Byliście tu:)

poniedziałek, 20 października 2014

Szlachetna metamorfoza guzika i fiolety

Uwaga: znów post tasiemiec, ale nie umiem wybrać mniejszej ilości fotek. To i tak nie rozwiązuje problemu zaległości blogowych, ale co za dużo naraz, to niezdrowo...
Zdążyłam na wyzwanie w Kreatywnym Kufrze, a bardzo chciałam, bo tematem jest guzik:) Nie mam coś szczęścia w KK (a może niewystarczające pomysły/umiejętności?), ale chciałam coś oryginalnego wymyślić i chyba się udało. Już nawet się poświęciłam i znalazłam jasne tło do zdjęć, choć wolę te na deskach tarasu.
Len, jedwabne nici, koraliki Toho, łączenie różnych technik - to lubię najbardziej:) Udało się? Środek guzika musiałam podmalować, bo mi coś nie pasowało. Szyłam i szyłam i szyłam...






   



Kolejny temat to fiolety. Naszyjnik na to wyzwanie przygotowałam wcześniej, jak tylko wyzwanie pojawiło się w Szufladzie, ale jakoś nie było okazji napisać posta. Miały być co najmniej 3 odcienie fioletu, kremowy i miało kojarzyć się z jesienią. Mnie się kojarzy, bo właśnie jesienią te kwiaty (Marcinki chyba) cieszą moje oczy. Motyle uwielbiają na nich siadać. Tym razem przycupnął naszyjnik:) Oczywiście zgłaszam go do wyzwania. I tu znalazł się fioletowy jedwab oraz Toho.






Na koniec coś zupełnie niewyzwaniowego:) Koleżanka zamówiła komplecik na urodziny swojej koleżanki. Kordonek Maya daje naprawdę piękny efekt, bo błyszczy. Wzór: Corina Meyfeldt, jeszcze mi się długo nie znudzi.

Następnym razem znów bedzie wyzwaniowo, frywolitkowo, trochę decou i słodkości (tak jeszcze z okazji minionego Dnia Nauczyciela - oj, napracowałam się wtedy...).
Dziękuję Wam za każde słówko i odwiedziny.

sobota, 18 października 2014

O przygodzie ze stołem

W końcu muszę pokazać swoje największe "dzieło", jakie powstało podczas testowania farby Annie Sloan Chalk Paint, którą mam stąd.
Najpierw na zachętę dyńki. Widziałam już dynie na kilku blogach, więc sama postanowiłam też zrobić jako ozdobę mojej kuchni.

Stół ma z pewnością co najmniej 60 lat. Dziadek mojego męża odkupił go od kogoś, trudno określić wiek stołu precyzyjnie. Nie był to mebel zbyt szanowany. Został "w spadku" i chętnie go przygarnęliśmy, choć był mocno podniszczony. Swego czasu chcieliśmy go troszkę naprawić, ale skończyło się to dziurą w fornirze i ukryciem blatu pod obrusem. Stół bardzo lubimy, w dodatku jest rozkładany. Stał u nas ponad 7 lat, taki biedny, z nogami wyżartymi przez robale.Niestety nie stać nas na profesjonalistę, który przywróciłby świetność tego mebla...
Widać dziurę w fornirze, nie widać za to całego mnóstwa głębokich rys od noży i innych ostrych narzędzi (niegdyś rąbano na tym stole mięso).

Annie Sloan przyszła z pomocą. Jak już malować, to najpierw konieczne było szpachlowanie. Uwierzcie, napracowałam się przy tym, a i tak nie udało się tego zrobić dokładnie (brak profesjonalizmu i cierpliwości niestety), ale wyszło naprawdę przyzwoicie. Użyłam najzwyklejszej szpachli do drewna. 

Wieczorne szpachlowanie... Docieranie...

Starałam się fotografować poszczególne etapy mojej pracy.

Zobaczcie, ile tu szpachli. Za każdym razem docierałam papierem ściernym. Denerwowało mnie trochę to czekanie, ale wiedziałam, że trzeba... No i nie obyło się bez pyłu.

