Byliście tu:)

czwartek, 12 stycznia 2017

Pojawiam się i znikam

Może dlatego, że jakoś straciłam motywację do prowadzenia bloga. Zaglądam do Was systematycznie, a tu zwyczajnie powoli mi się odechciewa. Mam wrażenie że mało kto tu już zagląda. Nic to, dokumentując swoje robótkowe poczynania, wrzucę to, co udało się zrobić. Działo się wiele i różnorodnie. 
Na początku proszę o wybaczenie Dziewczyny, które okazały wiele serca i pamiętają o mnie. Wasze miłe gesty niezmiennie mnie wzruszają i cieszą ogromnie. Ja po raz kolejny nie zdążyłam nawet wysłać kartek świątecznych. Dobija mnie zawsze czas przedświąteczny, bo jest przepełniony robotą i nieustannymi spotkaniami, pomaganiem dzieciom, które w szkole są raczej aktywne... Mało snu i ciągła gonitwa powodują, że święta zawsze po prostu przesypiam. Odpoczywam, cieszę się przebywaniem w domu z najbliższymi. 
Nie zrobiłam zdjęć otrzymanym karteczkom niestety, ale ustawiłam je sobie jako dekorację świąteczną. Dziękuję z całego serca Janeczce, która ZAWSZE pamięta. Dziękuję kochana za wspaniały prezent imieninowy i możliwość spróbowania jedynej na świecie naleweczki różanej. Absolutnie zachwycająca! I kawusia też mmm... Dziękuję też za życzenia świąteczne. Nie wiem jak to robisz - jesteś dla mnie od wielu lat wzorem zorganizowania, choć wiem, jak wielu osobom przygotowujesz i wysyłasz śliczne kartki. 
I Eli - kochana, nawet nie wiesz ile czasu przygotowuję coś dla Ciebie - za każdym razem gdy patrzę na tę cudną akwarelkę z makami, przypominają mi się nasze krótkie spotkania i mam nadzieję na kolejne w tym roku. Akwarelki nie pokazywałam jeszcze, bo niedawno udało mi się ją umieścić 
w antyramie i wygospodarować dla niej miejsce.



Dziękuję też Modrak - wiesz, że jesteś mi bliska :)
I wreszcie Lucyna - kompletnie mnie zaskoczyłaś i wzruszyłaś. Jesteś w mojej pamięci i cieszę się, że wróciłaś na bloga. Tym bardziej, po różnych naszych życiowych zawirowaniach, musimy doprowadzić naszą wymiankę do końca :)


Patrzę właśnie na zdjęcia i widzę, że mam do pokazania jeszcze rzeczy z października (!). Ładne zaległości... Ale wrzucę wszystko naraz, bo nie wiadomo kiedy znów się zmobilizuję do odkurzenia swojego bloga.

Październik:
1. kolejny makramowy pasek do zegarka





2. Bransoletka ze wspaniałym kaboszonem od Kasi :) - prezent z okazji Dnia Nauczyciela




3. Zamówione kwiaty z krepiny. Zauważyłam, że "sama z siebie" rzadko robię takie rzeczy jak bibułkowe kwiaty, filcowanie czy koszyki z wikliny papierowej. Powracam do tych technik tylko wtedy, gdy jest taka potrzeba (warsztaty lub konkretne zamówienie).


4. Zajęcia ogniska plastycznego, które czasem zdarza mi się prowadzić. Z dziećmi robiłam lampiony ze słoików i bransoletki kumihimo, a z dorosłymi filcowane na sucho kwiaty. A to wszystko jednego dnia. Miałam 3 grupy :)

 





 


5. Mała zawieszka do pokazywanego wcześniej kompleciku.


6. Kolczyki bez przeznaczenia - chciałam po prostu przetestować wzór, który wymyśliłam.


7. Kolejna niebieska bransoletka makramowa - akurat było spore zainteresowanie niebieskimi :)




Potem było malowanie mebli (które nadal się ciągnie i końca nie widać) i nastał listopad:

1. Kolczyki, które najpierw wyglądały tak:




a potem (czyli już w styczniu 2017) zostały przedłużone na życzenie pani, która je zamówiła :)































2. Mini kolczyki dla mnie - chciałam wypróbować nowe nitki. Cienizna, oj cienizna...


 



3. Chciałam coś dla siebie i zrobiłam kolczyki - trochę inna odsłona wzoru Coriny Meyfeldt (w środek powszywane koraliki, żeby było bardziej 3D). Okazały się dla mnie za duże - podarowałam koleżance, a sobie zrobiłam inne, mniejsze i malusią zawieszkę.







