Byliście tu:)

wtorek, 21 czerwca 2011

Różana wymianka i miła niespodzianka

Tyle czasu mnie nie było, że nie wiem kiedy nadrobię zaległości. Do Was zaglądałam regularnie, ale nie było kiedy komentować. Dziś 21., więc czas na pokazywanie, co różanego wysłałyśmy/dostałyśmy. Ja tam dostałam wczoraj od Madzi super piękne rzeczy. Było tego bardzo wiele: Przede wszystkim zdekupażowane pudełko, w którym znalazły się:
- puszka z różami,
- serwetki,
- obrazek, który chyba będzie służył mi jako podstawka pod kawkę, bo jest śliczny,
- bransoletka w kolorze, który bardzo lubię,
- mydełko, które powędrowało od razu do pewnej miłej osoby,
- słodycze, które dostały oczywiście dzieciaki.
Serdecznie dziękuję za przecudne prezenty!! A Moteczkowi za zorganizowanie tej świetnej wymianki.





A ja co wysłałam? Do Emade6 powędrowało parę drobiazgów:
- pudełeczko z różyczkami z przydasiami perłowymi,
- przybornik na zestaw do manicure w różanych kolorkach,
- parę przydasi (kosmetyczka, materiały),
- i oczywiście słodycze, których nie ma na fotkach.

Listonosz wracał, bo miał dla mnie druga paczkę, jest to przemiła niespodzianka, ale zostawię ją na jutro. W każdym razie nie mogę się nasycić radością z otrzymanych prezentów. To niesamowite uczucie. Pozdrawiam Was serdecznie.

Wezwana do tablicy

przez Darię, ujawniam swoje sekrety. Ale za chwilkę. Już po uroczystości. Dziecko skromne, przepiękne, przeżyło godnie ten dzień i prawdziwie. Zadowolone, czuło się najważniejsze. TO JEJ WIELKI DZIEŃ. Zmęczenie jest ogromne, nie mam siły mrugać oczami, a co dopiero sprzątać... Spałam niecałe 3 godziny i tylko dzięki pomocy pewnego Anioła nie zamordowałam się całkowicie. Nie wiem skąd Anioł ma tyle siły, by jeszcze biegać. 
Może wrócę lepiej do sekretów:
1. Kocham dzieci, właściwie całe życie spędziłam wśród dzieci - najpierw trójka młodszego rodzeństwa, potem chrześniak mojego męża, potem własne... Najbardziej lubię bobasy.
2 Książki - zapach nowiutkiej książki jest dla mnie super. Szkoda, że nie mam kiedy czytać. Pamiętam, jak w podstawówce "Spotkanie nad morzem" przeczytałam jednej nocy (chyba w trzeciej klasie). 
3. Jak już coś robię, to nie znoszę się od tego zajęcia odrywać. Nic gorszego niż przerwana robota. Jak szyję, to szyję, jak czytam książkę, to nie istnieje nic innego, a jak szydełkuję, to nie sprzątam itd...
4. Mam dobry słuch, zarówno jeśli chodzi o muzykę, jak i języki obce. Lubię skojarzenia i potrafię rozumieć wiele wyrażeń w językach, których nigdy się nie uczyłam. Marzy mi się hiszpański i włoski, ale nie cierpię zakuwać słówek - jak mi samo nie wskoczy do głowy, to nie będę wkuwać.
5. Nie umiem wypoczywać - nicniereobienie zawsze kończy się myśleniem o tym, co trzeba zrobić...
6. Nie cierpię zimy. Bez komentarza. Zimno i strasznie. Lubie wiosnę i ciepełko.
7. Mam słabość do butów. Nie szaleję straszliwie, ale jak są jakieś fajne i jeszcze w okazyjnej cenie, to nie potrafię się oprzeć. Wolę mieć tańsze, a więcej...
(Te punkty pisałam jeszcze w niedzielę, te poniżej już dziś.)

8. Posiadam taką nietypową umiejętność: potrafię lewą ręką pisać płynnie w drugą stronę - pismo wygląda jak lustrzane odbicie, co więcej, umiem pisać obiema rękami jednocześnie to samo. Jestem leworęczna, ale w dzieciństwie nauczono mnie pisać prawą, więc nią piszę. Nigdy zaś nic nie narysowałam (nawet przy linijce!) prawą ręką. Szydełkuję też prawą, ale chleba nią nie ukroję. Taki dziwny ze mnie ludek.
9. Nie cierpię błędów ortograficznych! Jak ktoś zrobi byka, to od razu mi się to rzuca w oczy, bez względu na to, czy jest to gazeta, czy etykieta w sklepie... Literówki zdarzają się i mnie, nie powiem, ale jakoś tak wzrokowo wyłapuję, zwłaszcza u innych:)
10. Lubię porządek, choć niestety niekoniecznie to widać. Najbardziej satysfakcjonująca jest dla mnie świadomość, że w domu już wszystko wysprzątałam. Ten stan osiągam może raz do roku... Pracując nie mam możliwości doprowadzenia domu do kultury.

