Byliście tu:)

wtorek, 24 stycznia 2012

Oj...

Nie tak miało być. Tak bardzo chciałam przyspieszyć z postami, ale nie daję rady. Teraz też miałam popracować, ale zbuntowałam się - piszę. Zastój u  mnie. Sutaszu ani widu, ani słychu. Może dlatego, że trochę szydełkuję. Wkrótce pochwalę się chustą, właśnie schnie. Najpierw jednak będę się chwalić czymś zupełnie innym. Mało robótkowo.
Najpierw prezenty. Od Bardzo Życzliwej Duszyczki. Kochana Jutko, jeszcze raz dziękuję. 


 Torebunia ozdabia kuchnię (razem z innymi prezencikami z wcześniejszych postów od innych blogowoczek). Jest po prostu prześliczna, a ja ciągle nie przestaję się dziwić, co się jeszcze daje ze sznurka wyczarować. Przydasie na razie w wyobraźni są wykorzystane, niedługo przejdę do czynów. Szydełka są świetne, lekkie, ale bardzo dobrze się nimi dzierga, już wypróbowałam:) Wspomniana chusta, jak wyschnie, będzie dowodem:)
Dawno nie było pazurków, zwykle mają jeden kolor albo lakier pękający, ale ostatnio zachciało mi się wzorków.
A na koniec ogłoszenia, czyli obiecana książkowa rozdawajka. 

Książka jest świetna, szybko się czyta, po recenzję zajrzyjcie do Lucynki klik, od której książka przyleciała. Od Lucyny pożyczam zdjęcie, mam nadzieję, że się nie pogniewa. Zapisujcie się. Macie czas hmm.... powiedzmy do 15 lutego. Zdjęcie można potraktować jako banerek, aby pomóc mi nieco zachęcić więcej Dziewcząt:) Warunek - komentarz i posiadanie bloga, przeczytanie książki i podanie dalej, do kolejnych Czytelniczek. Naprawdę poprawia humor:) Książka oczywiście. Na zachętę dla wylosowanej osoby dorzucę coś. Coś może biżutkowego, może sutaszowego... Zapytam wylosowaną, jakie ma preferencje:) Co Wy na to? Bawicie się razem ze mną?
No to mam teraz tylko jedna zaległość szydełkowo-szyciowo-wymiankową do pokazania, ale to za "chwilkę".
Dzięki Wam za wszystko!

czwartek, 19 stycznia 2012

Nie nadążam

Z dodawaniem nowych postów. Naprawdę mam zaległości:) W pracy ledwie łapię oddech, po pracy (a to już wieczór niestety) koniecznie muszę robótkowo odreagować, w międzyczasie zaglądam do Was i o ogarniam obowiązki domowe (i po raz kolejny pochwalę tych, co mi pomagają:)), więc czasu brak na posty. Na komentarze, które czytam z szaloną radością, nie odpowiadam też ze względów czasowych. Ale tak mnie cieszą i tak motywują!

Ale do rzeczy. Najpierw pochwalę się tym, co dostałam. A dostałam same fantastyczne rzeczy! Lucyna zaskoczyła mnie kompletnie! Jakiś czas temu stanęłam w kolejeczce po książkę i poszczęściło mi się. Tylko ze Lucyna do książki dorzuciła całe mnóstwo rzeczy, z których wszystkie zostaną absolutnie wykorzystane. Słoiczek decu z niesamowicie pachnącą herbatką już zdobi moją kuchnię, przydasie też zaczynam wykorzystywać, dzieci pochłonęły słodycze, zaś książka... Dosłownie ją wciągnęłam, mimo, że oczy odmawiały posłuszeństwa, bo trochę się rozchorowałam. Ale jest już ok. No, prawie ok. Książka ma swoją historię, bo to jest jedna z tych wędrowniczek i możecie spodziewać się (może jutro?) posta z książkową rozdawajką. Warto, bo jest naprawdę ciekawa.



Na koniec nowości, czyli bransoletka z suwaka (właściwie takiej suwakowej smyczy), bo bardzo mnie intrygują suwakowe wytwory i myślę, że to nie jest ostatnia próba, choć nienajłatwiejsza. Oj, wolę przyszywać drobne koraliki niż suwak do filcu, żyłka się plącze, w filcu dziury...
Ale efekt jest dobry. Światło kiepskie i nie widać, jaka jest elegancka.





Naszyjnik chyba ma już właścicielkę. W centrum guzik oczywiście. Duży, karmelowo-perłowy. Od tej właścicielki dostałam całe mnóstwo niespotykanych guzików.




