Byliście tu:)

piątek, 5 września 2014

Coś dla mnie i o chomikowaniu

Rozpoczęcie roku szkolnego to dodatkowe obowiązki dla rodziców, jeszcze nie wszystkie książki dotarły... Czwarta klasa - nowe stresy, więcej przedmiotów, podział klasy (!), nowi nauczyciele, brak wychowawczyni... Same atrakcje. Szósta klasa - może ciut spokojniej, bo już wiadomo, że łatwo nie jest, sprawdzian na nowych zasadach...
A czasu na robótki tylko ubywa. Nie poddaję się jednak i staram się coś robić. Powoli to idzie, bo jedną bransoletkę już tydzień dłubię. Zamówiłam nowe niteczki u Middii, np. takie, bo można je kupić na metry. Są świetne do frywolitki czółenkowej. Nie mogłam się oprzeć, zrobiłam sobie kolczyki pasujące do nowej bluzki:)
Wzór (tak częsty ostatnio na blogach i Fb) Coriny Meyfeldt. I to na pewno nie ostatnia próba tego wzoru. Nie wiem, na czym polega jego fenomen, ale on się po prostu nie nudzi!


O chomikowaniu mogę powiedzieć tyle, że też udało się coś zrobić, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu. Ile zarwanych nocy to kosztuje, to wie moja rodzinka. Dobrze, że czasem pomagają. Nie robię wielkiej ilości przetworów, bo i nie mam gdzie ich trzymać. Teraz na topie grzybki. Wszyscy u mnie (może ja najmniej) uwielbiają grzybki marynowane. Dzieci dałyby się posiekać za kawałek grzybka. W innej postaci niekoniecznie, ale marynowane to jest to:)
Oczywiście wszyscy absolutnie są zaangażowani w to chomikowanie:
- Dzieci z tatą (ja też nawet raz do tej pory zrobiłam sobie taki spacer z Izą i zmokłyśmy niemiłosiernie, ale warto było) przynoszą grzyby, mnóstwo grzybów; co ważne, przynoszą grzyby już właściwie obrane.
- Iza zrywała pomidory zielone na konfiturkę, której wyszedł ledwie słoiczek i która smakuje właściwie tylko mi.
 - Iza zrywała też cukinię na wspaniały keczup, na który przepis znalazłam u Tynki, ale na potrzeby własne musiałam zmodyfikować (mniej cukru, dodałam ocet, więcej papryki ostrej, pieprzu i soli, bo musi mieć moc, żeby wszystkim smakował) - wyszedł super i na pewno zrobię więcej. Tak się robił:

 Jak już córka zrywała cukinię, to i patisony znalazły się w koszyku, teraz są marynowane z curry
 Gotowy keczupik:)

 Nawet mój synuś załapał się na fotkę przy pracy, bo jednak wśród tych obranych zdarzają się robaczki i trzeba je ponownie przeglądać.


A to już dzieło męża, który w tym roku zrobił taka suszarkę na grzyby, nie zajmując mi przestrzeni na piecu. Sito pochodzi ze starej wialni:)

No  i chyba tyle. Wystarczy, aby zgłosić to nasze chomikowanie do wyzwania w Klubie Twórczych Mam:) Zrobione z mamą i nie tylko, bo z tatą również. Praca zespołowa to u nas jeszcze przynoszenie ze strychu słoiczków na przetwory - to najczęściej dzieci, bo ja tego nie lubię. Na grzyby już mi się nie chce patrzeć, więc mąż też już zaczął marynować, a nawet zdarzyło się to naszej córce (wykorzystała gotową zalewę, która została mi z poprzedniego dnia). W zamrażarce też są grzyby... Oczywiście na fotkach brakuje jeszcze dżemu jabłkowego, jabłkowo-jeżynowego i malinowego. Owoce zrywała Iza, a jabłka zbieraliśmy wspólnie. Jednym słowem - praca wre. Same chomiki u nas mieszkają:)

Za cierpliwość nagroda:) W końcu (bo daawno nie było) wczoraj upiekłam ciasto, takie eksperymentalne. Na przyszłość na pewno zrobię inaczej, bo maliny po upieczeniu są strasznie kwaśne. Ciasto nie zawiera mąki ani proszku do pieczenia.


Podam składniki mniej więcej, bo robiłam absolutnie na oko. Przepis wzięłam z jakiejś gazetki, ale tam podane były jakieś dziwne miary i na mniejszą porcję, więc po prostu liczyłam na to, że wyjdzie.

