Byliście tu:)

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Dostałam

paczuszkę w czwartek. A w niej przybył do nas Łatek. Łatek to bardzo wesoły piesek, stworzony przez Jutę - Mistrzynię sznurka i szydełka. Łatek drogą szczęśliwego losu w Jutkowej loterii przywędrował do mnie z przeznaczeniem dla Adasia. Mój synuś ucieszył się bardzo, a i ja też, bo Łatek jest naprawdę piękny! I został na drogę wyposażony w miseczkę z kośćmi. Ciągle jestem pod wrażeniem tego, co Juta robi ze sznurka. I dowiedziałam się, że mieszka niedaleko mnie, co jest bardzo miłe, bo te blogujące Dziewczyny, które "znam" (no w sumie to znam, bo wiernie czytam Wasze blogi:)), z reguły mieszkają daleko:( A wracając do paczuszki, to miałam przeczucie, że znajdzie się w niej coś jeszcze. Nie pomyliłam się. Taka świetna zawieszka do ładowania telefonu, a w środku słodka myszeczka (żeby Łatkowi nie było smutno) i karteczka "Dla Izy" (żeby Izie nie było smutno). I były zachwyty. Iza koniecznie musiała sama zrobić fotki, więc wybacz Jutko, że tak kiepsko widać. A Wy, jak chcecie zobaczyć Łatka w ślicznej scenerii, to pooglądajcie i poczytajcie, w Kąciku sznurka i szydełka same cudeńka. Nie daję linku do posta z pieskiem, bo MUSICIE pooglądać wszystko, a wciąga, jak nie wiem co. Tam jest cały zwierzyniec, do tego świetne historyjki.  DZIĘKUJEMY CI JUTO!!! Piękne prezenty. W końcu znalazłam chwilę, żeby się pochwalić. 
U mnie niewiele robótkowo, bo było dużo sprzątania, w międzyczasie kilka rąk z pazurkami do zrobienia, tylko jakoś fot zabrakło. Jedna jest. Renatki. Moje były, ale się zmyły, bo dziś auto sprzątałam. A tego lakier nie wytrzymał. Trzeba pomalować, bo jutro do pracy... Skończę też zaraz bransoletkę z zielonych koralików, więc pewnie jakiś post będzie.




Dziękuję bardzo, bardzo serdecznie za wszystkie życzenia urodzinowe. A Darii dziękuję za niespodziankę. Buziaki.

czwartek, 11 sierpnia 2011

Skończyłam

naszyjnik. Słodki jak cukierek. Jestem z niego zadowolona. Zamówiony i przeznaczony na ważną uroczystość. Mam nadzieję, że się spodoba. Lubię takie kolory: zgaszony róż, biały, ecru, delikatny beż... Do tego masa perłowa, sztuczne perełki, podłużne (szklane chyba) koraliki w odcieniach fioletu i maleńkie różowe toho.
A co Wy na to? Foty jak zawsze takie sobie, ale cóż.







Nauka nowości trwa. U Gugi zobaczyłam fajne bransoletki. Okazało się, że do tego używa się szydełka. Pooglądałam sobie podesłany link i parę innych (bo to baardzo wciąga) i wzięłam się za próbę. W przerwach od naszyjnika zaczęłam dłubać. Moje kochane dziecko nawlekało pracowicie toho na zielone nitki, a ja mogłam "szaleć". Wychodzi takie coś, może słabo widoczne, ale i tak fajne:)

środa, 10 sierpnia 2011

DZIĘKUJĘ

Dziękuję Janeczce za prezent. Prezenty. Perfekcyjnie wykonane, po prostu cudne. Odkąd pamiętam, zachwycałam się frywolitkami Janeczki, bo jest czym. Widziałam je też na własne oczy, ale dostać, to dopiero przyjemność!!! I to takie wymarzone, z różyczkami z koralu, w tym cudnym koralowym kolorze! I w dodatku jak dotykam tych cudeniek, unosi się piękny, delikatny zapach... Janeczko, czarujesz! Będę nosić z zachwytem i wielką radością, bo towarzyszysz mi od początku istnienia mojego bloga i już spotkało mnie z Twojej strony wiele życzliwości.  Moje dziecko równie zachwycone, bo marzyła jej się taka szkatułeczka, a mała sroczka lubi biżutki i kolekcjonuje szkatułeczki i puzdereczka (jakbym siebie z dzieciństwa widziała, hi, hi).  Mina Izy bezcenna. Jak przyszłam z pracy, akurat miała poobiednią drzemkę (pogoda paskudna, w sam raz do spania), więc postawiłam szkatułkę obok małej i czekałam, aż się obudzi. Uśmiechnięta mordka od ucha do ucha!!! Osobiście robiła wszystkie fotki. 
Prezent dostałam z okazji nadchodzących urodzin i wiem, że będą to jedne z najmilszych:) Karteczka, jak się domyślam, również własnoręcznie zrobiona, z przemiłymi życzeniami. Jestem wzruszona i szczęśliwa. DZIĘKUJĘ BARDZO!
A oto, co pisze Iza:
Kochana Pani Janeczko! Bardzo dziękuję Pani za tą wspaniałą niespodziankę. Ta szkatułka jest prześliczna!! Bardzo podobają mi się w niej kwiaty i koraliki.Serdecznie pozdrawiam.Iza.








wtorek, 9 sierpnia 2011

Żółty

jak słoneczko :)  Komplecik szydełkowo-sutaszowy, bransoletka zrobiona szydełkiem tunezyjskim.