W kolejnych postach następne prezenty, jak się uda, to coś nowego. Jutro ważny dzień dla mojego starszego dziecka. Tortu nie będzie z pewnych względów, ale każde z małych ma obiecane swoje ulubione ciasto, więc będą nawet dwa:) 
Dziękuję Wam serdecznie za komentarze i odwiedziny. Witam nową Obserwatorkę, rozgość się:)
Miłej nocki:)

niedziela, 15 stycznia 2012

Zaległości

Mam straszne. W pisaniu postów, bo materiał na posty jest. Ale może uda mi się jakoś nadrobić. Moje wytwory z minionego tygodnia pokażę dziś, a w następnych postach pokażę co dostałam, co zamierzam wysłać, będzie post książkowy, bo nawet książkę udało mi się przeczytać. I to nie bylejaką, bo wędrującą:) Dziś nie dam rady wszystkiego wrzucić, bo koszmarnie się czuję. Głowa pęka, zaniemówiłam i ten okropny katar... Zaraziłam się od męża, ale jemu zwykle szybko przechodzi, mnie zaś ze dwa tygodnie będzie męczyć. Na pocieszenie dostałam mnóstwo fajnych rzeczy, ale o tym nie dziś.
Dzięki Wam za odwiedziny i za wszystkie przesympatyczne słowa. Witam również nową Obserwatorkę.
Zawieszki - poleciały do znajomych i byłam z nich bardzo zadowolona.



Broszka motylek też sobie poleciała:)




Komin też  i mam zamówionko na dwa kolejne.


Od wczoraj walczę z moją maszyną do szycia, która mnie wkurza strasznie. Nie jest stara, ale odmawia współpracy i niektóre rzeczy muszę szyć ręcznie. Gdybym miała alternatywę, wywaliłabym ją przez okno. Mówię serio.  Życzę Wam miłego tygodnia, a sobie trochę zdrówka:)

niedziela, 8 stycznia 2012

Różnie - jak to u mnie

Gdybym miała trochę więcej czasu na pisanie i robienie fotek, byłoby super. Tworzyć coś tam tworzę, w miarę możliwości. Ale za długo się schodzi z przerzucaniem fotek z telefonu, potem znów ładowanie ich na blogu, muszę wrzucać po dwie, trzy, bo inaczej jakoś nie chcą. Dlatego i posty są rzadko. Jedyny plus - piszę szybko:) Nic to, jak dziś wytrzymacie, jesteście super. I tak jesteście:) Nie wiem od czego najpierw, może od tego najładniejszego? 
Najładniejszy moim zdaniem jest komplecik sutaszowy. Napatrzeć się nie mogę, bo mi się naprawdę podoba. Wczoraj skończyłam. Dla szwagierki. Pięknie błyszczy. "Kamienie" akrylowe, R. zakupiła w pasmanterii i wymyśliła, że może być kolorowo i jest, ale bez przesady.






















Komin na zamówienie, częściowo jeszcze z kudłatej wełenki od Modrak, a częściowo z "pluszaczka" kupionego w sh. Trochę na drutach, trochę szydełkiem i jest.


Tak się ostatnio składało, że nie bardzo mogłam sobie "porobótkować", musiałam np. wymyślać stroje na bal choinkowy. Była policjantka i pirat, więc było ciut szycia, ciut przeróbek, ale fotki kiepskie, więc nie warto nawet pokazywać. Grunt, że stroje udane i małe buzie uśmiechnięte.
Na koniec nietypowo, bo chciałam Was zaprosić do udziału w Wyzwaniu, które ogłosiła Dudqa. To taka wspaniała zabawa, a jakoś mało chętnych. Macie jeszcze trochę czasu, więc proszę uruchomić kreatywność. Do wygrania fantastyczna komódka!