4. Potem było czuwanie nad masową produkcją kartek w scholi, którą mam przyjemność współprowadzić.


5. I też masowa produkcja pierniczków - schola zbiera kasę na warsztaty muzyczne. Nie piekłam, tu zaangażowało się wiele dzieci i ich mam. Składałam "do kupy" koronę, która była prezentem dla księdza :)





6. Spełniłam swoje marzenie, które za mną chodziło od bardzo dawna. Zrobiłam sobie szydełkowy zegar z ananaskami, wykorzystując fragment wzoru na obrus. Zegar nie doczekał się do tej pory przyzwoitych fotek. Ale cieszy moje oczy i na razie mało go widać na ścianie, bo kłania nam się malowanie - wtedy na innym kolorze zegar będzie gwiazdą.




7. Miałam też intensywną przygodę z wytwarzaniem serów podpuszczkowych (długa to historia dlaczego w ogóle zaczęłam się w to bawić). Zrobiłam ich kilkanaście. To była moja pierwsza przygoda i pewnie nie ostatnia, ale na razie muszę od nich odpocząć. Powstały ciekawe smaki: z orzechami, wędzone, z miętą i żurawiną, z czarnuszką, z ziołami...







8. Szybkie kolczyki, bo nitka nowa wołała...



Koniec listopada i początek grudnia to krótki pobyt Izy w szpitalu, więc mało się tworzyło - nawet w pociągu wolałam się zdrzemnąć niż klikać czółenkiem. 

1. Bransoletka i kolczyki podarowane koleżance Izy ze szpitala. Wspaniała dziewczyna, którą obdarowałam też nićmi, czółenkiem i szydełkiem - nauczyłam ją podstaw frywolitki i mocno trzymam kciuki, żeby działała dalej mimo ciężkich chorób, z którymi się boryka. Komplecik właściwie zrobiłam wiele miesięcy wcześniej - w grudniu po prostu zyskał wykończenie :) Często robię jakieś małe elementy frywolitkowe do wykorzystania później.




2. Głowa pełna pomysłów znów zmusiła mnie do wykonania frywolitkowego elementu bogatego w koraliki. Powstała więc bransoletka.




3. Potem moc atrakcji, że ledwo chodziłam ze zmęczenia. Dwa weekendy prowadzenia warsztatów. Raz wiklina papierowa, dwa - ozdoby świąteczne. Relacje znajdują się tutaj: http://wiskitki.pl/wiklinowe-potyczki-w-gminnej-bibliotece/
i tutaj: http://wiskitki.pl/warsztaty-na-szostke/
Jest dużo zdjęć i oczywiście miłe słowa, które dają motywację do działania.
Muszę tu przyznać, że bez pomocy mojego syna byłoby naprawdę ciężko. W krótkim czasie wyspecjalizował się i nakręcił 1000 rurek papierowych, które wykorzystałam na warsztatach. Naprawdę dzielny dzieciak. 
Tu moje bombeczki jako przykład tego, co możemy zrobić na warsztatach. Powstały w ekspresowym tempie.




A tu praca Adasia na szkolny konkurs. Sam wykonał również stojak. Ogrom pracy i moc satysfakcji. Nagroda był oczywiście. 




4. Cudowna wygrana w konkursie facebookowym sklepu Royal-Stone.



5. A jak wygrana, to i trzeba było wykorzystać choć jeden piękny guzik i zrobić błyskotki. Grudzień obfitował w spotkania wigilijne, więc błyskotki towarzyszyły mi do różnych strojów. Na Sylwestra wykonałam jeszcze kolczyki. Tak zupełnie nowy jest tylko naszyjnik. Baza bransoletki powstała chyba w maju i czekała na wykończenie. Bazy kolczyków jakoś w listopadzie, bo chciałam wypróbować nici Diamant. Teraz wszyłam koraliki i dodałam bigle.