Pewnie znalazłoby się jeszcze parę dziwnych rzeczy na mój temat:) Teraz moja kolej: do zabawy zapraszam Kasię - bratnią duszyczkę prowadzącą blog Rękodajnia, a także Ewę - Gugę ze Skarbczyka.
Teraz zamierzam naskrobać kolejny post z fotami. Do tego mogę wrzucić jeszcze pazurki koleżanek, które malowałam jeszcze przed urlopem. Nie wierzyły, że z krótkich też da się coś zrobić.


wtorek, 14 czerwca 2011

Żeby mi się chciało... i niespodzianka

Nie chce mi się i już. Nie lubię takich przygotowań. Jakoś nie mogę się zorganizować. Dam radę, bo muszę i wiem że dam. Ale to nie zmienia faktu, że mi się nie chce. Szybko pokazuję i zmykam dalej. Rozgrzebany sutasz, nie wiem kiedy skończę. Mam nadzieję, że to rzeczywiście do sutaszu podobne. Koślawe, widać nitki, ale może coś z tego będzie. Jak połączę elementy i podbiję filcem. Chyba mam do tego za mało wiedzy technicznej i cierpliwości. Ale rzeczy wykonane ta techniką straszliwie mi się podobają.

  Zrobiłam sobie kwiatuszek, który może wepnę we włosy. W tym momencie podziękowania dla Was, bo z Waszych blogów nauczyłam się tych mało pracochłonnych, ale jakże efektownych kwiatków. 



A teraz prezenty. Od cioci mojego męża dostałam śliczny ceramiczny naparstek, prosto z Paryża. Nie wiem, czy będę używać, ale na pewno będzie miłą ozdobą mojego "kącika-bałaganika".






Dziś też dostałam przemiłą paczuszkę od Wioli. Jestem wniebowzięta! Pracowicie łapałam u Wioli licznik, i aż sama nie wierzyłam, że mi się udało! Ale co ja dostałam! Sutaszowe cudeńka, które u Wioli skomplementowałam, bo mają fantastyczne kolory. Takie w sam raz; nie za duże, nie za małe, SUPER! Wiola dziękuję barrrrdzo! Do tego były oczywiście słodycze i herbatki (batona podarowałam Adasiowi) oraz maleństwo dedykowane mojej córci: naklejki z Kitty. Jeszcze raz dzięki wielkie za prezent i miłe słowo. Trzymajcie za nas kciuki, spadam. (Jakość zdjęcia fatalna....)

Witam serdecznie nowe obserwatorki i bardzo, ale to bardzo mi miło, że licznik odwiedzin tak szybciutko wzrasta. Cieszę się, że czytacie i zaglądacie. Ale ja też się do Was przywiązałam.

P.S. Zaglądam do Was, choć nie mam czasu na komentarze i swoje wpisy. Prawdopodobnie zobaczymy się w przyszłym tygodniu.

czwartek, 9 czerwca 2011

Wyzwaniowo

 A miałam się nie zapisywać... Tylko jakoś mnie tak zakorciło... Właściwie to się jeszcze nie zapisałam, ale zaraz to zrobię. Modrak prowokuje, ale jakże sympatycznie! Przedwczoraj córcia widząc, jak ozdabiam pewną rzecz, przyniosła mi taki mały pusty segregatorek, którego się kiedyś pozbyłam na jej rzecz, taki trochę mniejszy od zeszytu, i poprosiła o ozdobienie.
 Wtedy pomyślałam o wyzwaniu. Już samym wyzwaniem było namówienie mojego dziecka na te kolory! A dlaczego nie różowy? Wczoraj jednak się przekonała, że zestawienie tych kolorów może być fajne. No i jest zachwycona, a i ja nie mogę powiedzieć, że jestem niezadowolona. W końcu lubię takie przeróbki. Dużo fotek, choć mało widać ten czarny listeczek. Iza usiłowała mi wmówić, że on nie pasuje. Przekładałam te kwiatki w różne miejsca, aż w końcu zadowoliłam właścicielkę, a jak dołożyłam kokardkę, mordka była baaardzo ucieszona (jak z tej przysłowiowej wisienki na torcie). Dodam, że ta "okładka" jest zdejmowana, bo pewnie kiedyś czeka ją pranie. Zresztą, z tego właśnie względu jest mało białego koloru - przy zdolnościach młodej szybko będzie szary. Ale jest, zgodnie z założeniami i chyba niekoniecznie musi być go więcej.  Zanudzam Was tylko tymi kwiatkami, ale jakoś same mi wychodzą spod szydełka.




  Zresztą bardzo chciałam coś szybko zrobić, bo tego co ostatnio wydłubałam nie mogę jeszcze ujawnić. Oj, nie mogę się doczekać, kiedy Wam pokażę drobiazgi na wymiankę różaną u Moteczka. Dziś może uda mi się wysłać.  Czekamy do 21.06.
 