6 jajek - białka ubijamy na bardzo sztywną pianę (dałam 7 jajek, bo były małe)
ok. 1 szkl. cukru (dałam mniej i było naprawdę za mało słodkie), cukier waniliowy lub ulubiony aromat
1 szklanka śmietany 12 % (ja miałam trochę 18% i rozcieńczyłam mlekiem)
1 szklanka jogurtu (miałam w domu akurat grecki)
1 szkl. i 1 łyżka kaszy manny

Można dodać 2 banany pokrojone w grubsze plastry (dałam maliny - nigdy więcej) i posypać ciasto przed pieczeniem płatkami migdałowymi (nie miałam).

Żółtka ucieramy z cukrem i ew. aromatem, potem dajemy jogurt i śmietanę, wsypujemy kaszę. Następnie dodajemy pianę z białek i delikatnie mieszamy drewnianą łyżką. Pieczemy w wysmarowanym tłuszczem naczyniu żaroodpornym w nagrzanym do 180 st. piekarniku przez 45 min.
Wychodzi taka pyszna babka - coś na kształt biszkoptu:)
Pozdrawiam Was i pogody życzę!

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Sportowa elegancja:), czyli powiększamy ciasne portki - tutorial

Ameryki pewnie nie odkryłam, ale może komuś przyda się taki pomysł. Fotki są jakie są, ale są :) W zamian za naszycie kwiatków na sukienkę dla pewnej pani, właścicielki "butiku" (a właściwie za zakrycie na sukience miejsca przypalonego żelazkiem, czego jednak nie pokażę, bo zdjęcie wyszło baardzo kiepsko), dostałam spodnie, których i tak by nie sprzedała ze względy na zepsuty suwak, a mnie te spodnie wpadły w oko.
W domu okazało się jednak, ku mojej rozpaczy, że albo ja jestem za gruba, albo spodnie za małe... Na córkę za duże... Szkoda mi ich było i dumałam, co by tu wymodzić, żeby w portkach chodzić:) Taki fajny materiał, super wykończenie... Te różowe przeszycia...


Żaróweczka się zaświeciła, bo od mamy dostałam koronkową koszulę nocną ze słowami "koronka ci się na coś przyda". No i miała rację.

Najpierw odcięłam pasek, który przewlekało się przez szlufki i wiązało. Odłożyłam, bo wiedziałam, że się przyda. Z niespotykaną jak na mnie cierpliwością rozprułam nogawki, ale nie do końca, bo spodnie maja ładne wykończenie, a w łydkach pasowały jak ulał. W pasie trzeba było rozciąć.



Potem z pleców tej nocnej koszuli wycięłam w miarę równe paski szerokości ok. 5-6 m (przeważnie niczego nie mierzę, bo robię na oko). 

Potem, co znów jak na mnie niezwykłe, przyfastrygowałam te paski do nogawek, pamiętając, żeby na dole nogawki paski się zwężały. Pamiętajmy, ze jeśli spodnie są za wąskie do samego dołu, to wstawki (mogą być też z szerokiej wstążki - powstaną modne lampasy) musimy przyszyć przez całą długość nogawek, nie zwężając ich (już kiedyś to praktykowałam). Po przyfastrygowaniu drugiej wstawki zszyłam to na maszynie. Jak widać, moja koronkowa koszulka miała cienką podszewkę, więc wstawki są podwójne i mniej prześwitujące. U góry wykorzystałam wykończenie koszulki, żeby uniknąć dodatkowej pracy.
Po wszyciu wstawek i przeszyciu zygzakiem brzegów, żeby się nie strzępiły, zabrałam się za pasek. 
Spodnie były jak dla mnie nieco za "płytkie", więc przyszyłam ten odcięty pasek. Zrobiłam to gęstym zygzakiem, przykładając pasek do brzegu spodni.
Przyszyty pasek będzie widać później, jego końcówki są wiązane.
Konieczne było jego dopasowanie poprzez zrobienie niewielkich zaszewek modelujących (dwie z przodu i dwie z tyłu).

Następnie wymieniłam suwak, ale już bez fotek.
Zostało wykończenie. Oczywiście różową niteczką. Przy wstawkach użyłam ozdobnego ściegu.
Przy pasku najlepszy okazał się zwykły zygzak - poprawiłam po prostu po tym wcześniejszym białym.




A oto efekt końcowy, który zdecydowanie lepiej prezentuje się na "ludziu":)  Z "ludzia"  jednak kiepska modelka, a i fotograf też początkujący...
No dobra, może jednak coś pokażę na modelce, bo zadowolona jestem z tej przeróbki. Sportowe portaski zyskały odrobinę elegancji, są efektowne i megawygodne. Zgłaszam swojego tutka na szufladowe wyzwanie sportowe. A tak z przymrużeniem oka, to musiałam się trochę przy tych spodniach nagimnastykować;) Więc sport podwójnie:)




Podoba Wam się to moje DIY?

