Byliście tu:)

środa, 7 marca 2012

A środowo....

sutaszowo:) Oczywiście. Wykorzystuję możliwość szycia na tyle, ile się da. Niebieska zawieszka, jeszcze nie podklejona i bez sznureczka, ale jest.

Kolczyki powstały na Szufadowe wyzwanie. 

Perełki w całej okazałości. Bardzo przyjemnie się szyło. 

I ostatni, już "niesutaszowy" wytwór. Letni naszyjnik. Koraliki od Modrak i sznurek chyba z jakiegoś paska. Aż tęsknię za latem.

Dzięki Dziewczyny za tyle komentarzy. Dla nich naprawdę chce się coś robić i robota pali się w rękach. Szkoda, że ktoś uciekł z moich obserwatorów. Może przez przypadek... 
I słonko się schowało...

Moja córcia też natworzyła, zajrzyjcie.

wtorek, 6 marca 2012

Wtorkowo:) i znów sutaszowo

Pogoda nastraja mnie do roboty:) Tak więc wczoraj wieczorem i dziś o świcie powstały kolejne biżutki. Musiało być coś kwiatowego, żeby wiosnę przywołać. Tak wzięłam do ręki jakieś sznurki z odzysku (podobno to paski były - nie wiem, dostałam już rozplecione) i szydełko, a dalej już samo poszło. Przeważnie szyję bez konkretnego planu. Najpierw biorę koraliki i sznurki, a potem szyję. I wyjdzie co wyjdzie:) 
Broszka kwiatowa dedykowana Jucie, która ze sznurka robi wspaniałe rzeczy. 

Pierścionek miał być z założenia prosty i mały, planowałam coś dla siebie, ale chyba jednak u mnie nie zostanie. Ciężko mu było fotkę pstryknąć. Teraz rankiem jest widno, wiec i tak już lepiej ze światłem.


I kolczyki, które kojarzą mi się z wisienkami i w ogóle z czymś słodkim. Powstały z użyciem dużych kulek, które ostatnio dostałam od Kasi. Ślicznie się mienią różnymi odcieniami.


Witam serdecznie nową Obserwatorkę. Dzięki, że zaglądacie. 


poniedziałek, 5 marca 2012

Poniedziałkowo, sutaszowo

I znów piękny dzionek, aż szkoda siedzieć w pracy. Mogłoby być ciut cieplej, już wtedy byłoby idealnie.
Nie gadam, pokazuję.
Naszyjnik dla Dominiki.
 Kolczyki dla siostry Dominiki. Miały być różowe z czarnym, więc są.
Pierścionek jeszcze bez właścicielki. Podobała mi się ostatnio zakupiona baza, więc od razu musiałam jakiś zrobić.

I naszyjnik, który dziś poleci w świat do kogoś miłego:)
 
Brązy, zielenie i odrobinka fioletu...
MIŁEGO TYGODNIA!


niedziela, 4 marca 2012

Robótkowo, prezentowo, wyróżnieniowo, niedzielnie:)

Uwielbiam taka cudną pogodę! Po prostu przepięknie. Inaczej mi się żyje gdy widzę choć skrawek błękitu nad głową. I lubię taki niedzielny spokój, kiedy już wszystkie gary pozmywane, pyszny obiadek pyrkocze na piecu (i mój wspaniały ceglany piec też lubię), ciasto chłodzi się w lodówce, a dzieciaki z tatusiem hasają wesoło po podwórku, radyjko gra:) Tak rzadko to się zdarza, a jest takie miłe... Martwią za to wiadomości zasłyszane w radiu. Niesłychane, żeby dwa pociągi... Zostawię bez komentarza.
Tymczasem pokażę to, co robiło się przez cały miniony tydzień. Było tego troszkę więcej, ale to już następnym razem.
Znów bursztynki. Bransoletka dla nastolatki i kolczyki dla jej starszej siostry. Z kolczykami nie było za łatwo, bo trzeba było znaleźć podobne i wielkością i kolorem bursztynki. Chyba się udało, bo większych różnic nie widać. Tak mi się wydaje:)

 Miało nie być jajek, ale jakoś jeszcze z zeszłego roku zostało trochę styropianków. Powstało takie i podobało mi się, poleciało już w świat wraz z wędrującą książką. Mam nadzieję, że dotarło.



