Byliście tu:)

środa, 13 kwietnia 2011

PODAJ DALEJ

Nic nie pokazuję, bo biegiem robię to moje małe zoo (już trochę mnie to zmęczyło tak robić ciągle to samo i w wielkim pośpiechu, ale nie poddaję się jeszcze), ale nie o tym chciałam.
Zapisałam się właśnie do zabawy u Asi, więc ogłaszam u siebie zabawę i mam nadzieję, że będą chętni. Już się cieszę na myśl o tym, że będę musiała coś wymyślić. Zatem zapraszam:


Zasady są następujące:

  1. Trzy pierwsze osoby, które w komentarzu zgłoszą chęć udziału w zabawie, otrzymają ode mnie własnoręcznie uczyniony upominek, który zobowiązuję się wysłać w ciągu 365 dni.
  2. Osoby te mają obowiązek ogłosić "Podaj Dalej" u siebie.
  3. Każda z tych osób może się bawić w "Podaj Dalej" tylko 3 razy.

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Mało dziś

Wiedziałam że nie uda się zbyt wiele w ten weekend. Tamten męczący tydzień się skończył i zaczął się kolejny, wcale chyba nie lepszy. Dlaczego muszę tak od poniedziałku chodzić wściekła i zmęczona? Pozostaje nadzieja, że to się zmieni, bo to dopiero początek tygodnia.
U mnie nic nowego. Zając i baran. Zając poszedł (robiony we współpracy z Izą) do Izy koleżanki jako część prezentu urodzinowego. Biżuterię robiła samodzielnie moja dzielna dziewczynka jako dalszą część prezentu. Ja tylko prasowałam. 


Baran podobny do innych, więc nuda i nie pokazuję.
A zamiast tamtej sutaszowej broszki  w końcu wyszedł wisior.

czwartek, 7 kwietnia 2011

Próba mojej wytrwałości, czyli premiera sutaszu

Jajka skończone. Przynajmniej na razie. w kolejce czekają 3 zające i 2 barany, o ile nie skończy mi się wełenka boucle... A jak się skończy, będą barany niekudłate, bo wełenka była kupiona w second-handzie w ilości jednego kłębka i, jako że gruba, szybko wychodzi. Mam tremę przed pokazaniem moich niezbyt udolnych prób sutaszowych, ale obawiam się, że długo to potrwa, zanim odpowiednio wyćwiczę używanie maleńkiej igiełki (musi w końcu przechodzić przez otwory w koralikach) i swoje nerwy... Nie jest to mistrzostwo świata, ale robione bez wzorców i ściągawek, bo nie chciało mi się podłączyć komputera i zerknąć jak robią to inni. A szkoda, bo mogło być znacznie lepiej, ale pruć nie zamierzam, bo nie znoszę żadnego prucia. Kolory moje, więc jak podszyję to z tyłu i znajdę w domu zapinkę, będę nosić to jako broszkę. A co tam. Kolejna próba (w tych samych kolorach bo nie mam innych jeszcze) będzie po zrobieniu zoo. 
Miałam zamiar nie pokazywać już jajek, ale chyba przez najbliższe dni nic nowego nie będzie, a chcę udokumentować swoje poczynania (przez lata tego nie robiłam i nie pamiętam nawet już co powstało, a było całkiem sporo). W każdym razie na 32 jajka każde było inne i jeśli materiały te same, to inna kolorystyka lub odwrotnie. Chyba jestem zadowolona. A dom zarasta brudem.... Udaję, że tego nie widzę. Auto odpaliło. To już plus.
Muszę opracować jakiś pomysł na szybkie i efektowne zrobienie pracy pod tytułem "Symbol/symbole Wielkanocy". Moje szanowne dziecko oświadczyło, że ma konkurs plastyczny w szkole. Chcę, żeby zrobiła coś (jak zawsze) sama, problem tylko w tym, że dziecko ma chęć na pracę wspólną, bo podobają jej się zające i barany, a sama jeszcze nie podoła. Zobaczymy, już powiedziałam, że jeśli pomogę, to podpiszemy, która co robiła, żeby nie było ściemy. W naszej szkole podoba mi się w konkursach plastycznych ich założenie: praca dzieci ma być przyjemnością i wspólnym spędzeniem czasu z rodzicami, bo przecież maluchy niekoniecznie wszystko wykonają same. Zaś w moich dzieciach cenię taką postawę, że na konkursy prace robią same, ale zwracają uwagę na to, by przy nich BYĆ w tym czasie. Jak na razie z dobrym skutkiem. Znów się nagadałam, chyba na zapas.  Dobra, pokazuję.


środa, 6 kwietnia 2011

Jajecznica:)) w towarzystwie butów i barana

Wykańczam jajka, a one mnie:) zostały mi do zrobienia 2, ale mam jeszcze wstążkę, więc pewnie dokupię styropianu. Te od razu poszły, a najbardziej podobało się to pierzaste, robione o świcie... Zresztą wszystkie kończyłam rano, a pierzaste jakoś tak samo nagle przyszło mi do głowy.





