejdę na tę górkę i nawet wiatr nie będzie straszny, bo już będzie z górki... Nie lubię wiatru jesiennego, za to uwielbiam wyzwania u Modrak. Wiatr od razu skojarzył mi się z czymś ciepłym, co ochroni nas przed przenikającym zimnem, zrobiłam zatem komin. Taki cieplutki, gruby, z przemiłej włóczki (zdobycz z sh oczywiście), blisko szyi, żeby wiatru nie przepuścił. W kolorach takich, co to się kojarzą z wietrzną jesienią. Ale... potem pomyślałam, że chciałabym ten wiatr jakoś pokazać. Ale jak tu wiatr pokazać, skoro go nie widać? Zabrakło weny. Kilka dni minęło, potem skojarzył mi się jesienny wiatr z postrzępionymi zółtymi kwiatami, które rosną u mnie przed domem (nie mam pojęcia jak się nazywają), a które właśnie przez wiatr są połamane, mają rozwiane płatki...
No i tak ten mój wiatr się prezentuje:

Miały być duże guziki, ale nie mam takich guzików. Komin można zawiązać w różnych kombinacjach, bo sznureczki łatwo się wyjmuje. Kwiat też można zawiązać w innym miejscu - jak kto lubi. 
Idę stąd, żeby nie smęcić. Może cynamonki upiec... A może zrobić je z białym serem...
Dziękuję, że jesteście, że tyle dobrych, wpierających słów zostawiacie. Dla mnie są bezcenne.

piątek, 16 listopada 2012

Czas...

Szybko upływa, powoli kończy się ten dziwny, nieprzyjemny tydzień. Nie mam w sobie zbyt wiele zapału do czegokolwiek, jak rodzą się jakieś lepsze myśli z nowymi pomysłami, to szybko ulatują, pozostawiając po sobie jedynie żal, że nie zostaną zrealizowane lub są przesuwane w czasie na jakieś nieokreślone "kiedyś"...
Nie no, coś tam robię, głównie są to zobowiązania, coś obiecanego, ale chyba za dużo tego naraz... Ale ja już taka durna jestem, żeby za dużo na siebie brać, a potem nie wiedzieć, co najpierw. Powoli się uda, to wiem, bo staram się jak mogę dotrzymywać słowa. A poza tym to jednak sprawia radość, że komuś coś się podoba, ktoś na to czeka... A że długo, to już mniej przyjemne...
Dzisiejszy post jest wynikiem potrzeby powiedzenia czegoś, czegokolwiek, poskarżenia się nie wiadomo na co i na kogo, ponarzekania dla samego ponarzekania. A poza tym jest też dziełem przypadku (bo nie miałam dziś nic pisać), podobnie jak ta bardzo skromna bransoletka (bo akurat przyszła dostawa półfabrykatów i koleżanka zobaczyła). Rzadko takie rzeczy robię, bo jednak lubię sobie popracować, ale skoro koleżanka chciała, to proszę bardzo. Ona jest bardzo zadowolona. 
A skoro w użycie poszedł zegar, to postanowiłam zgłosić bransoletkę do wyzwania w Szufladzie. Wiem, że w porównaniu z innymi wspaniałymi pracami blogowych koleżanek to błahostka, ale zawsze traktuję wyzwania jako formę rozrywki, a nie rywalizacji.


Wiem, że powstaną inne zegarowe bransoletki, bo zawieszki są bardzo wdzięczne. 
Optymistycznym akcentem dla mnie jest fakt, że dostałam coś fajnego, czym jeszcze nie mogę się pochwalić oraz to, że moja broszka o ta właśnie jest w posiadaniu (znów dzieło przypadku!) kogoś znanego, ale nie wiem, czy wypada mówić kogo (bo to nie ja rozmawiałam z tą osobą i nie wiem, czy mogę).  Kogoś znanego z jednego z filmów mojego dzieciństwa (nakręconego na podstawie szkolnej lektury jednego z polskich noblistów). Jak kiedyś zobaczę tę osobę w sieci na zdjęciu z broszką, wtedy powiem kto to:) W każdym razie miło mi się zrobiło, że praca została doceniona. 
Do napisania jutro. Mam nadzieję, że coś mi się uda dziś. A jak nie dziś, to jutro, bo już mam dość.

poniedziałek, 12 listopada 2012

:(

Tak właśnie dziś wyglądam. Nawet pomysłu na tytuł nie mam. Wszystko do kitu. Tydzień zakończył się wstrętnie, kolejny zaczął się równie paskudnie. Jakoś nadziei na poprawę nie widać. Ale pisać o tym nie będę, bo w sumie problem dość błahy, choć dla mnie istotny... Pokażę co mam pokazać i tyle.

