Byliście tu:)

środa, 22 sierpnia 2012

Dziś wymiankowo

Moje wytworki jednak poczekają jeszcze w kolejce, ponieważ dziś dzień pokazywania prezentów w Wymiance w marynarskim stylu, zorganizowanej przez bardzo Twórczą Mamę - Dianę. Diano, dziękuję za wspaniały temat i organizację wymianki. 
Moją parą była Dotk@ - przesympatyczna i zdolna Dziewczyna, zajrzyjcie do Niej koniecznie!
Otrzymałam wspaniałości, które będę nosić z prawdziwą przyjemnością. Korale i kolczyki - w sam raz, nie za duże - oczywiście w marynarskich kolorach. Jeszcze lato trwa, więc będą jak znalazł. Świetne przydasie - baza bransoletki, sznureczki, zawieszka - ster (porwana od razu przez moja córkę), koraliki... Super! Słodyczami musiałam się podzielić z małymi, więc Adaś też zadowolony.
Dorotko, dziękuję za piękne podarunki i te słowa, które czytałam kilka razy ze wzruszeniem.

Ja swoją paczuszkę wysyłałam podczas wyjazdu, dlatego nie wszystko znalazło się na fotce. Brakuje slodkości, kordonka i karteczki,  które dorzuciłam przed wysyłką. Mam nadzieję, że Dorotka choć w połowie tak zadowolona jak ja. 
Dziękuję serdecznie!
A tu mała "słodkość", ze szczególną dedykacją dla Dotki i Diany. Częstujcie się:) Maliny z własnego ogródka. 

Miłego wieczoru i do jutra, bo ciągle mam wiele w zanadrzu:)))

wtorek, 21 sierpnia 2012

Urodzinowe prezenty i nie tylko

W tym roku urodzinki spędziłam u mamy, gdzie miałam czas na swoje robótki i miłe spotkania. Jeszcze przed wyjazdem otrzymałam piękne życzenia i prezenty od osoby ciepłej i kochanej, która blogowy świat otacza swą dobrocią jak matka, mimo swoich kłopotów pamięta o innych. Janeczko, dziękuję za pamięć i coś, co mi się marzyło, czyli Twoje frywolitki 3D:) 
Towarzyszyły mi na wyjeździe:)

Od bezblogowej koleżanki Uli, która dzierga śliczne serwetki i próbuje swoich sił we frywolitce (z powodzeniem, oczywiście), dostałam cudną szkatułkę
 Dostałam też igłę do frywolitek, cieńszą niż te, które mam od Janeczki. Myślałam, że będzie za cienka, ale spróbowałam i jestem zauroczona tym, jak delikatne rzeczy wychodzą spod tej igiełki. Jeden minus - ciężko nawlec kordonki typu Snehurka czy Maxi, ale jak już się uda, to jest super. Efekty pokażę niebawem. Ula, dziękuję za wszystko!
Tymczasem ciąg dalszy prezentów. Od Uli dostałam też gotowe frywolitki, jedną już wykorzystałam i powstała bransoletka:


Druga jeszcze czeka, ale pewnie będzie zawieszka lub naszyjnik:
 A tu już kwiatek od mamy, ale nie pamiętam, jak się nazywa, bo wyrzuciłam opakowanie:( Ale kwiatek mi się bardzo podoba.

\
Dostałam coś jeszcze - dużo różnych "skarbów", którym poświęcę kolejny, długaśny post i pokażę część tego, co zdziałałam. a jest tego trochę...
Skoro już jestem w temacie prezentów, to koniecznie muszę się pochwalić wygraną w konkursie u Cohenny. Pasmanteria Haftix obdarowała mnie takimi przydatnymi przedmiotami:
 
Nożyczki testowałam - takich mi brakowało! Nie ma jak dobry sprzęt. Dziękuję Wam za komentarze i cierpliwość.Z całego serca witam nowe obserwatorki. Do jutra:)

Początek maratonu:)

