Byliście tu:)

niedziela, 8 stycznia 2012

Różnie - jak to u mnie

Gdybym miała trochę więcej czasu na pisanie i robienie fotek, byłoby super. Tworzyć coś tam tworzę, w miarę możliwości. Ale za długo się schodzi z przerzucaniem fotek z telefonu, potem znów ładowanie ich na blogu, muszę wrzucać po dwie, trzy, bo inaczej jakoś nie chcą. Dlatego i posty są rzadko. Jedyny plus - piszę szybko:) Nic to, jak dziś wytrzymacie, jesteście super. I tak jesteście:) Nie wiem od czego najpierw, może od tego najładniejszego? 
Najładniejszy moim zdaniem jest komplecik sutaszowy. Napatrzeć się nie mogę, bo mi się naprawdę podoba. Wczoraj skończyłam. Dla szwagierki. Pięknie błyszczy. "Kamienie" akrylowe, R. zakupiła w pasmanterii i wymyśliła, że może być kolorowo i jest, ale bez przesady.






















Komin na zamówienie, częściowo jeszcze z kudłatej wełenki od Modrak, a częściowo z "pluszaczka" kupionego w sh. Trochę na drutach, trochę szydełkiem i jest.


Tak się ostatnio składało, że nie bardzo mogłam sobie "porobótkować", musiałam np. wymyślać stroje na bal choinkowy. Była policjantka i pirat, więc było ciut szycia, ciut przeróbek, ale fotki kiepskie, więc nie warto nawet pokazywać. Grunt, że stroje udane i małe buzie uśmiechnięte.
Na koniec nietypowo, bo chciałam Was zaprosić do udziału w Wyzwaniu, które ogłosiła Dudqa. To taka wspaniała zabawa, a jakoś mało chętnych. Macie jeszcze trochę czasu, więc proszę uruchomić kreatywność. Do wygrania fantastyczna komódka!

Dla przykładu chciałabym zgłosić coś przerobionego, ale nie będzie to żaden ciuch ani robótkowy recykling. To będzie 
      STARY PIERNIK W NOWYM WYDANIU:)
Nie wiem, czy pamiętacie piernik w kształcie choinki, który piekłam na święta? Tak się złożyło, że piernik cieszył się małą popularnością i czekał, czekał, trochę się zjadło, ale to jest raczej suche ciasto, więc została jego ponad połowa.  Poza tym zostało mi jeszcze trochę zapasów w lodówce, które trzeba było wykorzystać, by uchronić przed wyrzuceniem.
Piernik został najpierw dokładnie pokruszony (zdarzało mi się wykorzystywać resztki innych ciast - kruche, biszkopt, a nawet makowiec) do miski. Nie szkodzi, że z polewą, czy innymi ozdobami.
Potem zagniotłam ciasto z rozpoczętej margaryny - została z zapasów, 4 jaj, ok. 1/2 kg mąki, odrobiny mleka, łyżeczki proszku do pieczenia, ok. 3/4 szkl. cukru wraz z cukrem waniliowym. Tak naprawdę wszystkiego dałam na oko i nie liczyłam czego ile jest, oprócz jajek oczywiście. Z tego ciasta rozwałkowałam dwa placki ok. 1 cm grubości. Jeden ładny, którym wyłożyłam dużą, prostokątną blachę, a drugi byle jaki, na drugą mniejszą blachę. Dlaczego byle jaki? Bo po upieczeniu (z 15-20 min w 180-200 stopniach) poszedł do pokruszenia do michy z piernikiem.
Mogłam zrobić tylko jeden placek, ale u mnie lubią takie wynalazki, więc musiała być duża blacha. Jak wymieszałam te okruszki, dodałam do nich szklankę ciepłego mleka, resztę pozostałych sprzed świąt rodzynek, ze 3 łyżki ciemnego kakao, jakiś aromat (arak chyba) i zagniotłam to wszystko razem, aż się ładnie połączyło. Na ładny kruchy placek położyłam resztki marmolady (kiedyś tam piekłam rogaliki, więc marmolady ciut zostało). Zabrakło - otworzyłam mały dżem malinowy. Posmarowałam cały placek i na tym położyłam masę piernikową. Na tym etapie można to polać polewą czekoladową i będzie bajaderka, ale miałam jeszcze śmietankę, której nieubłaganie kończył się termin przydatności. Śmietana została zmiksowana z cukrem i fixem (akurat miałam w domu) i wyłożona na ciasto. Okazało się, że w domu jest jeszcze gotowa polewa o smaku krówki. 