W związku z tym, że w piątek przyszła do mnie paczuszka ze skarbami od Modrak (część w ramach Przydasiowego Pudełeczka, część niespodzianki), musiałam od razu opanować swędzenie rąk. Otrzymane skarby pokażę, jak uda mi się je do końca sfotografować. W każdym razie świetne rzeczy. 
Na początek duże szklane kaboszony. Z jednego wyszedł całkiem słony naszyjnik, po raz pierwszy spróbowałam zrobić "bez tła". Całkiem sympatycznie się prezentuje. Ale ciężko szkiełku fotkę zrobić.



Kolejny to dzieło przypadku. Po prostu odcięłam od bluzki fajną metkę z pawiem. Paw poszedł pod szkiełko i już. Też nie bardzo chciał pozować.


Synuś mój rozpędził się z bransoletkami, bo ciągle nawleka te koraliki...
Nie wiem dla kogo, może koleżankom z klasy podaruje? 

Dziękuję za tyle pochwał pod adresem mgiełki! Muszę Wam powiedzieć, że kwiatki przypięłam do otulacza na chwilkę, do zdjęć, ale dorobię mu jakieś kolorowe, bo te są moje prywatne - podarunek od "bezblogowej" Uli, więc pochwały kwiatków należą się jej:) Pewnie przeczyta, mam nadzieję. Już kiedyś je pokazywałam razem z kamizelką z koła. Mgiełka została doceniona w wyzwaniu, podobnie jak deszczowa bransoletka. Dziękuję z całego serca! Takie wyróżnienia wyzwaniowe postanowiłam jakiś czas temu na stałe umieszczać w pasku na dole bloga, bo wiele dla mnie znaczą. 

Dostałam również wyróżnienie od Kallinki. Dziękuję bardzo! Odpowiem chętnie na pytania, jednak znów złamię zasady, bo wyróżniam wszystkie zaglądające do mnie osóbki, w szczególności te, które zostawiają komentarze:)
1. Kawa z fusami czy rozpuszczalna? Rozpuszczalna zawsze, fusiasta czasem tylko z mleczkiem.
2. Impreza w domu czy klubie? Do klubów nie chodzę, więc w domu.
3. Szpilki czy trampki? Szpilki, ja z tych niskopiennych:)
4. Samochód czy rower? Samochód, kiedy trzeba co dzień pędzić, rower dla przyjemności.
5. E-mail czy list? Listy kiedyś i to dłuugie, teraz mail.
6. Jakie jest Twoje ulubione danie? Nie mam.
7. Podróż marzeń? Z rodzinką na Sardynię.
8. Jaki jest Twój ulubiony serial? Oglądam kilka, ale nie każdy odcinek, nie mam ulubionego.
9. Jakiej muzyki słuchasz? Radio, radio, radio:)
10. Jakie zwierzątko domowe masz lub chciałabyś mieć? Mam koty.
11. Wymarzony prezent?  Nie wiem, może fotel na biegunach?
Zrobiłam coś tam jeszcze, trochę sama, trochę z Izą, ale przyjdzie na to czas. Jak dokończę to pokażę.
 

 Życzę Wam (i sobie) udanego tygodnia.

sobota, 10 listopada 2012

Mgliście:)

Chciałam tyle rzeczy pokazać, a nie pokażę. Jeszcze nie pokażę, bo nie dokończyłam. a jest dość sporo. Wpadam na chwilkę, żeby w końcu moją mgłę pokazać. Leży biedna i czeka, aż ją pokażę. Gdy zobaczyłam u Modrak (swoją drogą to niesamowita babka!)  nowy temat Cyklicznego wyzwania, od razu pomyślałam, że musi być coś lekkiego, jak mgiełka, coś niekoniecznie biżuteryjnego. Mam sporo włóczki z odzysku, więc w ruch poszły druty. Specjalnie robiłam tak luźno, żeby było jak najbardziej mgliście. Otulacz jest miluśki i jeszcze są mgliste plany odnośnie jego przeznaczenia:)