Czyli pierwsza z zaległości blogowych. Gotowa od dwóch tygodni, zrobione wiele fotek, ale żadna mi nie pasowała. W końcu trzeba było zdecydować. Wyzwaniowa bluzeczka. Aurelia zaproponowała ciekawą zabawę i miałam naprawdę wiele radości w szydełkowaniu. Szybko szło, wzorek jednak nie sprawił zbyt wiele problemów, choć nie uniknęłam błędów. Wkurzyłam się dopiero po wykonaniu tulipanów, bo okazało się, że bluzeczka będzie za duża... Cóż, wzór pisany na cieńszą nitkę, ja dziergałam z tego, co miałam, czyli z wełenki od Romy. Potem wkurzyłam się po raz drugi, bo miało mi zabraknąć nitki. Myślałam, że będę musiała kombinować z dodawaniem innej wełenki. Ale przez przypadek odkryłam w pudle z przydasiami, że jest jeszcze jeden calutki motek! I jeden problem z głowy. Co do rozmiaru, to jeszcze coś tam chciałam zmniejszać, ale już nie dla siebie - chciałam szukać właścicielki dla bluzeczki. a jak już skończyłam szydełkowanie (dziergałam z przerwami przez równy tydzień, tylko wieczorami), przymierzyłam, dorobiłam pasek i powstało coś na kształt wdzianka czy kamizelki, która zostaje ze mną, bo po prostu mi się podoba i uważam, że wyglądam ok., znacznie lepiej niż na zdjęciach. Poza tym wdzianko ma jedną niewątpliwą zaletę - można prać w pralce, bo nic się z nim ni dzieje. Można nosić w lato na bluzkę na ramiączkach i w zimę na bluzkę koszulową czy inną z długimi rękawami. Aurelio, dziękuję za zabawę i mobilizację! Wzór wydrukowałam, na pewno jeszcze z niego skorzystam, jak już będę miała inną nitkę. Nagadałam się, więc pokazuję:)

Wiem, marne zdjęcia, ale po zrobieniu 20 przestałam się przejmować. Zrób tu sobie człowieku sam dobrą fotkę telefonem... I jeszcze wełenka. Wyszły mi 2 motki i kawałek trzeciego, szydełko 2.

A to dopiero początek, bo inne posty już się pchają w kolejce do napisania...

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Jestem i nie wiem od czego zacząć

Tyle się tego nazbierało, że będę Was teraz regularnie zamęczać postami. Najpierw najważniejsze, czyli wyniki konkursu książkowego. Jeszcze raz serdecznie przepraszam za opóźnienie. Nie miałam możliwości wcześniej tu zajrzeć. Tłumy nie dopisały, a i tak miałam niemały problem z wyborem. W końcu tylko sobie znanym sposobem "wybrałam"... Książka i frywolitkowy naszyjnik polecą do autorki tego komentarza:

Idea wędrującej książki bardzo mi się podoba. Sama większość wylosowanych książek po przeczytaniu oddaję innym blogerkom;-)
Mam nadzieję jednak, że dodatkiem do książki (gdy ja ja ewentualnie otrzymam) nie będzie musiało być nic frywolitkowego. Tego nie umiem;-(((

Basiu, gratuluję. Oczywiście do książki dorzucisz to, co będziesz chciała i umiała, a umiesz tak wiele, że zawsze z przyjemnością do Ciebie zaglądam. Teraz poproszę Cię o adres na mojego maila, to wyślę jak najszybciej.
 Pozostałe Dziewczyny już dziś zapraszam do Barbary, bo książka powędruje dalej, co mnie bardzo cieszy.  Częstujcie się wspaniałym malinowym torcikiem. 

Maliny dojrzewają teraz jak szalone, więc zacznę je przerabiać na różne sposoby. Dziś były również krokiety  grzybami, bo domownicy nazbierali całe mnóstwo koźlarów i prawdziwków. Pyyychotka. Nic, tylko gotować, a dzieci się cieszą, póki matka ma jeszcze chwilkę wolnego:)

sobota, 11 sierpnia 2012

Mała przerwa:)

Dziewczyny, przepraszam, że mnie nie ma, ale biegam ciągle, bo w końcu przyszedł czas na urlop:) Bluzka skończona, ale foty okropne, więc nie wrzucam na razie. Wszelkie zaległości odrobię za jakiś tydzień. W obawie przed brakiem dostępu do neta proszę o cierpliwość osoby czekające na rozstrzygnięcie konkursu książkowego. Przedłużam czas zapisywania się do 19 sierpnia, 20 będą wyniki, więc jeszcze zapraszam. Życzcie mi pogody! Spadam. Dzięki że zaglądacie.

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Chyba Was zaskoczę:)

A czym?
Jaja sobie robię.
Poważnie.
Nie wierzycie?
Zakupiłam sprzęt zwany mniszlifierką do stosowania przeze mnie i mojego męża.
Efekt pierwszego użycia przeze mnie jest taki:



