Byliście tu:)

czwartek, 13 czerwca 2013

Zaplątana...

W sznurkach i nie tylko. Im więcej stresu i trudnych zadań, tym więcej myślę, a im więcej myślę, tym bardziej potrzebuję zająć się czymś nie wymagającym myślenia. Makrama jest do tego  dobra. Nauczyłam się dzięki Tanzanii prawidłowego wiązania i sprawia mi to frajdę. 
Muszę przyznać, że zaskoczona jestem Waszą wspaniałą reakcję na bransoletkę z poprzedniego posta. Fakt, fajnie się prezentuje "na żywo", ale nie spodziewałam się tylu miłych komentarzy:)) Dziękuję. 
Ruda Wydro, niestety Tanzania znalazła od razu właścicielkę (a pasowałaby na Twoją łapkę), ale dla Ciebie zrobię podobną. Zielonego sznurka mam sporo, chyba, że chcesz inne kolory. Daj znać:)
Tymczasem z chińskiego sznurka powstała taka masywna bransoleta (też już ma właścicielkę) i na pewno - gdy kupię więcej sznurków powstanie takich więcej. A ileż się nakombinowałam, żeby końcówki ukryć! Nie miałam odpowiednich zakończeń. Nawet nie mam kiedy zamówić... 



I kolejna - taka bardziej w stylu etnicznym, z resztek sznurków. Tym razem uznałam, że "po lewej stronie" prezentuje się ciekawiej.


Jeszcze jedna wg tego samego wzoru, może być dwustronna.


Za długie sznurki do niej wzięłam, dlatego z tych obciętych powstała taka eksperymentalna:



Wklejenie szklanego "oczka" to pomysł Izy. Kto zgadnie, skąd wzięłam taki szklany "kaboszon", dostanie te bransoletkę. Na pewno nie z pasmanterii i nie dostałam. Jego zastosowanie nie jest biżuteryjne i był fragmentem czegoś... To tyle podpowiedzi. Może się ktoś zabawi... Jeśli nie, to w następnym poście podam odpowiedź.
A to mój pomocnik:

 A zbieraliście już grzyby w tym roku? Ja nie, bo nie miałam kiedy, ale za to dzieci z tatusiem owszem:)

Miłego dnia! Idę budzić maluchy.

wtorek, 11 czerwca 2013

Pod afrykańskim niebem

Im więcej pracy, tym większa potrzeba, żeby zrobić "coś". A jak się zobaczy coś ciekawego, innego, to koniecznie trzeba spróbować. Spróbowałam, "zakumałam" o co chodzi, choć przymierzałam się dwa razy. Kolory wyszły takie wyzwaniowe... Ale sprawdziłam, czy Tanzania to rzeczywiście takie piękne obrazki jak na banerku z balonem. I w sieci naprawdę jest mnóstwo takich cudnych widoczków, pełnych zieleni i niebieskości. Najpierw jednak pokażę, co stworzyłam, a potem obrazek, do którego bransoleta "pasuje" i to moim zdaniem doskonale. Nie tylko kolorystycznie, ponieważ te piękne wzgórza przeplatają się niczym "warkocz" w bransolecie. 



Obrazek pochodzi stąd: 

Bransoletka jest niezwykle lekka, choć szeroka. Trochę się napracowałam:) Cieszę się, że umiem już wiązać te supełki. Nigdy nie robiłam bransoletek z muliny, a przecież to ta sama technika. Dla mnie - odkrycie roku:) A uczyłam się stąd (dziękuję za zebranie w jednym miejscu tylu fajnych inspiracji!). 

Nie zabrakło małego słoneczka, bo bardzo mi go brakuje. Ciągle tylko deszcz i deszcz. Nie narzekam, bo u nas i tak nie zalało tak bardzo jak w innych miejscach.

Dziękuję Wam za odwiedziny i pozostawione słowa. Dzięki nim chce się chcieć.

sobota, 8 czerwca 2013

Biżutki i pyszności

Najpierw mocno niedoskonały naszyjnik i równie nierówne :)) kolczyki, dawno czekały na zrobienie.




Naszyjnik w zieleniach, który jest moim odzwierciedleniem wyzwania w KK "Tanzania", a konkretnie wyzwaniowego banerka, który bardzo mi się podoba.


Bransoletka techniką makramy szydełkowej, nie macie pojęcia, przez ile czasu ją robiłam. Zaczęłam kilka miesięcy temu...

A tu nowość, dzięki blogowi z inspiracjami i tutorialami, wzór wzięty stąd. Sznureczki fajne kupiłam w chińskim sklepie.
Na chudą łapkę, na moją pasuje.