 















Pierwszy baran zyskał jednak fryzurę (tak lepiej wygląda, prawda?) i powędrował w kieszeni mojego męża jako upominek dla pewnej życzliwej osoby.


















Na koniec pokażę Wam mój szalony pomysł na rewitalizację butów. Trochę nie chciały się wyczyścić, więc potraktowałam je markerem. Wyszły takie "poprzecierane", co bardzo mi się podoba. Zdjęcie trochę kiepsko to pokazuje, ale  wierzcie mi na słowo: można w tym chodzić. Już kiedyś tak przemalowałam swoje ślubne buty i mają przepiękny (jednolity - bo marker inny) kolor, tylko niestety fason z lekka niemodny i ciasne. Pokazuję Wam fotki przed i po.
 
Nie wiecie przypadkiem, jak trochę rozciągnąć dobę? Tak tylko trochę.... Jak przeżyję ten tydzień, to będzie dobrze. Byle do niedzieli, bo sobota pod znakiem strusia pędziwiatra. Nie dość, że trzeba pogodzić tysiąc rzeczy naraz, to jeszcze samochodzik nie odpalił.... Ciekawe, czemu? Nie powinien mnie tak zaskakiwać., łobuz jeden. Dobrze wie, że bez niego jak bez ręki, skoro moją dwójkę trzeba odbierać z dwóch różnych miejsc o różnych godzinach. I jeszcze znowu zgubiłam kolczyk, tym razem inny. Dobra, ponarzekałam sobie, to zmykam. Przeżyję, jak zwykle.

wtorek, 5 kwietnia 2011

Kwiatki Izabellki

Obiecałam kwiatki, więc będą. Niewiele wczoraj zdziałałam, bo późno wróciłam i zajęłam się gotowaniem. Jajo z wykorzystaniem kwiatków robiłam półprzytomna o północy.
 Zająca pozszywałam tylko, bo części były gotowe, a dziś pokicał do nowej właścicielki, by stać się częścią święconki. Właśnie dlatego, że ma być w święconce, zdecydowałam o jego prostocie. Taki zwykły zajączek. Mąż doradził tylko biały brzuszek.
 Ostatnio oglądałam fajne pomysły na igielniki/szpilniki i przypomniałam sobie, że gdzieś
w kącie leży mój stary, zaniedbany... Odświeżyłam go trochę. Tak naprawdę to puszka po tuńczyku. Teraz, po wykorzystaniu obciętej nogawki od dżinsów, odprutego ramiączka od kamizelki (kamizelka zamieniła się w gorset) i Izy kwiatuszka, może stać sobie wśród moich szpargałów i służyć pomocą.
Na koniec broszka z apaszki. Lubię kwiatuszki, podobnie jak Iza:)

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Kilka drobiazgów

Jestem rozczarowana, bo nie udało mi się zrobić tego, co chciałam. Sobota jak zwykle zajęta bieżącymi sprawami i porządkami, a niedziela przyniosła potworny ból głowy (wpływ wietrznej pogody). I po robótkach... Coś tam się udało, ale naprawdę nie to, co miało być. 
Zielona "trawa" nie dawała mi spokoju i wyszedł mały koszyczek (zmieści się w nim np. średnia pomarańcza), będzie świąteczną dekoracją.

Jajka znaną już metodą - nic nowego nie wymyślam, bo takie się najbardziej podobają. Mam inny pomysł, bo moje dziecko zrobiło bliżej nieznaną mi ilość (ale sporo) niebieskich i zielonych kwiatuszków wg własnego pomysłu i obiecałam je wykorzystać. Pytała, czy pokażę je na blogu. A jakże mogłoby być inaczej! Napracowała się dziewczyna, tylko ja nie zdążyłam ozdobić jajek. Nic straconego, będzie co pokazać jutro.


 To duże ma w rzeczywistości bardziej wyraziste kolory.

A na koniec maleńkie stworzonko na specjalne zamówienie synusia: ma mu przynieść szczęście na konkursie recytatorskim w zerówce. Mam nadzieję, że tak będzie w istocie, bo wyszła całkiem sympatyczna ta jego mała przyjaciółka. Zielone oczy są również na specjalne zamówienie, bo zielony to ulubiony kolor młodego. Oczywiście spała dziś w towarzystwie Adasia. Już zdążył nią nastraszyć jedną osobę. Taki spóźniony prima aprilis.

piątek, 1 kwietnia 2011

Zielono mi...

Dziś tylko jedno jajo, bo wczoraj wróciłam ok.18.00 i wzięłam się za wiosenne porządki w szafie. Tak więc zimowe buty i grube kurtki poszły odpoczywać na strych. Od razu luźniej.
Ale nic to. Idzie weekend :))