6. Pracochłonna, ale elegancka bransoleta z Madeiry. Zamówienie przedświąteczne.





7. Tym razem mieliśmy białą choinkę, która bardzo mi się podoba i rozświetla północny pokój. Komoda jeszcze wymaga szpachlowania, malowania i woskowania. Na szybko pokryłam ją farbą, żeby nie straszyła.




I wreszcie styczeń:

1. Odrobinę postępów w serwetce Renulka Wiosna 2016. Może kiedyś ją skończę. Do tej pory było mnóstwo pomyłek, w tym jedna związana z wycinaniem sporego kawałka i sztukowaniem.



2. Szukając koralików natknęłam się na śliczne hortensje - prezent od Kasi oraz frywolitkowy element. Pokombinowałam, coś dodałam z innej niteczki i mam coś fajnego. Nawet po lewej stronie nieźle wygląda :)




Dużo tego, bo i dużo czasu mnie nie było. Nie piszę już o mocnych postanowieniach częstszego zaglądania, bo nie wiem jak to będzie. Nie zamierzam znikać na bardzo długo. W każdym razie dziękuję bardzo każdej osobie, która tu zagląda, a jeszcze bardziej tym, którzy zostawiają ślad swojej obecności w postaci komentarzy. 

środa, 2 listopada 2016

Efekty testowania z Szufladą i Pasartem :)

Szczerze mówiąc już nie mogłam się doczekać, kiedy będę mogła opublikować prace wykonane z zestawu otrzymanego ze sklepu Pasart w ramach akcji Testuj z Szufladą #5. To jeszcze wrześniowe prace, a  nie mogłam pokazać ich przed podsumowaniem w Szufladzie :) Jak wiecie, trafił mi się zestaw fioletowy. Skrycie marzyłam o turkusowym lub szarym, ale bardzo szybko przekonałam się do fioletowego z odrobinką różu. Właściwie ten zestaw okazał się bardzo uniwersalny, bo otrzymane produkty pasują do wielu projektów biżuteryjnych. Chciałam, żeby nie było nudno i chyba tak wyszło.
Najpierw wykorzystałam różowy chwost (jak ja lubię ten kolorek!). Pierwszy raz miałam w ręku ten produkt i muszę przyznać, że faajny jest :) Powstał całkiem spory naszyjnik frywolitkowy.


 (Chwost, koraliki, przekładki z cyrkoniami i zawieszka pochodzą z testowanego zestawu.)
Potem postanowiłam wziąć się za fiolety i zrobić coś dla siebie, bo nie miałam żadnej biżuterii w tym kolorze. Jako, że naszyjnik jest dość bogaty, kolczyki i bransoletka są skromniejsze. Fiolet ze złotem znakomicie do siebie pasują. W naszyjniku wykorzystałam otrzymane kryształki. Są takie cudne, choć maleńkie :) Te większe, różowe, dorzuciłam od siebie.




Również dla siebie wykonałam komplecik szaro-złoty. Takie nieoczywiste połączenie kolorów. Dostałam od znajomej rękodzielniczki spore "perełki" w dowód wdzięczności, dlatego też zostawiłam je dla siebie, a przy okazji chciałam wykorzystać koraliki z Pasartu. Koraliki Toho, kryształki i przekładki z cyrkoniami z otrzymanego zestawu znakomicie się spisały :) Wzór: Corina Meyfeldt.



Do wykonania bransoletki również użyłam Toho z fioletowego zestawu. Zamaskowałam połączenie, bo bransoletka kumihimo (zapleciona przez Izę) jest wkładana bez zapięcia, a na tyle sztywna, że dobrze trzyma formę.



Wreszcie zawieszka z misiem - tu miałam mały problem, bo nie wiedziałam, do czego ją wykorzystam. Z pomocą znów przyszły sznureczki i powstała słodka bransoletka, niekoniecznie dla małej dziewczynki. 