Po pierwszym malowaniu:

 Po kolejnym:
Za nogi postanowiłam zabrać się później, jak już blat będzie gotowy (z nogami większa zabawa niestety).
Tu już z naklejonym motywem z serwetki:


Zaszalałam nieco z decou, ponieważ nakleiłam koronkę z serwetki. Efekt mi się spodobał, więc na nogach też dałam po jednym kwiatku.




Kolejny etap: woskowanie. Najpierw bezbarwny wosk, potem ciemny, później znów bezbarwny, polerowanie...


A dopiero po jakichś dwóch-trzech tygodniach wzięłam się za nogi. Szpachlowanie ich to dopiero próba cierpliwości:)


Udało się, może niezbyt równo zaszpachlowane, ale są:)


Detal:

I po przestawieniu mebli. Przestał straszyć ten mój stół:)


Tak wygląda po miesiącu:




Na zdjęciach wyszedł nieco jaśniejszy niż w rzeczywistości.

.Jestem naprawdę zadowolona z efektu, który zaskoczył niejedną osobę. Ciocie mojego męża, które pamiętają stół ze swojego dzieciństwa, były oszołomione renowacją w moim wydaniu, a to tak bardzo cieszy... Najlepsze jest to, że nie muszę bez przerwy zmieniać obrusów i zakrywać blatu. Oczywiście, z racji tego, że stół jest pokryty woskiem, nie stawiamy na nim bezpośrednio gorących naczyń, trzeba też uważać, żeby za bardzo nie porysować, ale to naprawdę nie problem. A po kilku tygodniach (chyba prawie 2 miesiące) używania, stół pięknie się starzeje:)  Od czasu do czasu trzeba będzie zawoskować, ale to czysta przyjemność. Lubię zapach wosku Annie Sloan:) Może zdjęcia nie oddają tego efektu, ale mam nadzieję, że Was zachęciłam choć trochę do spróbowania czegoś nowego. Wielokrotnie podkreślałam, że nie lubiłam nigdy malowania mebli, a teraz sprawia mi to przyjemność. Owszem, daleko tym moim mebelkom do tych prezentowanych przez innych, ale co tam:) Jestem zadowolona i już. 
Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Musze przyspieszyć z postami, bo mam jeszcze co nieco do pokazania.
Do miłego!

wtorek, 14 października 2014

Jak ufilcować na sucho kwiatek? Tutorial

Tutek pojawił się na blogu Kraina Filcu, jest również na Facebook-u.
https://www.facebook.com/KrainaFilcu/photos/a.188820404479633.51697.185056358189371/931129143582085/?type=1&theater
Jeśli Wam się podoba, poproszę o lajki, choć i tak szanse są marne, biorąc pod uwagę fakt, że wysłałam tutek ostatniego dnia, a głosowanie trwa do piątku. Konkursy Facebookowe nigdy nie są sprawiedliwe, ale cieszy mnie fakt, że udało mi się w końcu zrobić jakiś tutorial - choćby z wdzięczności za to, że sama chętnie korzystam ze wskazówek i tutoriali innych osób. To jest praca - fotografowanie każdego etapu, opisanie... Dlatego to doceniam i sama chętnie pomagam tym, którzy pytają :)
Potrzebne materiały:
- dwie różnej wielkości foremki (np. do ciastek) w kształcie serduszek ,
- czesanka w dwóch kolorach (na płatki i na środek),
- mata do filcowania na sucho lub gąbka/szczotka,
- dwie igły do filcowania (gruba i cienka).
1, 2. Większą foremkę napełniamy czesanką i zaczynamy filcować grubą igłą, odwracając nasz pierwszy płatek, by niechcący go nie przyfilcować do gąbkiJ



3. Jak poczujemy opór, zmieniamy igłę na cienką i filcujemy, aż serduszko będzie miało spójny kształt.
Czynności powtarzamy jeszcze 3 razy przy użyciu większego serduszka.

4, 5. Za pomocą cienkiej igły łączymy płatki kwiatka, aż powstanie „koniczynka”.


6. Całą zabawę powtarzamy przy użyciu mniejszej foremki, również tworząc cztery płatki.


7-10. Układając odpowiednio mniejsze serduszka, należy je przyfilcować je do większych. Można modyfikować kształt kwiatka, zależnie od potrzeb i wyobraźni.




11. Bierzemy spory kłaczek czesanki, formując w dłoniach kulkę, a następnie filcując grubszą i cienką igłą do momentu, aż będzie dość sztywna i kształtna.

