Byliście tu:)

piątek, 19 sierpnia 2011

UWAGA: PRZEDŁUŻAMY TERMIN ZGŁOSZEŃ NA WYZWANIE!

W ZWIĄZKU Z TYM, ŻE OGŁOSZONA PRZEZE MNIE ZABAWA DOPIERO SIĘ ROZKRĘCA, A TERMIN NIESTETY KOŃCZY SIĘ JUTRO I CHĘTNI MOŻE SIĘ JESZCZE ZNAJDĄ, JAK RÓWNIEŻ NA PROŚBĘ MOJEJ CÓRKI, 

PRZEDŁUŻAM TERMIN WYZWANIA

NOWY TERMIN ZGŁASZANIA PRAC TO 25 SIERPNIA

PRZEPRASZAM TYCH, KTÓRZY SIĘ JUŻ ZGŁOSILI, ALE KILKA OSÓB WYRAZIŁO CHĘĆ, A JESZCZE NIE ZDĄŻYLI. MAM NADZIEJĘ, ŻE SIĘ ZGADZACIE.
I dziękuję Wam za życzliwość. I jeszcze szczególnie jednej osobie, która sprawiła mi tak wiele radości, że nie mogę wyjść z szoku. Ale o tym jutro, bo na pewno napiszę i dużo pokażę.
Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz zapraszam do zabawy. W końcu "coś z niczego" można zrobić szybko.
Gdy zaczynałam pisać tego posta miałam naprawdę mało zgłoszeń, teraz coś doszło, ale już postanowiłam trochę zaczekać. JESZCZE RAZ DZIĘKUJĘ I POZDRAWIAM WAS SERDECZNIE.

Zastój

Nie lubię tak. Nie powstaje nic nowego. Nawet moje myśli zajęte czymś innym, niż robótki... Codziennie jakaś nie cierpiąca zwłoki sprawa. Cierpliwie pomagam, bo chcę pomóc komuś w trudnej sytuacji. Chyba się udało. Będę mogła wrócić do swoich robótkowych zajęć. Nie w "pełnym" wymiarze, bo najbliższe weekendy będą zajęte sprawami zawodowymi, ale zawsze zostają późne popołudnia i wieczory, o ile po powrocie z pracy okaże się, że dom nadaje się do mieszkania. Maluchom bałagan zupełnie nie przeszkadza, mnie bardzo. 
Dokończyłam tylko koralikową bransoletkę i fajna nawet jest.
W międzyczasie były jakieś pazury. Ciągle z braku czasu wyżywam się na lakierze pękającym, bo najszybciej coś można zmalować śmiesznego, choć często pazury są jednokolorowe. 

Martwią mnie dwie sprawy. Pierwsza: tak mały udział w moim wyzwaniu. Liczyłam na to, że uzbiera się choć z 10 osób. Miałam przedłużyć termin, ale nie widzę sensu. Może weźmiecie udział w innej zabawie. Chyba najprościej jest pokazać prezent i zapytać czy jest ktoś chętny, a ja ambitnie tak nie chciałam. Na początek jednak wyzwanie nie było dobrym pomysłem. Chociaż... w sumie możecie zgłaszać się do jutra. Może jeszcze znajdzie się ktoś. Byłoby miło. Druga: a już nie będę pisać, żeby nie zapeszyć. Może poczta jednak zadziała. Zwykle działała. Podobnie jak mój internet. Nie dość, że w żółwim tempie, to właśnie całkiem padł. Wrr...
Na poprawę nastroju, całkiem nieoczekiwanie wczoraj zrobiłyśmy sobie z koleżanką małą przyjemność. Pojechałyśmy tam, gdzie mnie jeszcze nie było :) Śliczna kawiarenka z ogródkiem, ryneczek, dużo słońca, i czysta przyjemność w postaci kremówki i czegoś o wdzięcznej nazwie: frappuccino. Dobra kawa w dobrym towarzystwie. Potem jeszcze lody i powrót do rzeczywistości. Chwilka jednak była bardzo przyjemna. I Wam życzę dużo takich chwilek.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Dostałam