 I tadam! Wczoraj się uczyłam frywolitek. Powstało takie coś, co nie bardzo jest frywolitką, koślawe jak nie wiem co, ale jest to dowód, że zaczynam kumać, o co tam chodzi.
Naukę będę może kontynuować. Może, bo to jednak chyba wymaga więcej cierpliwości niż sutasz. Poza tym wczoraj używałam po prostu dużej, tępej igły, bo tej do frywolitek oczywiście nie mam. A te są jak dla mnie dość drogie. Na razie więc frywolitki muszą poczekać, bo zaczęłam też zmagać się z pięknym sutaszem w pastelach. Już wiem, że mi się podoba. Poza tym to zamówienie tak na już, więc muszę przyspieszyć. I jeszcze mam zamówione małe przeróbki krawieckie na chrzest. Osobiście wolę sutasz niż te przeróbki, ale co tam. Tej osobie akurat zrobię to z przyjemnością.
Wiecie co wczoraj sobie uświadomiłam? Że dzięki posiadaniu bloga, od marca nauczyłam się bardzo wielu rzeczy. Szydełkowałam odkąd pamiętam, szyłam tez od dziecka, ale dopiero teraz nauczyłam się wykonywania karczochowych cudeniek, dowiedziałam się co to jest szydełko tunezyjskie i nawet zdarzało mi się go użyć, zaczęłam szyć sutasz, no a teraz frywolitki (przynajmniej coś w podobie)... No i trochę karteczki. Dużo tego i jestem zadowolona z tych umiejętności, które Wy zawsze oceniacie tak miło. Dziękuję Wam bardzo i pozdrawiam wszystkie zaglądające tu Osoby:)

niedziela, 7 sierpnia 2011

Klasycznie i wyzwaniowo

Od bardzo długiego czasu marzyły mi się te kamienie. Mam noc Kairu. Nie oddam nikomu. Zgłaszam na wyzwanie w Art-Piaskownicy. Podoba mi się bardzo. Jutro wrzucę żółty komplecik. Dobrej nocki. Sorki za kiepskie fotki.
P.S. Dziś walczyłam z Izy xxx:) i skończyłam, bo ona się pomyliła i odechciało się dziewczynie.



Edit: Wieczorem już nie mogłam, teraz więc wrzucam wyzwaniowy banerek.
Zrobiłam też chyba ciut lepsze fotki moim "klejnotom":) I wyjaśniam, że mała zniechęciła się tylko do tych truskawek. Jak się pomyliła, to podpowiedziałam, żeby nie pruła, tylko dorobiła więcej listków. Dorobiła, ale zamotała się totalnie i doszła do wniosku, że jej nie wyszło. Wyprowadziłam ją z błędu, odpowiednio dorabiając kontury. Tak więc haft wykonała ona, ja tylko wszystkie stębnówki i w efekcie wyszło fajniej niż na schemacie. Nie bardzo wyszły  mi tylko te piekielne 'kropki" na truskawkach, ale się nauczę. Mała iksuje dalej. Powstaje śliczna różyczka - to już na jedną z nagród w moim wyzwaniu, o którym przypominam.


sobota, 6 sierpnia 2011

Porcja nowości

Zabieram się za tego posta od rana, ale ciągle mam inne zajęcia. Teraz może w końcu się uda, choć chciałam trochę poszyć na dworze, bo ciepło i pięknie. W domu gorąco niemiłosiernie, bo zachciało mi się smażyć krokiety z mięskiem i grzybami. Pycha, bo grzyby takie prosto z lasu, do tego dużo zieleninki... I dużo zmywania, a to już tak nie cieszy.
Ale do rzeczy. W ramach zadań robótkowych rzeczy z poprzedniego posta wykończyłam skórką i poleciały w świat, może przy dobrych wiatrach już nie wrócą. Dorobiłam trochę nowego. Kolczyki, z których jestem bardzo zadowolona i poszły jako prezent dla bardzo miłej osoby.
Drugie kolczyki, może już nie tak efektowne.