Dostałam od Dudqi wyróżnienie. 

Bardzo, bardzo dziękuję, jest mi niezmiernie miło. Cieszę się, że zasady proste, więc tym razem nie muszę ich łamać:)  Wszystkie obserwowane blogi uwielbiam oglądać i komentować, ale zgodnie z wytycznymi wybieram pięć:
Dziewczyny, jeśli macie ochotę na zabawę, wyróżnijcie po pięć blogów mających do 200 obserwatorów:)
A teraz najważniejsze. Odwiedził mnie pan listonosz i przyniósł paczkę od Kasi. jakiś czas temu zapisałam się u Kasi (zresztą ona u mnie też:)) na podawajkę. Dostałam takie wspaniałości, że możecie mi zadrościć:)

Fotki marne, bo musiałam robić, zanim się część prezentów rozeszła.  Słodycze powędrowały do dzieci, kwiatowy breloczek zgarnęła Iza. Ostatnio u Kasi podziwiałam kolczyki z drucika. W ogóle Kasia robi z tego drutu takie rzeczy, że nie można się nimi nie zachwycać. Skomentowałam te kolczyki pisząc, że mogłabym mieć takie, tylko dyndające:) Ale jak zobaczyłam je takie "niedyndające", z miejsca się w nich zakochałam. I nie tylko ja. Te z niebieską różą podarowałam koleżance, zostawiając sobie te z brązową. Naprawdę są prześliczne! Koleżanka równie zachwycona, jak ja. Dostałam też wspaniałe korale w niesamowitym kolorze. Kwatuch można odpiąć. 
Kolejny hit to wspaniały, osobiście przez Kasię filcowany kwiat. Jak ja marzyłam o takim! Jest ogromny i  świetnie prezentuje się na mojej torebce. Wiosna do mnie przyszła:) 

Była jeszcze przesłodka szydełkowa sówka-breloczek, która wpadła w oko mojej drugiej koleżance. A że ja już i tak zostałam cudowne obdarowana, podzieliłam się.
Mam kochane te moje koleżanki z pracy, więc jak tu się nie dzielić? Mam nadzieję, że Kasia się nie obrazi. Ale to też Kochana Duszyczka, więc może nie:) I przydasie dostałam. Sznurkowo-koralikowe, naprawdę się przydadzą. Kasiu, jestem wzruszona tymi wszystkimi prezentami. BARDZO, BARDZO, DZIĘKUJĘ. Jesteś wspaniała i życzę Ci, aby Twój sklepik działał jak najlepiej, bo masz "power" w rękach! A Twojej córci przede wszystkim zdrówka.
No i jak tak sobie pisałam, obiadek się ugotował, podał, zjadł... I kolejna sterta garów w zlewie, ale ja na dziś dyżur skończyłam:) Zobaczymy, kto chętny:) Ciastem ich uraczyłam. Dobre, kurka, wyszło.

Mamusia w konsultacjach telefonicznych podała przepis:) Może nie przepis, tylko kolejność i rodzaj warstw.  Dla zainteresowanych na dużą blachę:
(od spodu) ciasto kruche (mogą być herbatniki)
3 budynie ugotowane ze szklanką cukru w litrze i trochę mleka,
ciasto kruche/herbatniki
3 galaretki rozpuszczone w 3 szklankach wody (u mnie malinowe)
bita śmietana (u mnie 2 śnieżki, bo mniej tłuste niż kremówka, z odrobiną żelatyny, żeby się trzymało).
Posypałam jakimś cudakiem - czekolada do picia decomorreno z saszetki i to był dobry pomysł. 
Życzę wszystkim miłego tygodnia, niedługo znów napiszę, bo kolejne sutaszki  się zrobiły i robią. Dziękuję Wam za odwiedziny i cudowne komentarze.