paczuszkę w czwartek. A w niej przybył do nas Łatek. Łatek to bardzo wesoły piesek, stworzony przez Jutę - Mistrzynię sznurka i szydełka. Łatek drogą szczęśliwego losu w Jutkowej loterii przywędrował do mnie z przeznaczeniem dla Adasia. Mój synuś ucieszył się bardzo, a i ja też, bo Łatek jest naprawdę piękny! I został na drogę wyposażony w miseczkę z kośćmi. Ciągle jestem pod wrażeniem tego, co Juta robi ze sznurka. I dowiedziałam się, że mieszka niedaleko mnie, co jest bardzo miłe, bo te blogujące Dziewczyny, które "znam" (no w sumie to znam, bo wiernie czytam Wasze blogi:)), z reguły mieszkają daleko:( A wracając do paczuszki, to miałam przeczucie, że znajdzie się w niej coś jeszcze. Nie pomyliłam się. Taka świetna zawieszka do ładowania telefonu, a w środku słodka myszeczka (żeby Łatkowi nie było smutno) i karteczka "Dla Izy" (żeby Izie nie było smutno). I były zachwyty. Iza koniecznie musiała sama zrobić fotki, więc wybacz Jutko, że tak kiepsko widać. A Wy, jak chcecie zobaczyć Łatka w ślicznej scenerii, to pooglądajcie i poczytajcie, w Kąciku sznurka i szydełka same cudeńka. Nie daję linku do posta z pieskiem, bo MUSICIE pooglądać wszystko, a wciąga, jak nie wiem co. Tam jest cały zwierzyniec, do tego świetne historyjki.  DZIĘKUJEMY CI JUTO!!! Piękne prezenty. W końcu znalazłam chwilę, żeby się pochwalić. 
U mnie niewiele robótkowo, bo było dużo sprzątania, w międzyczasie kilka rąk z pazurkami do zrobienia, tylko jakoś fot zabrakło. Jedna jest. Renatki. Moje były, ale się zmyły, bo dziś auto sprzątałam. A tego lakier nie wytrzymał. Trzeba pomalować, bo jutro do pracy... Skończę też zaraz bransoletkę z zielonych koralików, więc pewnie jakiś post będzie.




Dziękuję bardzo, bardzo serdecznie za wszystkie życzenia urodzinowe. A Darii dziękuję za niespodziankę. Buziaki.

czwartek, 11 sierpnia 2011

Skończyłam

naszyjnik. Słodki jak cukierek. Jestem z niego zadowolona. Zamówiony i przeznaczony na ważną uroczystość. Mam nadzieję, że się spodoba. Lubię takie kolory: zgaszony róż, biały, ecru, delikatny beż... Do tego masa perłowa, sztuczne perełki, podłużne (szklane chyba) koraliki w odcieniach fioletu i maleńkie różowe toho.
A co Wy na to? Foty jak zawsze takie sobie, ale cóż.







Nauka nowości trwa. U Gugi zobaczyłam fajne bransoletki. Okazało się, że do tego używa się szydełka. Pooglądałam sobie podesłany link i parę innych (bo to baardzo wciąga) i wzięłam się za próbę. W przerwach od naszyjnika zaczęłam dłubać. Moje kochane dziecko nawlekało pracowicie toho na zielone nitki, a ja mogłam "szaleć". Wychodzi takie coś, może słabo widoczne, ale i tak fajne:)

środa, 10 sierpnia 2011

DZIĘKUJĘ

Dziękuję Janeczce za prezent. Prezenty. Perfekcyjnie wykonane, po prostu cudne. Odkąd pamiętam, zachwycałam się frywolitkami Janeczki, bo jest czym. Widziałam je też na własne oczy, ale dostać, to dopiero przyjemność!!! I to takie wymarzone, z różyczkami z koralu, w tym cudnym koralowym kolorze! I w dodatku jak dotykam tych cudeniek, unosi się piękny, delikatny zapach... Janeczko, czarujesz! Będę nosić z zachwytem i wielką radością, bo towarzyszysz mi od początku istnienia mojego bloga i już spotkało mnie z Twojej strony wiele życzliwości.  Moje dziecko równie zachwycone, bo marzyła jej się taka szkatułeczka, a mała sroczka lubi biżutki i kolekcjonuje szkatułeczki i puzdereczka (jakbym siebie z dzieciństwa widziała, hi, hi).  Mina Izy bezcenna. Jak przyszłam z pracy, akurat miała poobiednią drzemkę (pogoda paskudna, w sam raz do spania), więc postawiłam szkatułkę obok małej i czekałam, aż się obudzi. Uśmiechnięta mordka od ucha do ucha!!! Osobiście robiła wszystkie fotki. 
Prezent dostałam z okazji nadchodzących urodzin i wiem, że będą to jedne z najmilszych:) Karteczka, jak się domyślam, również własnoręcznie zrobiona, z przemiłymi życzeniami. Jestem wzruszona i szczęśliwa. DZIĘKUJĘ BARDZO!
A oto, co pisze Iza:
Kochana Pani Janeczko! Bardzo dziękuję Pani za tą wspaniałą niespodziankę. Ta szkatułka jest prześliczna!! Bardzo podobają mi się w niej kwiaty i koraliki.Serdecznie pozdrawiam.Iza.