Dodam jeszcze, że z fuksjowym komleciku z poprzedniego posta znalazły się kryształki z zestawu. Dla przypomnienia pokażę jeszcze raz:



Czy jestem zadowolona z testowania? Ogromnie. Pewnie sama bym nie kupiła akurat tych koralików, a teraz uważam, że warto. Te większe na pewno jeszcze wykorzystam nieraz, tylko chciałabym użyć ich do makramy, bo na razie nie miałam czasu, by się w pełni nimi nacieszyć. Zawieszki złote pasują mi do dużych naszyjników. Przekładki jaki widać można wykorzystać nie tylko do bransoletek. Są delikatną i jednocześnie efektowną ozdobą i dodają szyku prostej biżuterii. Koraliki Toho - wiadomo są niezastąpione w wielu projektach, zaś zawieszki z misiem są radosne :) Mam jeszcze dwie i szukam na nie pomysłu. 

Zachęcam Was do odwiedzin na blogu Szuflady i blogach innych dziewczyn, które testowały produkty z Pasartu. Powstały świetne i inspirujące prace. Dziękuję za banerek, który z dumą umieszczam u siebie.



U mnie od czasu poprzedniego posta mało "się tworzyło", raptem kilka rzeczy, które pokażę następnym razem. Teraz cały wolny czas poświęcam malowaniu mebli. Reanimuję różne staruszki, które potem wstawiamy do pokoju dzieci. Za długo się z tym schodzi niestety, ale nie da rady przyspieszyć. Za to każdy efekt cieszy. 

Bardzo dziękuję za każde odwiedziny :)

piątek, 30 września 2016

Fuksjowy komplecik

Przyzwyczaiłam się do hurtowych postów, ale warunki Szufladowego wyzwania są takie, by prace do jednego konkursu wrzucać z osobnych postów. Jako że sporo wyplatam w różnych technikach, tym razem moja ukochana frywolitka :) Komplecik w intensywnym kolorze.









Oczywiście praca wędruje na konkurs:




Dzięki serdeczne za odwiedziny i dobrej nocy!

Zaplątany motyl

Zaplątany, poplątany... Trochę nerw przy nim straciłam, ale musiałam spróbować. Nie jestem z niego do końca zadowolona, ale chciałam wziąć udział w Szufladowym wyzwaniu. A makrama to nic innego jak zaplątane niteczki :) 



Zgłaszam go zatem do udziału w wyzwaniu:








piątek, 23 września 2016

I znowu jesień

A ja jeszcze żyję latem. Chciałabym aby to słońce wróciło. Myśl o chłodach zawsze jest dla mnie przygnębiająca. Dni są takie już krótkie...
I choć wieczory dłuższe, to wcale nie służą robótkom. Troszkę ich oczywiście przybyło, ale nie wszystkie dziś zaprezentuję, ponieważ udało mi się wygrać w Szufladzie możliwość przetestowania pięknych koralików. Efekty współpracy pojawią się niebawem na Szufladowym blogu. Tymczasem to, co powstało wcześniej.
Pasek do zegarka wypleciony na prośbę znajomej. Dla niej była też bransoletka, którą wykonała moja córka na krośnie.







Kolejny komplet Angel's Wings, do którego jeszcze będzie zawieszka. Bardzo lubię ten kolor i te kryształki :)


I jeszcze maleństwa frywolitkowe




oraz makramowe:



Efektem współpracy z Izą są bransoletki kumihimo, tak nam się jakoś przypomniało o tej technice.


Dzisiaj pochwalę się jeszcze paczuszką i pięknym zestawem od Pasartu :)
Cieszę się, że było mi dane spróbować czegoś innego, to daje dużo motywacji do działania.
A paczuszkę zapakowano z taką super dedykacją:





Na koniec jeszcze letnio, pazie królowej są niesamowicie wdzięcznym obiektem do fotografowania. Z aparatem polowała Iza.



Nie mogę też oprzeć się pokusie pokazania słodziaka podczas snu:



Dziękuję serdcznie tym, którzy jeszcze znajdują chwilę, żeby tu zajrzeć, choć blogi chyba stają się coraz mniej popularną formą wirtualnych odwiedzin.