Byliście tu:)

poniedziałek, 17 października 2011

Nadrabiam zaległości

W związku z tym, że wkurzyły mnie pewne zamówione kolczyki, w ramach odreagowania postanowiłam nieco poszydełkować. A mam pewne zaległości. Poncho, które baaardzo długo leży (a co najmniej od początku mojego blogowania), mitenki... Poncho w weekend powiększyło się nieco i z radością zbliżam się do szczęśliwego końca, o ile wystarczy mi jednej wełenki. Mitenki dla Oli gotowe. Wiem, nie prezentują się zbyt ciekawie, ale miały być w spokojnych kolorach i skromne. To moje pierwsze:)  Podobają się właścicielce, a to najważniejsze. Właściwie to i mnie się podobają, koniecznie muszę sobie zrobić. 
 
A te kolczyki, które mnie wkurzyły, dokończyłam. Jak już się naszydełkowałam, wróciła chęć na sutasz. Wolałabym coś innego (już pomysł jest), ale kolczyki ważniejsze, bo zamówione. Miały być takie jak pierścionek, ale są większe. W tych samych kolorach, z takim samym kamykiem. Po raz pierwszy użyłam impregnatu do sutaszu i mam nadzieję, że to zda egzamin. Nie jest to wszystko jakieś szczególnie piękne, ale jest i już.
I jeszcze bombki, też moje pierwsze:) Ale skoro jajka się udały, to bombki też muszą.
Dziękuję Wam za komentarze:) Pozdrawiam Was cieplutko i życzę miłego tygodnia.

piątek, 14 października 2011

Otwieram szufladę i coś jeszcze

I znów jestem jakaś zmęczona... Ostatnio wkurzyły mnie pewne kolczyki, które muszę spruć. Miałam wczoraj nic nie robić. Miałam, ale... Zobaczyłam zabawę w Szufladzie i tak jakoś żaróweczka mi się włączyła sama. Podłubałam i wyszło coś. Coś, co nawet mi się podoba. Chyba największy problem sprawiło mi wymyślenie tych trzech kolorów, zgodnie z wytycznymi Modrak:) Ale są. Zieleń, srebrny i fiolecik. Bransoletka jest elastyczna, bo ma gumkę.






Zdjęcia takie sobie, jak zawsze. Ogólnie przyjemnie się robiło. Jest taka inna. A największym hitem jest materiał, z którego została zrobiona. Koraliczki z odzysku, srebrna gumeczka z ciucholandu i...

Weszłam w posiadanie czegoś takiego, pani z wiadomego sklepu miała jedno, dała mi. Podoba mi się ten kolor i sznurkowe frędzle. To były frędzle, dopóki nie odprułam ich od materiału, bo zaczęły się rozplatać. A początkowo chciałam coś innego. Jak już tak zaczęły zamieniać się w pojedynczy sznurek, pomysł na bransoletkę od razu zaświtał.
Zgłaszam zatem tę biżutkę do zabawy w Szufladzie.
A teraz będę chwalić. Nie, nie siebie (choć może troszkę pośrednio też). Że sutasz wciąga, to już wiecie. A że zaraża, to chyba też wiecie. Ostatnio poznałam pewną przesympatyczną, młodą osóbkę, która bardzo chciała nauczyć się wykonywania sutaszowej biżuterii. Sama nabyła ode mnie kilka par kolczyków, za co jestem bardzo wdzięczna, ale tak długo wierciła mi dziurę w brzuchu, że zgodziłam się ją nauczyć. Wahałam się tylko i wyłącznie dlatego, że nie czuję się profesjonalistką w tym zakresie i obawiałam się, że zwyczajnie za mało jeszcze wiem o tej technice. No ale... W ciągu naszych zaledwie trzech krótkich, ale bardzo miłych spotkań (no i po spotkaniach też, dzięki determinacji Dorotki), powstały takie oto kolczyki. Pierwsze samodzielnie wykonane i mam nadzieję, że nie ostatnie:)
Wiem, że Dorota przygotowuje się do wystartowania ze swoim blogiem (bo szydełkuje i widziałam już kilka ślicznych zwierzaków). Czekam z niecierpliwością i bardzo się cieszę. I DZIĘKUJĘ. Za to, że mogłyśmy się poznać. Za to, że mogłam pomóc. I za to, że mam z kim (mieszkającym tak niedaleko) wymieniać uwagi i doświadczenia:)
Miałam zamiar kończyć, ale właśnie odwiedził mnie pan listonosz. Oprócz dużej paki z zamówionymi sznureczkami, styropianowymi kulami i  innymi skarbami  była paczuszka. Losy paczuszki nieco smutne, ponieważ jakiś czas temu wygrałam candy u Kgosi i otrzymałam informację, że paczuszka została wysłana. Długo martwiłyśmy się obie, bo poczta zawiodła. Zawiodła na całego. Łudziłam się, że może dotrze, tylko trzeba poczekać. Pierwszy raz w życiu coś do mnie nie dotarło. Gosia jednak postanowiła po raz kolejny przygotować prezent. Ty razem dostałam. Coś pięknego! Gosieńko, JESTEŚ WIELKA! Masz naprawdę ogromne serducho, bo to przecież nie Twoja wina, że paczka zaginęła. Mnie jest głupio, że dwa razy się napracowałaś. Te kolczyki są takie cudne! Będą zawsze mi przypominać, że na tym świecie są ludzie, którzy nie znając się, bezinteresownie robią sobie prezenty. Kochana, bardzo, bardzo dziękuję! W ogóle już zdążyłam się pochwalić wszystkim dookoła. Ta karteczka jest też taka śliczna, że nie mogę się nacieszyć. A do słodkości oczywiście ślinka mi leci, bo łasuch ze mnie jakich mało. Sama nie jestem - synuś już poprosił o batoniczka, więc też jest zadowolony. 