wtorek, 9 sierpnia 2011

Żółty

jak słoneczko :)  Komplecik szydełkowo-sutaszowy, bransoletka zrobiona szydełkiem tunezyjskim.






 I tadam! Wczoraj się uczyłam frywolitek. Powstało takie coś, co nie bardzo jest frywolitką, koślawe jak nie wiem co, ale jest to dowód, że zaczynam kumać, o co tam chodzi.
Naukę będę może kontynuować. Może, bo to jednak chyba wymaga więcej cierpliwości niż sutasz. Poza tym wczoraj używałam po prostu dużej, tępej igły, bo tej do frywolitek oczywiście nie mam. A te są jak dla mnie dość drogie. Na razie więc frywolitki muszą poczekać, bo zaczęłam też zmagać się z pięknym sutaszem w pastelach. Już wiem, że mi się podoba. Poza tym to zamówienie tak na już, więc muszę przyspieszyć. I jeszcze mam zamówione małe przeróbki krawieckie na chrzest. Osobiście wolę sutasz niż te przeróbki, ale co tam. Tej osobie akurat zrobię to z przyjemnością.
Wiecie co wczoraj sobie uświadomiłam? Że dzięki posiadaniu bloga, od marca nauczyłam się bardzo wielu rzeczy. Szydełkowałam odkąd pamiętam, szyłam tez od dziecka, ale dopiero teraz nauczyłam się wykonywania karczochowych cudeniek, dowiedziałam się co to jest szydełko tunezyjskie i nawet zdarzało mi się go użyć, zaczęłam szyć sutasz, no a teraz frywolitki (przynajmniej coś w podobie)... No i trochę karteczki. Dużo tego i jestem zadowolona z tych umiejętności, które Wy zawsze oceniacie tak miło. Dziękuję Wam bardzo i pozdrawiam wszystkie zaglądające tu Osoby:)

niedziela, 7 sierpnia 2011

Klasycznie i wyzwaniowo

Od bardzo długiego czasu marzyły mi się te kamienie. Mam noc Kairu. Nie oddam nikomu. Zgłaszam na wyzwanie w Art-Piaskownicy. Podoba mi się bardzo. Jutro wrzucę żółty komplecik. Dobrej nocki. Sorki za kiepskie fotki.
P.S. Dziś walczyłam z Izy xxx:) i skończyłam, bo ona się pomyliła i odechciało się dziewczynie.



Edit: Wieczorem już nie mogłam, teraz więc wrzucam wyzwaniowy banerek.
Zrobiłam też chyba ciut lepsze fotki moim "klejnotom":) I wyjaśniam, że mała zniechęciła się tylko do tych truskawek. Jak się pomyliła, to podpowiedziałam, żeby nie pruła, tylko dorobiła więcej listków. Dorobiła, ale zamotała się totalnie i doszła do wniosku, że jej nie wyszło. Wyprowadziłam ją z błędu, odpowiednio dorabiając kontury. Tak więc haft wykonała ona, ja tylko wszystkie stębnówki i w efekcie wyszło fajniej niż na schemacie. Nie bardzo wyszły  mi tylko te piekielne 'kropki" na truskawkach, ale się nauczę. Mała iksuje dalej. Powstaje śliczna różyczka - to już na jedną z nagród w moim wyzwaniu, o którym przypominam.