Spadam dalej, bo mam ogromne robótkowe plany,  udało mi się zakupić super łupy, a poza tym dostałam tyle różności, że nie wiem, w co ręce włożyć, ale to już w innym poście.


czwartek, 8 listopada 2012

Proszę się zapisać

A cóż to ma znaczyć tak mało chętnych na wspaniałą wymiankę? Majalena ogłosiła u siebie zabawę i zapisy jeszcze tylko przez dwa dni, więc kto może, niech się zapisze.
Ja już to zrobiłam:) w końcu do zimy trzeba się przygotować, prawda?


niedziela, 4 listopada 2012

Kolorowo, energetycznie, słono... i prośba

Dziś zamierzałam porazić Was kolorami, ale zrobiłam tak upartą broszkę, że nie chce pokazać swojego uroku. Leży od kilku dni i ciągle tak samo nie chce pozować. Co za fowistyczna maruda:) Jest duża, nieco recyklingowa (w roli bazy wystąpiła nakrętka od frugo), szydełkowo-quillingowa i bajecznie kolorowa. Na wyzwanie w KK. Myślę, że rozweseli niejeden jesienny czy zimowy strój.

Następne uparciuchy to już jakiś czas temu skończony komin i zarękawki. Kolor: dojrzała pomarańcza, taka naprawdę pomarańczowa. Super wyglądają do mojej krótkiej, czarnej kurteczki z rękawem 3/4 (niestety póki co to zdjęć na modelce nie ma, choć chciałabym pokazać, jak to razem fajnie wygląda:)) Oj, tak blado wyszły...


Na szczęście nie mam do czynienia z samymi marudami. Kolejna praca na wyzwanie w Kreatywnym Kufrze pozowała jak rasowy klejnot:)) Mam tyle fotek, że nie wiem, które wybrać:) 
Z czym wam się kojarzy słony (temat tego wyzwania)? Wiadomo - jak słony to sól, jak sól, to kopalnia, jak kopalnia, to legenda o pierścieniu świętej Kingi. Jak wyglądał? Pewnie skromna to kobieta była, więc może srebrny? Do tego "perełki" (synuś mi znalazł takie perłowe kosteczki, które mi się spodobały). Baza oczywiście od jakiegoś starego pierścionka. Słony "klejnot" pozował nie tylko samotnie, ale również w towarzystwie prawdziwej bryłki soli, którą Iza przywiozła z Bochni (do niej jest przyklejony "prawdziwy" pierścień św. Kingi:), czego na zdj. nie widać, bo tak chciałam).





Chwalić się będę:))) Adaś na przeprosiny zrobił dla mnie bransoletkę ze szklanych koralików. Zawiązałam tylko gumkę. Projekt własny synusia. Noszę oczywiście tę moją prywatną tęczę.

A jeśli chodzi o prośbę, to brałam udział w wyzwaniach, w których trzeba głosować. Jedno u Wioli - Jesieni czas, zgłosiłam do niego broszkę - kolorowy, jesienny kwiat.
U Joanki natomiast do wyzwania z liściem zgłosiłam bransoletkę. Jeśli podobają Wam się te prace, będę wdzięczna za oddanie głosów. Dziękuję za odwiedziny i Wasze słowa, pozostawione pod poprzednim postem. 
Częstujcie się cynamonkami, przepis podpatrzyłam u Wioli, choć nadzienie zrobiłam inne (do roztopionego masła wsypałam cukier, cynamon, trochę likieru amaretto i budyń taki "na szybko" o smaku czekoladowych trufli, potem to wszystko podgrzałam mocno, a jak zgęstniało, smarowałam ciasto i dopiero kroiłam). Normalnie niebo w gębie!

Zapraszam do Izy, bo też zamierzam napisać posta za chwilkę.
Dobrej nocki!

środa, 31 października 2012

Kontraścik na dobranoc

A tak mi coś po głowie chodziło...
A jak to ciężko sfotografować w sztucznym świetle...
A może zgłoszę się jeszcze na wyzwanie w KK...
Bo to całkiem niegłupio wygląda... takie pomieszanie z poplątaniem...
Dobrej nocki!