Wiecie, jak to smakowało? Niesamowicie! Warto spróbować w różnych wersjach. 


Nawet krówce smakowało:)
Ciasto powstało dosłownie z resztek i najczęściej po świętach jest u mnie na stole taka bajaderka. Pierwszy raz była z bitą śmietaną. W wersji pierwotnej (kiedyś ten przepis dostałam od koleżanki) piekło się dwa kruche placki i jeden kruszyło, ale jak są w domu jakieś zeschnięte ciasta, to czemu ich nie wykorzystać?
No to się napisałam!
Wytrzymał ktoś?
Miłej niedzieli, pędzę coś robić, bo planów mam mnóstwo i tak pewnie połowy nie zrobię.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Nowe

w Nowym Roku. Ale najpierw... Dla Was serdeczne życzenia: wszystkiego, czego sobie życzycie, bo choć niektóre życzenia są uniwersalne, zdrówka na przykład:), to każda z Was ma coś, o czym marzy, by się spełniło. I niech się spełni choć jedno z Waszych noworocznych życzeń i marzeń, a będzie to już krok do przodu.  Dziękuję za serdeczności i życzenia. 
Pewnie zauważyłyście, że trochę pozmieniałam wygląd bloga. Właściwie to Iza mnie trochę zmobilizowała ciągłymi pytaniami, kiedy w końcu zmienię tło. Nie wiem, czy lepiej, na pewno inaczej. Troszkę mało tych moich robótek ostatnio, bo bywało, że po prostu mi się nic nie chciało albo się sprzątało (nie wiecie przypadkiem, skąd się wzięło u mnie tyle rzeczy do prania?) Coś tam zaczęłam (znów większy projekt szydełkowy), dużo nowego wymyśliłam i czeka na wcielenie w życie.
Jakiś czas temu Wyderka (ta od dużych kolczyków:)) przyniosła zepsutą bransoletkę do przerobienia na "coś". No i od wczoraj wzięłam się za cosia. Duży jest, ale chyba niegłupi. Trochę było dłubaniny szydełeczkiem (tak drobne, że prawie go nie widać:)), ale uważam, że warto było. Zatęskniłam za sutaszem, więc mały elemencik sutaszowy też jest. Wykorzystałam koraliki i duży element z bransoletki, troszkę dorzuciłam od siebie. Czy się spodoba? Zobaczymy Nie zrobiłam niestety fotki "przed", ale od czego mam Pomocnika? Zrobiłam jej szkic, a ona już męczyła te koraliczki:)   Wyszło nawet podobnie.



To moja nowa, pomocna dłoń:) Pomysł Izy, wypatrzyła w Pepco.























Wyzwaniem była dla mnie zawieszka dla L. Tu już jestem mniej zadowolona, ale litera wyszła. Wolę bardziej tradycyjne formy. Mam trochę planów, ale powoli...


W międzyczasie zapisałam się na dwie super zapowiadające się wymianki - banerki w pasku bocznym. Zajrzyjcie koniecznie!



Dzięki za odwiedziny i komentarze!

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Świątecznie:)

Przede wszystkim serdecznie Wam dziękuję za wszystkie życzenia, ciepłe słowa, które czytałam z prawdziwą przyjemnością. Niestety nie mogłam na wszystkie odpisać, ale wiecie, Kochane Blogowe Koleżanki, że życzę Wam wszystkiego, co najlepsze: zdrówka, dużo sił i czasu na wcielanie w życie Waszych niesamowitych i twórczych pomysłów i pomyślności:)
U mnie spokojnie, rodzinnie... Jakoś nie mogę odespać ostatnich dni:) Kręgosłup mi w tym nie pomaga. Odpoczywam, trochę się krzątam, zaglądam do Was, ale oczywiście syndrom niespokojnych rąk dał o sobie znać. I to już wczoraj wieczorem:) Mikołaj podarował memu dziecku lalkę-narciarkę, która zyskała nowe odzienie. Eleganckie poncho z kapturem i paskiem. Urocze, prawda? Szkoda, że dla ludzi nie idzie tak szybko robótkowanie:) Z rozpędu powstała jeszcze spódniczka. Dziecko prosiło jeszcze o rajstopy, muszę rozważyć. 