12. Igłą przymocowujemy kulkę pośrodku naszego kwiatka (można też przyszyć lub przykleić, jak kto woli).

13. Kwiat prawie gotowy, jeszcze można odrobinkę ozdobić płatki, używając cienkich pasemek wełny. Oczywiście należy je przyfilcować cienką igłą.

14. I ozdoba już gotowaJ


Mój kwiatek ma średnicę ok. 13,5 cm, jest całkiem spory. Teraz można przymocować zapięcie i broszka gotowa. Super będzie wyglądać przypięta do jesiennego płaszcza, wełnianej chusty czy torebki.
Miłego filcowania!

niedziela, 5 października 2014

Słonecznik

Słonecznik jest dodatkiem do torby, którą zrobiłam z "włóczki" typu Zpagetti. Długo walczyłam ze sobą, bo mnie Zpagetti już dawno wołało, aż w końcu samo się wepchało w łapki i MUSIAŁAM od razu wypróbować. Jak się z tego cudownie robi! A jak szybko... W ruch poszło szydło, które kiedyś dostałam od Juty. Miałam zamiar wykończyć torebkę jasną skórą, ale jak wszyłam boczek, to wyglądało niefajnie. Maszyna tego nie weźmie, bo za grubo. Trzeba było połączyć szydełkiem i tą samą "nicią", potem dorobiłam rączki, zaczepiłam na kokosowych kółkach. Podszewka jest zrobiona z męskiego eleganckiego szalika. Wszywana ręcznie, bo inaczej się nie dało. Są i kieszonki:)
Słonecznik zaś filcowany na mokro, bo się ostatnio nieco zafilcowałam:) Torba nie mieści A4, ale niewiele brakuje, więc spora wyszła.
Pracę zgłaszam na wyzwanie cykliczne u Modrak i zapraszam, można jeszcze wziąć udział. Modraczek jak zapoda hasło, to zawsze przyjemnie się pracuje!






 

Ale frywolitka wraca do łask, bo mam kilka zobowiązań i nowe nitki...
Dziękuję wszystkim, którzy zaglądają. A jeszcze bardziej tym, którym chce się zostawić komentarz:)
Dla Was ciacho! Leśny mech wzbogacony o maliny i serducho dla kogoś bardzo ciepłego i dobrego. To było ciacho-niespodzianka i podobno bardzo smakowało. 

Wierzę, bo i u mnie w domu lubią. Ja teraz przerzuciłam się na cudownie pyszne ciacho o nazwie miętusek. Nie wiedziałam, że krople miętowe dodane do czekoladowego ciacha dadzą tak wspaniały efekt. A przepis wzięłam od Trilli stąd. Fotki nie mam, bo od wczoraj poszły u mnie dwa takie ciacha:)

czwartek, 2 października 2014

A może trochę filcu?

Ostatnio odświeżam swoje umiejętności w zakresie filcowania, próbuję trochę nowego... Wszystko oczywiście wieczorami, towarzysząc dzieciom w zawiłościach angielskiego, matematyki, czy pomagając czytać lektury... (I tego nie rozumiem: jakim cudem dzieci matki kochającej książki, nie lubią czytać? Lubią jak im się czyta. Do samodzielnego czytania muszę ich niestety mooocno nakłaniać, to dla mnie kompletna porażka.)
Filcowanie jest czynnością o tyle przyjemną, że można jednocześnie zerkać do lekcji lub czytać:). Czasu się nie marnuje, a przy okazji coś fajnego powstaje:). Tym razem naszyjnik filcowany na mokro, specjalnie na wyzwanie Art-Piaskownicy i Kreatywnego Kufra. Czarny, biały, szary i jako kolor dodatkowy turkus. 



I jeszcze taki spory kwiatuch filcowany na sucho przy pomocy foremek do ciasteczek. Mam zdjęcia do tutka na ten kwiat, ale muszę poskładać jakoś w całość.
Szykuje się nowe... Jedna większa rzecz na pewno i trochę mniejszych. Prawidłowość jest taka, że im więcej pracuję i im bardziej jestem padnięta, tym bardziej potrzebuję zająć ręce robótkami na odstresowanie.
Miłego dnia!