A miały być jedne kolczyki z różyczkami...

I jeszcze właśnie się dowiedziałam, że  otrzymałam kolejne wyróżnienie - tym razem od NiKiTki
Dziękuję, bardzo mi miło:) W sprawie wyróżnień pisałam już dwa razy, więc nie przedłużam.
Rety, jak się rozpisałam, a czas goni! Wytrwał ktoś? Teraz zaczyna się "era karczocha", bo będzie trochę bombek:) Sutasz w tak zwanym międzyczasie. Trzymajcie się cieplutko!
Dzięki za każde słówko.

środa, 12 października 2011

Prezencik i nowości

Chwaliłam się już, że wygrałam prezent u Ani - W Małym Domku. Prezent do mnie dotarł i jestem przeszczęśliwa, a moja córka jeszcze bardziej. Jesteśmy zachwycone książką, na pewno się przyda. Znalazłam tam wiele cennych wskazówek i fantastyczne zdjęcia i wzory. Książka to oczywiście nie wszystko. Ania przygotowała przepiękną karteczkę - pierwszy raz w życiu mam taka ręcznie haftowaną. Izka już chciała mi ją podwędzić:) Na koniec jeszcze miłe słówko, również na własnoręcznie przygotowanej karteczce.  Aniu, bardzo, bardzo mi miło i serdecznie Ci dziękuję.



Tak mnie coś ostatnio wzięło na naukę haftu wstążeczkowego. To pod wpływem tej ksiązki z biblioteki. Średnio wyszło, nie wiem, czy będę próbować kolejny raz, ale nie wykluczam. Wstążeczki dostałam od Dorotki, póki co "bezblogowej" koleżanki. Hafciarki ze mnie raczej nie będzie. Obrazeczek dostała jedna mała osóbka - kolekcjonerka mamusinych wytworków.


W tak zwanym międzyczasie, przy okazji pewnych miłych spotkań, o których wspomnę innym razem, powstała zawieszka, która miała być kolczykiem. Okazało się jednak, że drugi kaboszonek jest ciut mniejszy i ma inne paski, a poza ty jakoś mi się nie chciało robić drugiego kolczyka. Jest sobie zawieszka i jest ok. I znowu we fioletach:) Coś mnie ostatnio fiolety prześladują:)

Witam nowe Obserwatorki - mam nadzieję, że zagościcie na dłużej. Dzięki za odwiedzinki, nie tylko przy okazji rozdawajki, na którą ciągle serdecznie zapraszam. Mam radochę, poznając nowe osoby i blogi:)

poniedziałek, 10 października 2011

Coś innego:) Długo będzie

Czyli post dla cierpliwych. Jakoś tak nagromadziło mi się "materiału" na nowe wpisy, postanowiłam wszystko wrzucić do jednego worka, bo nie mam kiedy pisać. W końcu się wyspałam:) Ale od dziś znów to samo, czyli wstawanie rano. 

Przede wszystkim witam serdecznie nowe Obserwatorki, dziękuję za zapisanie się do kolejki po kolczyki. Przypominam, że jeszcze można - banerek z linkiem obok.

Ostatnio, dzięki Kochanym Dziewczynom z Biblioteki wpadła mi w ręce książka, gdzie pokazano ciut haftu wstążeczkowego i w ogóle dużo dekoracji ze wstążek. Już od dawna podziwiam ten rodzaj haftu i koniecznie musiałam spróbować. Powstała różyczka. Podkład ze skórki, bo przewidziałam, że do czegoś ją wykorzystam. Potem już tylko kombinowanie. "Stelaż" okrągły z kolczyka - koła. Dalej usiłowałam zakryć tę białą skórkę. Najpierw sutaszowym warkoczem wykonanym na szydełku. Za mało. W ruch poszły koraliki. Wyszło coś (obawiam się nazwać to haftem koralikowym, bo robiłam to pierwszy raz w życiu bez jakichkolwiek podpowiedzi). Wahałam się, co to ma być, ale wygrała bransoletka. No i jest. Może być? 





Ogólnie - faza bransoletek trwa. Wczoraj bardzo szybciutko powstały dwie - jedna z sugestii pewnej sympatycznej osóbki - w klimatach marynarskich. Jest dla mnie, bo zapięcie z masy perłowej ma dla mnie wartość sentymentalną i było już częścią różnych rzeczy. W bransoletce chyba już na stałe pozostanie.