Dla przykładu chciałabym zgłosić coś przerobionego, ale nie będzie to żaden ciuch ani robótkowy recykling. To będzie 
      STARY PIERNIK W NOWYM WYDANIU:)
Nie wiem, czy pamiętacie piernik w kształcie choinki, który piekłam na święta? Tak się złożyło, że piernik cieszył się małą popularnością i czekał, czekał, trochę się zjadło, ale to jest raczej suche ciasto, więc została jego ponad połowa.  Poza tym zostało mi jeszcze trochę zapasów w lodówce, które trzeba było wykorzystać, by uchronić przed wyrzuceniem.
Piernik został najpierw dokładnie pokruszony (zdarzało mi się wykorzystywać resztki innych ciast - kruche, biszkopt, a nawet makowiec) do miski. Nie szkodzi, że z polewą, czy innymi ozdobami.
Potem zagniotłam ciasto z rozpoczętej margaryny - została z zapasów, 4 jaj, ok. 1/2 kg mąki, odrobiny mleka, łyżeczki proszku do pieczenia, ok. 3/4 szkl. cukru wraz z cukrem waniliowym. Tak naprawdę wszystkiego dałam na oko i nie liczyłam czego ile jest, oprócz jajek oczywiście. Z tego ciasta rozwałkowałam dwa placki ok. 1 cm grubości. Jeden ładny, którym wyłożyłam dużą, prostokątną blachę, a drugi byle jaki, na drugą mniejszą blachę. Dlaczego byle jaki? Bo po upieczeniu (z 15-20 min w 180-200 stopniach) poszedł do pokruszenia do michy z piernikiem.
Mogłam zrobić tylko jeden placek, ale u mnie lubią takie wynalazki, więc musiała być duża blacha. Jak wymieszałam te okruszki, dodałam do nich szklankę ciepłego mleka, resztę pozostałych sprzed świąt rodzynek, ze 3 łyżki ciemnego kakao, jakiś aromat (arak chyba) i zagniotłam to wszystko razem, aż się ładnie połączyło. Na ładny kruchy placek położyłam resztki marmolady (kiedyś tam piekłam rogaliki, więc marmolady ciut zostało). Zabrakło - otworzyłam mały dżem malinowy. Posmarowałam cały placek i na tym położyłam masę piernikową. Na tym etapie można to polać polewą czekoladową i będzie bajaderka, ale miałam jeszcze śmietankę, której nieubłaganie kończył się termin przydatności. Śmietana została zmiksowana z cukrem i fixem (akurat miałam w domu) i wyłożona na ciasto. Okazało się, że w domu jest jeszcze gotowa polewa o smaku krówki. 

Wiecie, jak to smakowało? Niesamowicie! Warto spróbować w różnych wersjach. 


Nawet krówce smakowało:)
Ciasto powstało dosłownie z resztek i najczęściej po świętach jest u mnie na stole taka bajaderka. Pierwszy raz była z bitą śmietaną. W wersji pierwotnej (kiedyś ten przepis dostałam od koleżanki) piekło się dwa kruche placki i jeden kruszyło, ale jak są w domu jakieś zeschnięte ciasta, to czemu ich nie wykorzystać?
No to się napisałam!
Wytrzymał ktoś?
Miłej niedzieli, pędzę coś robić, bo planów mam mnóstwo i tak pewnie połowy nie zrobię.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Nowe

w Nowym Roku. Ale najpierw... Dla Was serdeczne życzenia: wszystkiego, czego sobie życzycie, bo choć niektóre życzenia są uniwersalne, zdrówka na przykład:), to każda z Was ma coś, o czym marzy, by się spełniło. I niech się spełni choć jedno z Waszych noworocznych życzeń i marzeń, a będzie to już krok do przodu.  Dziękuję za serdeczności i życzenia. 
Pewnie zauważyłyście, że trochę pozmieniałam wygląd bloga. Właściwie to Iza mnie trochę zmobilizowała ciągłymi pytaniami, kiedy w końcu zmienię tło. Nie wiem, czy lepiej, na pewno inaczej. Troszkę mało tych moich robótek ostatnio, bo bywało, że po prostu mi się nic nie chciało albo się sprzątało (nie wiecie przypadkiem, skąd się wzięło u mnie tyle rzeczy do prania?) Coś tam zaczęłam (znów większy projekt szydełkowy), dużo nowego wymyśliłam i czeka na wcielenie w życie.
Jakiś czas temu Wyderka (ta od dużych kolczyków:)) przyniosła zepsutą bransoletkę do przerobienia na "coś". No i od wczoraj wzięłam się za cosia. Duży jest, ale chyba niegłupi. Trochę było dłubaniny szydełeczkiem (tak drobne, że prawie go nie widać:)), ale uważam, że warto było. Zatęskniłam za sutaszem, więc mały elemencik sutaszowy też jest. Wykorzystałam koraliki i duży element z bransoletki, troszkę dorzuciłam od siebie. Czy się spodoba? Zobaczymy Nie zrobiłam niestety fotki "przed", ale od czego mam Pomocnika? Zrobiłam jej szkic, a ona już męczyła te koraliczki:)   Wyszło nawet podobnie.



To moja nowa, pomocna dłoń:) Pomysł Izy, wypatrzyła w Pepco.























Wyzwaniem była dla mnie zawieszka dla L. Tu już jestem mniej zadowolona, ale litera wyszła. Wolę bardziej tradycyjne formy. Mam trochę planów, ale powoli...


W międzyczasie zapisałam się na dwie super zapowiadające się wymianki - banerki w pasku bocznym. Zajrzyjcie koniecznie!



Dzięki za odwiedziny i komentarze!