Dalej, zgodnie z życzeniem mamy mojego męża dorobiona "reszta" do zawieszki z krzemienia pasiastego. Właścicielka zadowolona, już nosi z dumą:)

Szkoda, że to wszystko na zdjęciach traci swój urok. W związku z tym, że pozbyłam się wszystkiego, muszę koniecznie coś zrobić i nawet powstała bransoleta, ale jeszcze wymaga małej przeróbki przy zapięciu. W następnym poście na pewno będzie żółto. Może nawet w kilku następnych, bo otrzymałam wyjątkowy prezent od wyjątkowej osoby. Koraliczki i mnóstwo żółciutkiego sutaszu. Będzie tego... z 50 metrów! I to dobry materiał, jak to mówią "przedwojenny". Zupełnie inny niż te, który kupuję w pasmanteriach czy w sieci. Taki porządny, sztywny i mocny, a jednocześnie błyszczący. Na pewno jedwabny. Palce porządnie pokłute, ale co tam. 
 





Już tradycyjnie pazury, tym razem "drapieżna mięta":) lakier-krakiel jest świetny, choć to ta najtańsza wersja, bo i z racji częstego moczenia łap w wodzie nie warto kupować droższych. 

















I jeszcze psiaki. większy to Czako, a maluch to Miki. Iza zakochana w Mikusiu i vice versa. Foty autorstwa szczęśliwej "pańci". 
Niesamowita dziewczyna. Na targu najchętniej ogląda kury, prosięta, króliki i inne zwierzęta hodowlane. Ulubione zajęcia: łapanie z babcią małych kaczek (to nic, że bluzkę zapaskudzą), zbieranie jajek, głaskanie cielaka, oglądanie jak babcia skubie kaczkę czy kurę... Jakoś we mnie nie poszła, ale to dobrze.
No to sobie poszłam. Burza. Ale i tak poszyję.

czwartek, 4 sierpnia 2011

Jestem:)

Uwielbiam te coroczne wypady. Szkoda, że tak krótkie, ale cóż zrobić? Nie da się inaczej. Akumulatorki ciut podładowane, pogoda nienajgorsza, udało się nawet pojechać nad jezioro. Pięknie... choć boję się wody. Weszłam po kolana:) ale dałam się namówić na rowerek (to takie moje marzenie z dawnych czasów, ale w zeszłym roku za bardzo się bałam) i było świetnie. Tylko trochę byłam przerażona. Mogłam też siedzieć na brzegu, zażywać ciut słonka i szyć, szyć, szyć... A trochę tego powstało.
Jeszcze przed wyjazdem powstały takie kolczyki z frędzelkami:
 I bransoletkę z masą perłową również zaczęłam w domu, dokończyłam na wyjeździe. Podoba mi się i nie wiem, czy będę ją czymś podklejać. Zawsze staram się, aby z tyłu nie wyglądało to źle.

 Dostałam trochę kamieni z odzysku, więc zaszalałam i powstał komplet. Kolczyki skromne z racji tego, że jest bransoletka i naszyjnik, dość spory, więc nie może być "za bogato". Srebrny sutasz niezbyt fajnie się szyje. Ta srebrna, sztuczna nitka brzydko się układa i widać szwy. Ale to nie zmienia faktu, ze komplet całkiem, całkiem... (moim zdaniem oczywiście).


 A tu już zawieszka z masy perłowej w bardzo ładnym odcieniu, czego niestety na zdjęciu nie widać.
Z wakacji to tyle wytworów, były jeszcze jedne kolczyki, takie trochę nie z mojej "branży" - po prostu na dużych złotych biglach zawieszone spore, "kryształowe" łezki. Do tego taka sama zawieszka. Nawet nieźle to wyszło, choć niczym nie wykończone. Do sutaszu jednak się nie nadawało, bo te łezki zamówiłam za duże. Foty brak, bo takie proste i na szybko, przed podróżą.
Jedna ważna rzecz: w końcu, po wielu poszukiwaniach, udało mi się kupić książkę, o której pisze Barbaratoja tutaj. Naprawdę bardzo mi zależało na tej książce i nawet nie wiecie, ile Biedronek zwiedziłam w jej poszukiwaniu. I tak oto przejechałam pół Polski, ale dostałam. Mama szczęśliwa, dziecko jeszcze bardziej. Basiu, dzięki, że w ogóle powiedziałaś i pokazałaś książkę. A już prawie straciłam nadzieję.
Stęskniłam się za Wami, bo przez kilka dni nie mogłam Was odwiedzać. Dziś postaram się nadrobić straty w oglądaniu i komentowaniu. I oczywiście zamierzam trochę potworzyć. Posprzątałam wczoraj późno w nocy po powrocie (jak ja nie cierpię się rozpakowywać!), aby dziś mieć czas dla siebie. Zobaczymy jak to będzie. Pazury bez szaleństw, bo kupiłam lakier pękający i wzorki robią się same. Ciekawy wynalazek. Pazury jakby zdekupażowane:)
Ktoś wytrwał do tego miejsca?
Dziewczyny, przypominam i zachęcam do udziału w WYZWANIU. Mam nadzieję, że pomysł wypali, bo mam obawy.