TUSAL 2014 #9, pomysł i serducho

Kolejna odsłona słoika. Poszłam z Izą na grzyby i nie zdążyłam zrobić porządnej fotki, bo rozpadał się deszcz. A grzyby są, szkoda tylko, że co najmniej połowa z robaczkami:/ 
Za chwilę kolejny post. Jakoś mam wrażenie, że spamu na moim blogu przybywa, a obserwatorów ubyło. Szkoda...
Mam jednak pewien pomysł. Chodzi za mną zorganizowanie wymianki, takiej kolorowej, na ludowo:) W sam raz na jesienne dni. Co Wy na to?
A to wielkie serce dedykuję wszystkim, którzy tu zaglądają. Zostało podarowane na pożegnanie pewnej osobie przez dzieci. Serce na odwrocie miało wypisany wiersz specjalnie ułożony na tę okazję. Dzielnie kręciłyśmy z Izą różyczki, których było łącznie 61 :)  Serducho wyszło naprawdę fajnie, tylko u nas jak zawsze fota w pośpiechu. Poparzyłam sobie paluchy klejem z pistoletu, to akurat ta mniej przyjemna część tego zajęcia. Sobotni wieczór upłynął pod znakiem serca:)
A frywolitki leżą i kwiczą...

niedziela, 24 sierpnia 2014

Wspomnienia z urlopu, czyli zaległości ciąg dalszy

Tęsknię za latem, które zdaje się gdzieś sobie poszło....
Tymczasem miks biżuterii, która powstała podczas mojego urlopu, po powrocie z niego nic nowego się jeszcze nie stworzyło, a brakuje mi już bardzo frywolitki...
Z Aidy i koralików, które sprezentowała mi Janeczka, metodą frywolitki szydełkowej powstał komplecik: bransoletka i naszyjnik.
Na fotkach jedynie zawieszka, która potem zyskała ładną krawatkę i skręcany sznureczek w podobnym odcieniu, ale fotki brak, bo jest już u nowej właścicielki.



 Skromna, ale mieniąca się różnymi odcieniami zieleni i szafiru bransoletka z nici Decora (naprawdę niesamowite niteczki!). Wybaczcie mizerne fotki, ale robione w  wielkim pośpiechu.


Mój ulubiony wzorek Coriny Meyfeldt ostatnio:) Bransoletka dla koleżanki, została na Mazurach:)


Były i też takie zwyklaczki:) Dla mamy zmontowałam naszyjnik:
I bransoletkę (pod szklanym kaboszonem wklejone są kwiatuszki i cekiny)
 A tu przeróbki z jednej kupionej w sh bransoletki powstało kilka różnych rzeczy:


 I jeszcze jedna odsłona bransoletki dla mamy:
W temacie szkolnym już dzieje się trochę. Moja Iza ostatnio szaleje na punkcie sówek. Kupiłam odrobinkę materiału i uszyłam piórnik z sówkami. Chyba nie muszę dodawać, że właścicielka zachwycona.

W środku jest skórzany, ma też skórzaną kieszonkę.
Dziękuję tym, którzy zajrzeli, a tym, którzy zostawią słówko, dziękuję podwójnie:)

W zanadrzu tylko jeden szyciowo-przeróbkowy post, nie chciałam już przedłużać tego.
Tęsknię za urlopem i taka pogodą:
(Migawka z Augustowa)

wtorek, 19 sierpnia 2014

Śniadanie w Indiach

No, może nie śniadanie, a raczej późna kolacja. Praca na cykliczne wyzwanie u Karto_flanej powstała dawno, tylko kompletnie nie mam czasu pokazać zaległości urlopowych na blogu. Może jakoś nadrobię. Dziś cały wieczór poświęciłam na przeróbkę spodni, o których napiszę kiedy indziej, jak doczekają się fotki na modelce.
Tymczasem naszyjnik rodem z Bollywood. Wszystko tam kapie wręcz od tego "złota", więc moja praca wyzwaniowa też jest złocista. Tłem na pierwszych dwóch fotkach  jest bluzka taka nieco indyjska:) Choć tego nie widać, to w środku jest złocista muszla obszyta Toho.

Inspiracja (http://www.strojewieczorowe.pl/files/2011/08/hinduska-bi%C5%BCuteria.jpg):
 Zgłaszam zatem swoją pracę i... nie mam siły dziś nic więcej pokazać...
Dobranoc.