niedziela, 26 lutego 2012

Rozwijam się (?), czyli efekty nauki nowych technik

Udało mi się poszaleć:) Całkiem niechcący, bo nabyłam ostatnio gazetkę "Twórcze inspiracje" (szczegóły dla zainteresowanych tutaj). Kupiłam ją po obejrzeniu, żeby nie wydawać kasy na coś, co niekoniecznie mi się przyda. Bo mam trochę tych gazetek chyba dla samego faktu ich posiadania i oglądania w celu nacieszenia oczu i pomarzenia, co bym zrobiła, gdyby był czas:). Pewnie bym jej nie kupiła, ale wybierałam się na konferencję i miałam perspektywę jazdy pociągiem. Robótki nie brałam ze względu na małe gabaryty torebki, więc gazetka była jak znalazł. Te moje długie wywody prowadzą do tego, że wypatrzyłam tam fajny schemat na trójkąt z koraliczków. Beading mnie od dawna zachwyca, te trójwymiarowe formy, niesamowite pomysły... Wydaje mi się jednak zbyt czasochłonny i skomplikowany. Jednak po obejrzeniu schemaciku uznałam, że to coś dla mnie i chciałam spróbować. Trójkącik wyszedł (znaczy schemat czytelny i szybko się robi). Potem wyszedł drugi, trzeci... Przy czwartym już miałam w głowie pewien plan i robiłam bez schematu. Miała być bransoletka. Po piątym plany uległy zmianie. Doszedł filc, będzie broszka. Jak zrobiłam kwiatka, kolejna zmiana planów. I jest to, co jest. Nieskromnie - jestem z siebie dumna:) Naszyjnik jeszcze bez przeznaczenia. Powstał, by zaspokoić moją ciekawość. 




W międzyczasie narodził się pomysł na spróbowanie, jak to się robi króliczka z kwadratu. Niejednokrotnie widziałam w sieci schematy, korzystałam z tego, blog na pewno Wam znany i lubiany, bo same cudeńka:)
Wełenka od Modrak - w sam raz wystarczyło na małego kudłacza. Podarowany Izie. Oczy czarne, pyszczek maleńki:) Prosty, miły i już.
No teraz już może nie być tak ładnie, bo wzięłam się za frywolitki. Próbowałam kiedyś raz na zwykłej igle, zakumałam o co chodzi, nie wyszło zbyt pięknie. Frywolitki naprawdę podziwiam, jestem zauroczona tymi delikatnymi kształtami i tym, co można wyczarować z kordonka. Po namyśle jednak postanowiłam spróbować frywolitki szydełkowej, w końcu z szydełkiem dobrze sobie radzę. Jakoś tak wyszło, że kilka tygodni temu u Middii zamówiłam szydełko, z rozpędu nawet czółenko. Rozpoczęłam naukę i niestety idzie jak po grudzie. Umiem słupki, umiem pikotki, ale jak przychodzi do przeciągania nici... Tyle razy prułam, że chęć na naukę odchodzi. Z czółenkiem na razie czarna magia. Coś jeszcze nie idzie. Efekt moich poczynań szydełkowych to ta szkaradka, która na razie jest bransoletką. Bez schematu, bardziej chodziło o wprawkę w przeciąganiu nitki. Bez kursu Middii nie dałabym rady w ogóle. Jak to dobrze, że są osoby, które tak chętnie dzielą się swoimi umiejętnościami, poświęcając swój czas na przygotowanie czytelnych kursów i schematów. Na razie robótka za luźna, bo inaczej szydełko nie przechodzi. Nie wiem, co najłatwiejsze. Może jednak ta igła? Nie mam jednak takiej do frywolitki. Może kiedyś kupię. Jak nie stracę cierpliwości. Może powinnam jedynie podziwiać. Wszystkiego nie da się umieć.
Na koniec akcent słodki i optymistyczny. Tiramisu. na razie w wersji makro, czyli w misce. Chłodzi się i już się nie możemy doczekać. Pyyycha. Wolę nie myśleć, jakie tuczące. Były inne szaleństwa kulinarne, ale nie doczekały się fotek:)
Dzięki Wam za odwiedziny i miłe słowo!
Idę się bawić z bursztynami, bo mam kolejne zapasy i zamówionko.