Był jeszcze naprawdę ładny tort z ręczników i kieliszków (prezent ślubny dla koleżanki), ale ja sierotka sfotografowałam dopiero po zapakowaniu w celofan i kompletnie nic nie widać... No, może troszkę.

Pyszności dziś zrobiłam. Kolorowy makaron ze szpinakiem, suszonymi pomidorkami, pestkami słonecznika i czosnkiem. Dobry i na ciepło i na zimno. Co ja mówię, pyszny! W oryginale był zwykły makaron kokardki i pestki z dyni, ale tych ostatnich nie dostałam w sklepie.

A te artystyczne maziajki to murzynek o smaku pomarańczowym, przekładany (szybkim - z torebki) kremem i polany polewą czekoladową.

I tyle. Dziękuję Wam z całego serca za odwiedziny i komentarze. Niedługo będzie ich 3 000 i 50 000 odwiedzin! Muszę coś wymyślić...
Dobranoc!
EDIT:
Mam jeszcze maleńką prośbę. Może nie powinnam, ale... Ostatnio zgłosiłam misiaczka malowanego przez moją Izę do tego wyzwania. Misiaczek jest słodki i prosi o głosy, żeby Iza miała niespodziankę i motywację do tworzenia nowych rzeczy.
Z góry dziękuję.

TUSAL 2013 #6

W słoiczku mimo wszystko troszkę przybywa.

Pogoda sprawiła, że musiałam znaleźć małą chwilkę na rowerek w miłym towarzystwie synusia. Świat tak cudownie pachnie akacjami, czarnym bzem, skoszoną trawą... Dobrze, że nie mieszkam w mieście!

Nie mogłam się oprzeć, kupiłam sobie fuksję.

A w domu córcia postawiła polne kwiaty w towarzystwie irysa.

Za chwilkę, no może dłuższą chwilę, będzie i nieco twórczo.

sobota, 1 czerwca 2013

Cóż...

Wiem, że długo mnie nie było, ale uprzedzałam, że niestety tak na razie będzie. Bardzo niewiele nowości, bo ten czas pędzi jak szalony, a pracy tylko przybywa. Za nami komunia Adasia, wszystko ok. Jeszcze z porządkami nie do końca się uporałam, nic mi się nie chce. Jak wracam z pracy to padam. Zaczął się czerwiec, dla mnie to chyba będzie najgorszy miesiąc tego roku... Ale nic to, nie będę narzekać, jakoś to będzie, byle przetrwać i nie zawalić ważnych spraw.

Najpierw moje biżutki komunijne. Tym razem miałam różową sukienkę i chciałam do niej coś, co będzie radośnie wyglądało. Beż, pomarańcz, czerwień - taka mieszanka kolorów. 
A tu po kolei, po prawej i lewej stronie. Te małe koraliczki to Toho 15, strasznie drobne jak dla mnie. Ale efekt fajny.
 






















Zrobiłam też taki skromny komplecik w prezencie dla kogoś miłego. Muszę tylko wysłać. Do tego małe pudełeczko. Mam nadzieję, że się spodoba.



Mój żyrandol zamontowany w łazience, ale pokazać go to nie taka prosta sprawa. Generalnie pomieszczenie nie jest zbyt reprezentacyjne, bo pod sufitem wisi bojler, którego nie możemy pomalować, a który wygląda jak wygląda. Właściwie za ten żyrandol powinnam podziękować Ystin, bo to na jej blogu wypatrzyłam szydełkowe abażury i dzięki temu mam swój własny:)  Dziękuję!
Te "bazgrołki" na ścianach to wzorek malowany przez Izę:) I moje lusterko się na fotkę załapało.


A na deser tort komunijny. Tym razem sama robiłam, mamusia gotowała inne pyszności:) Tort ma swoją historię, bo krem sprawił, że spaliłam nowy, dobrej firmy mikser teściowej:( Eksplodował i wszystkie "bebechy" wyszły mu na wierzch... Dobrze, że akurat nie stałam w pobliżu.

Tort był ogromny i smakowity, kwiatki kupiłam gotowe.

W zeszły piątek dostałam też przemiłą przesyłkę. Nadawczynią jest anza, której jeszcze nie podziękowałam za super prezenty. Naprawdę nieraz nie mam kiedy napisać maila, za co przepraszam. Jestem bardzo zadowolona - fioletowych kolczyków jeszcze nie miałam, te są śliczne! I oryginalna zawieszka, do tego całe mnóstwo przydasi. Aniu, całuski dla Ciebie za wszystko!

To tyle na dziś, mam tyle roboty, że myśleć mi się nie chce. Dziękuję Wam za każde słowo! Może uda mi się coś stworzyć, bo mam zamówienia  do zrealizowania.
Pozdrawiam!