Druga z cyklu "mamo zrobisz mi?" Nietypowy ścieg, do tego dzwoneczek z ciucholandu i słoneczko od Darii.  Oczywiście mała poszła dziś w niej do szkoły.




Ten cudny sznurek - prezent od Juty.
A ta już sobotnia - można powiedzieć, że wyśniona, bo jakoś w nocy sobie ją wymyśliłam. Guziczki - "kryształki" - od Darii. Taka skromna, ale fajnie wygląda.

 Jak się już tak rozpędziłam - przeróbka bluzki. Leżała sobie ze dwa lata w szafie. Dostałam od koleżanki. Szkoda wyrzucić, bo ładna. Chodzić się nie dało, bo strasznie odstawała przy dekolcie. W tym przypadku łódeczka producentom nie wyszła. Kiedyś stwierdziłam, ze przerobię. W końcu nadszedł czas. Mąż malował pokój, a ja dziergałam. Za to teraz bluzeczka dobrze mi służy.


Wiem, że te wszystkie zdjęcia pozostawiają wiele do życzenia, ale nic na to nie poradzę. Fotografem nie zostanę.

Jeszcze jedna sprawa. Miła oczywiście. Od Dudqa dostałam wyróżnienie i czuję się zaszczycona. Bardzo mi miło, dziękuję Ci bardzo serdecznie. Jednakże już przy okazji wcześniejszych takich wyróżnień pisałam w tym poście. I zdania nie zmieniłam:) Ciągle poznaję nowe, przesympatyczne osoby, które dostały już takie wyróżnienia od innych. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko, że się wyłamuję? We wspomnianym poście są również te fakty o mnie.
Życzę Wam udanego tygodnia i dziękuję za tyle miłych słów.

czwartek, 6 października 2011

Ametystowy komplecik dla pani Eli


Prawda, że fajny?  Ametystowy niestety nie ze względu na zawartość, tylko ze względu na kolory. Powstawał od niedzieli, z przerwami, bo ciągle wałęsa się za mną sprzątanie po malowaniu pokoju:) Dobrze, że pomocnicy działają, jednak tylko ja mam specjalizację w zakresie składania prania i umieszczania go w szafie,  a także układania w półkach i wywalania na strych tego, co aktualnie nie jest potrzebne.





Spać, spać, spać! Byle do soboty. Jest nadzieja, że się wyśpię choć trochę. Nie, nie pracuję po nocach. Aż tak szalona nie jestem. Ostatnio. Ostatnio też chodzę spać najpóźniej o 23.30, ale jak mam rano wstawać... Już jesień niestety i moje samopoczucie gorsze.
Na poprawę nastroju przypominam: dziewczyny, zapisujcie się na kolczyki:) Zapraszam serdecznie tutaj.

poniedziałek, 3 października 2011

Słoneczna niespodzianka

Macie ochotę na kolczyki? Tak mi dziś jakoś wesoło, że postanowiłam się z Wami podzielić słoneczkiem. Okazji jest kilka:
- piękny, słoneczny dzień,
- ostatnie tak ciepłe dni w tym roku,
- minęło pół roku mojego blogowania,
- moja fascynacja niezwykłą techniką, którą poznałam właśnie dzięki blogowaniu - oczywiście sutaszem,
- bardzo Was lubię:)

A jest jeszcze jedna ważna okazja: właśnie 20.10 mamy 10. rocznicę ślubu:)
Zasady pewnie znacie, ale przypomnę:
- zapisujecie się poprzez dodanie komentarza pod postem,
- prezent jest dla osób prowadzących blogi,
- będzie mi miło, jak umieścicie powyższy banerek w pasku bocznym na swoich blogach albo w poście,
- nie musicie koniecznie być obserwatorkami mojego bloga.

Mam nadzieję, że znajdą się chętni na ten drobiazg:)

P.S. I jeszcze właśnie przed chwilką dowiedziałam się, że wygrałam candy w Małym Domku:) Cudownie!

niedziela, 2 października 2011

Kolorowy zawrót głowy

Uszyte na specjalne życzenie. Miał być multikolor - proszę bardzo. Mam nadzieję, że o to chodziło. Wyjątkowo przyjemnie się szyło jako przerywnik w pracach porządkowych - postanowiliśmy rozpocząć malowanie w domu. Nowe kolorki w pokoju nawet nieźle wyszły, jeszcze zostały jakieś drobiazgi, czyli układanie różnych rzeczy, wieszanie półeczek... No i potem kuchnia, Nie chce mi się jak nie wiem co. Dziś ledwo żyjemy. Dobrze, że mąż ma tyle zapału, bo ja coś nie bardzo.  



Wracając do kolczyków - moim zdaniem niezłe są. Póki co widzę różnice pomiędzy jednym a drugim, ale może niedługo będzie wychodziło lepiej. W sumie to i tak nikt nie analizuje, czy różnią się kilkoma milimetrami. Modelka - oczywiście moja osobista córcia. Słonka Wam życzę, bo u mnie dziś pochmurno i zimno. A wczoraj było tak cudnie...