Gęsie jajo od naszej Balbinki. Niechybnie skorupka poszłaby jako bezużyteczny śmieć, a tymczasem można z niej coś fajnego stworzyć. Szkatułeczka jest mocno nieprofesjonalna, co mi kompletnie nie przeszkadza. Dół jest nieco pęknięty, ale nie powinien się szybko stłuc, wzmocniony lakierem. Bałam się zrobić więcej ażurków, żeby się nie rozpadło. Pomalowane farbą akrylową w kolorze orzech laskowy, na to lakier (raczej jego resztka, bo przyjechał pewien chochlik, któremu lakier "się" wylał, ku mojej rozpaczy, prawie litr....).
Powiedzcie, że fajne:) 
Anya.es to dopiero sztukę uprawia zdobiąc takie jajka, posiłkowałam się jej radami. Zajrzałam też na stronkę, gdzie kopara opada już od pierwszego wejrzenia.
Mam chęć na strusie jajo (tzn. skorupkę, bo jaja raczej nie chciałabym próbować, choć podobno dobre), ale skąd takie wziąć - tego nie wiem. Oxi cudeńko stworzyła z takiej strusiej skorupy, ale Ona jest mistrzynią decu:)
Jakby mi ktoś jeszcze niedawno powiedział, że będę się tak bawić, popukałabym się palcem w czoło:)

Nic to, mój wytwór, jako śmieciowy, zgłaszam na wyzwanie u Asi. Obiecuję, że to nie ostatni. Mój mąż wczoraj pracowicie wycinał ażurki:) A jak to się skończyło, opowiem następnym razem.
Mam jeszcze jedno wolne jajko, a Balbina przestała je produkować:( 

Jeśli chodzi  wyzwaniową bluzkę w tulipany, to robi się. A nawet kończy się. Straciłam do niej serce z jednego powodu, ale o tym nie dziś. Nie, nie mam problemów ze schematem.
Miałam wątpliwości, czy pokazywać to pudełko, ale w sumie będę go używać. Serwetka kompletnie pomarszczona, kolory skomponowane mocno wątpliwie, ale coś tam sobie spróbowałam i tak to wyszło. Proszę o wyrozumiałość:) Pokrywka celowo "postarzana":) W sumie pudełko też śmieciowe, bo to opakowanie po kawie zbożowej:)


Na deser naszyjnik - suwaczkowy motyl. Tak jakoś słabo pozował.
I pazury - ostatnio lubię takie cieniowane. Złoty, czarny i chabrowy. Nie wyszły na zdjęciu zbyt ładnie, ale w rzeczywistości ciekawe. Miłego tygodnia Wam życzę, bo mój miło niestety się nie zapowiada.

środa, 1 sierpnia 2012

Pochwalę się:)

Choć może nie ma czym. Ale ja się cieszę. Nie wiem, czy podołam zadaniu i czy wystarczy mi włóczki. Zapał na razie jest. U Aurelii zobaczyłam fragment bluzki w tulipany i zachętę do wspólnego szydełkowania. Nie wiem sama dlaczego, ale zachciało mi się szydełkować te tulipany. To moja pierwsza taka bluzka. Kiedyś zrobiłam sweterek z bawełny i może z raz go założyłam. Może go odnajdę jeszcze gdzieś w czeluściach strychu. W każdym razie zachciało mi się ażurków i wspólnego szydełkowania. Pokazuję pierwszą odsłonę i mam nadzieję, że coś z tego będzie. Włóczkę dostałam jakiś czas temu od Romy wraz z całą masą przydasi. Czuję mały dyskomfort, bo już właściwie jeden motek wykorzystałam, został jeszcze jeden, ale na dole bluzeczka ma więcej ażurów. Wzór jak dla mnie nie do końca czytelny, bo biorąc uwagę moje niewielkie doświadczenie w szydełkowaniu odzieży, mogę mieć małe trudności. Ale najwyżej będę kombinować. Przerażona nie jestem. Włóczka jest dość przyjemna, aczkolwiek nieco zaczepia się o szydełko, co ciut spowalnia pracę. Na razie efekt dwóch wieczorów. Trzymajcie kciuki, tylko mocno, żeby zapału i włóczki nie zabrakło:)


A teraz coś, co tygryski lubią najbardziej. Dobra duszyczka o mnie pomyślała i znając mojego hopla podarowała książki z likwidowanego księgozbioru. No normalnie kopara mi opadła. Toż to skarby! Niektóre pochodzą z końca lat 50.! W tej jednej to nawet są frywolitki czółenkowe i makrama! Uwielbiam przeglądać takie skarby i na pewno z nich skorzystam. Niektóre wzorki już mi wpadły w oko. I szyciowe porady też się przydadzą...
A że dawno pazurów nie było (bo i nie malowałam ich jakoś szczególnie - jeden kolor i tyle), pokazuję moje cieniowanki. I tak mi dziś niebiesko:) Nie widać, ale tam są 4 kolory.
Miłego dnia Wam życzę!


Szalenie się cieszę z cudownych komentarzy pod moimi ostatnimi wytworkami i z tego, że bransoletka znalazła Właścicielkę:) DZIĘKUJĘ!