Z OSTATNIEJ CHWILI: U MOTECZKA ZAPISY NA WYMIANKĘ ŚWIĄTECZNĄ. KRÓTKI TERMIN ZAPISÓW. BANEREK Z BOKU.

piątek, 24 lutego 2012

Podaruję coś... i nowe bursztyny

Wbrew temu, co napisałam w tytule, najpierw pokażę te bursztyny. Koleżanka, zachwycona swoim naszyjnikiem i moją bransoletką, przyniosła więcej bursztynów uzbieranych nad morzem w zeszłym roku. Ja bardzo kocham bursztyny odkąd pamiętam, więc ręce od razu zaswędziały:) Miała być prosta zawieszka dla innej naszej koleżanki - niespodzianka. I jakoś wyszło mi to, co wyszło. Jestem znów zadowolona. A takie zwykłe, nieoszlifowane... Ileż dają możliwości! W tle pozostałe bursztyny i wszystkie już są moje:) Z żółtych na pewno będą kolczyki, bo najbardziej fascynują mnie bursztyny w nietypowych kolorach - żółte mleczne i zielone. Muszę przyznać, że koło jubilera przechodzę chora, jak napatrzę się na bursztyny w srebrze. Kosztują fortunę. Ale moje też piękne, bo takie "surowe", prawdziwe:)


W związku z tym, że już od jakiegoś czasu nosiłam się z odmianą mojego zwykłego zeszytowego notesu, w którym zapisuję Wasze adresy, wczoraj wyczarowałam mu nową okładkę. I taki oto adresownik dziś podaruję swojej nowej (mimo, że z sh to nowej, bo z metką jeszcze była) torebce. Przepis: Trochę koronki elastycznej z obciętej kiecki, taśma dwustronnie klejąca, klej na gorąco (nie chciało mi się szyć) i guzik. No i zeszycik oczywiście. Z założenia miało być prosto, bo w moim torebkowym bałaganie coś wyszukanego mogłoby ulec zniszczeniu niechcący). Chyba niegłupio wyszło. Mnie tam pasuje. Zobaczymy, czy torebka będzie zadowolona:) 


Witam baaardzo serdecznie nowe Obserwatorki i dziękuję Wam za komentarze.
Lecę prasować i budzić małych do szkoły. Zajrzyjcie do Izuśki, bo namajstrowała:)

wtorek, 21 lutego 2012

Dużo?

Lubię, jak jest dużo!  
I kolorowo.
Duże kolczyki dla siostry Dominiki.
Zielone. Radosne.



A pierścionek jakoś tak sam się uszył. Też radosny. Kolory w rzeczywistości są inne. Pomarańczowy jest baardzo pomarańczowy, a zielony intensywny. Taka mała wariacja kolorystyczna z warkoczykiem. 
To był udany wieczór. Spędzony w miłym towarzystwie małych moich. Adzio zadowolony, spokojny... Izka oczywiście po przedwieczornej drzemce (ciężko pracowała, bo biegała z kolegą po wsi w przebraniu baby-jagi, w końcu ostatki dziś - śpiewali piosenki, mówili wierszyki i zarobili mnóstwo słodyczy i pieniążków) wpadła na pomysł, coby coś uszyć. Efekty tutaj - klik - .

I finał wspaniałej czarno-białej wymianki. 
Ani dziękuję za zorganizowanie! 
Zobaczcie, co dostałam od Wioli, która była moją wymiankową parą. Moje fotki są marne, ale prezenty po prostu nieziemskie! Przecudna małpeczka, napatrzeć się nie mogę. Do tego śliczne podkładeczki, cały wielki motek nici, koraliczki, słodycze... Wspaniałości, prawda?  Wiolu, dziękuję Ci bardzo!


Ja dostałam swój prezent wcześniej, niż wysłałam, czym się trochę zmartwiłam, ale udało się - paczuszka dotarła na czas.


Miałam nie lada pomoc w przygotowaniu prezentu, bo Iza bardzo chciała coś przygotować. Już pokazywałam kolczyki uszyte przez nią. Dorobiłam zawieszkę, bo Izie zapału nie wystarczyło (wolała już zacząć coś innego). Do tego karteczka - 100 % Iza:), jajo - mix materiałowo-karczochowy i bransoletka filcowa. Dorzuciłam jeszcze kordonek, kolczyki już "poza tematem" i coś słodkiego. Całość u Wioli na blogu, zajrzyjcie. 
Zachęcam też do zerknięcia do innych wymiankowych par, bo prezenty są świetne. Zabawy przy tej wymiance było co niemiara. Naprawdę wspaniała wymianka. Zawsze przy okazji takich zabaw poznaję zdolne i twórcze Osóbki:)

Dzięki za komentarze, one tak bardzo radują. Iza też się cieszy:)

Miłej nocki!