Dzięki Wam za komentarze z życzeniami. Głos już prawie odzyskałam, katar chyba przechodzi, ale mój nos jest w stanie.... (od wycierania pojawiły się pęcherzyki z wodą, boli jak nie wiem co). A poza tym ok.

wtorek, 7 czerwca 2011

Zdobycze i bransoletki

Zdobycze wiadomo skąd. Niesamowicie podobają mi się te egipskie wzory i wiem co z tego zrobię, tylko nie wiem kiedy.

 Chusta szydełkowa może być wykorzystana przez Izę, jeśli się ochłodzi w białym tygodniu. Potem będzie moja :) Polowanie uważam za udane.

Bransoletka jednak była nie taka. Musi być brązowa. No i jest.
Dokończyłam też pomarańczową, bez konkretnego przeznaczenia, ale nie wiem czy mi się podoba. 
W międzyczasie były jeszcze turkusowe pazury, jak zawsze słabo widać (na zdjęciu są błękitne, a to na pewno jest turkusik), ale ładne były.

Zaniemówiłam. Ale nie z wrażenia. Wszyscy dookoła chorują, w końcu i mnie wzięło. Mówię tylko szeptem. Nos czerwony od wycierania. Upał, a ja chora. Uwielbiam tak się czuć. Bezsilność kompletna, energia niemalże zerowa, a żyć trzeba. Ale może być już tylko lepiej. Niewiele gadam, mało piszę. Oby tylko dzieci nie wzięło.

środa, 1 czerwca 2011

Do poprzedniego posta:

Truskawa z Marchewą były bezkonkurencyjne!!! Marchewa pierwsze, Truskawa drugie miejsce. Dzieci dostały nagrody, mamusie mają satysfakcję z dobrze wykonanej roboty i zadowolonych pociech. Sałatka jak sałatka, dobra jest i bez nagrody :) Dziewczyny dostały jeszcze nagrody za konkurs recytatorski. Dwie są tylko w klasie i się przyjaźnią i dwie mają ciągoty plastyczne z sukcesami.
I nie wiem jak mogłam zapomnieć, normalnie nie wiem! Konik morski był the best! jak wypadł na scenę, jak merdał tym ogonem, to płakałam ze śmiechu. Wszelkie morskie stwory z naszej zerówki dały taki popis, że ho, ho! Ośmiornica, kraby, rybki, syrenka, która nie chciała słuchać muzyki poważnej, tylko tańczyła w rytm disco.... Ale mój Koniczek, taki kochaniutki (czasami;)), miał urok nie z tej ziemi. Już zapomniałam, jak przeklinałam ten strój. Co  jednak nie znaczy, że truskawka kosztowała mniej wysiłku. Jest trwalsza, w końcu nie na darmo poszło kilo mąki, cała "Wyborcza" i stare farby. Wiem, wiem, przynudzam, ale przeżywam, jak to zakręcona mamuśka. Ok, ok, Dzień Dziecka się skończył i czas wracać do rzeczywistości, a nie tylko się przechwalać. Ale jak wiadomo, każda pliszka....      chwali truskawkę i koniczka!

Słodka Truskawa na Dzień Dziecka

Zabawa z truskawą dobiegła końca, właścicielka zadowolona, mama mniej, bo się nasprzątała farby z paneli. Konkurs na przebranie będzie dziś. Koleżanka Truskawy, Marchewa, zrobiona tym samym sposobem też jest piękna, ale nie dysponuję stosowną fotką. Razem wyglądają jak Flip i Flap. Truskawa niższa, okrągła, a Marchewa wyższa co najmniej o głowę chudzinka. Przebrania wybrały idealne.
Foty takie sobie, ale są. Truskawa dzielnie zrobiła też sałatkę na konkurs. Swoją ulubioną, z zupek "chińskich". Zapomniałam tylko pstryknąć foty po udekorowaniu, ale to nic.
Przez Truskawę nie skończyłam bransoletki, zatem praca niekompletna.
Humor mam świetny, bo paczuszka wysłana do Darii dotarła, a Daria poszalała, bo poświęciła jej cały duży post. Czuję się wyróżniona, bo to naprawdę nic takiego. Dzięki blogom trochę się zaprzyjaźniłyśmy, poza tym Daria wygrała moją podawajkę i pracowicie łapała licznik. Te wysłane biżuty od początku były przeznaczone dla D. i czekały na zająca, bo długo się za niego brałam. Teraz czekam na efekty działalności właścicielki Kubusiowa i nie tylko, bo szykuje cos duzego z wykorzystaniem materiału wyszperanego przeze mnie i Truskawę w kopalni (czyt. strychu).
Pazury robione późną nocą, aż mnie w nosie kręciło od zapachu lakierów.