A tu już komin dla szwagierki. Może się spodoba. Model do fotek wyborny:) Pieszczoch psiak we własnej osobie. Na ludziu komin wygląda dużo fajniej, ale ludź sam sobie foty nie walnie. W rzeczywistości komin jest czerwoniutki, z wełny boucle zakupionej w ciucholandzie, a kwiatuch jest z milutkiej jakby pluszowej wełenki zakupionej w tym samym miejscu.



Mogę w końcu pochwalić się, co dostałam:)
Paauliska przysłała mi własnoręcznie zrobioną karteczkę z pięknymi życzeniami oraz dzwoneczek z masy solnej. Strasznie mi go szkoda, bo nie przeżył podróży. Bardzo dziękuję Paulinko!


Choineczkę dostałam od pani Marysi, o której już kilka razy wspomniałam. Pracowita i pomysłowa Kobietka, która nawet parasolki potrafi wydziergać na szydełku! Marzyła mi się choineczka z szyszek, ale nie miałam kiedy iść do lasu.
 
Mikołaj to jednak potrafi zaskoczyć. Mnie zaskoczył kila razy w tym roku. Najbardziej mnie wzrusza, kiedy zupełnie obcy ludzie wyciągają rękę i sprawiają ogromną radość. Zupełnie bezinteresownie. Dzięki temu spełniło się moje jedno marzenie. Ułatwienie w kuchni, na które jednak zawsze było szkoda kasy, były pilniejsze rzeczy do załatwienia... A o czym mówię? O zwykłej maszynce do mielenia mięsa. Wiem, większość ludzi ma takie na stanie, ale ja jakoś nie miałam, nawet takiej ręcznej. A cóż dopiero elektryczna... Przygotowania do Świąt były błyskawiczne:) Dzięki, Kochany Mikołaju! Zyskałam jedno, straciłam drugie - żelazko odmówiło posłuszeństwa. Wcale nie stare! Może wiedziało, że prasowanie nie jest czymś, co lubię? Ale bez niego ani rusz. Co tam, stare przeproszę na jakiś czas:) Do małych katastrof mogę zaliczyć sernik  krówkę wg przepisu Janeczki. Zawsze wychodził. Raz mu się odechciało. Jakież było moje zdziwienie, gdy go przekroiłam, gdy chciałam się podzielić z mamą mojego męża. Z zewnątrz piękny, a w środku... surowy! Jeszcze raz poszedł do piekarnika, ale i to nie pomogło. W środku pozostał surowy. Nie mam pojęcia czemu i nie będę wnikać. I tak większość (ta niesurowa) została zjedzona. Pycha. Kolejna katastrofa to ciasnota w małej lodówce, półmisek wylądował w cieście. Część ciasta przykleiła się do półmiska:) Ciasto wyglądało, jak nadgryzione przez kota:) Ale też jest pycha i nikomu nie przeszkadza, że trochę skubnięte. Takie drobiazgi nie zepsuły atmosfery:) Na koniec smakowity akcent - piernikowa choinka udekorowana przez małą Pomocnicę, bez której przygotowania nie byłyby udane. Nie ma jak fachowa pomoc dwóch par małych rączek. Dzięki temu w jeden dzień i jedną noc (nie licząc Wigilii) udało się i posprzątać, i ugotować. Pozdrawiam świątecznie i ciepło.


piątek, 23 grudnia 2011

Chciałabym...

Więcej czasu. Bo na wszystko go za mało. Na wszystko. Czemu tak musi być? Dziwny to tydzień. I wcale nie chodzi o przedświąteczną bieganinę, bo przygotowania zaczynam jutro, a za 10 minut już dziś:) 
Dziewczyny, dziękuję Wam za wszystko. Za pamięć, za cudne wymiankowe prezenty, za niespodzianki. Za komentarze.
Dochodzi północ, zaraz muszę wstawać, a jeszcze się nie kładłam do łóżka, ale muszę koniecznie pochwalić się tym, co od Was dostałam.
Najpierw Anielska Wymianka u Kgosi. Dostałam wspaniałości od M(aniek). Naparzeć się nie mogę na te aniołeczki! Zawisną na choince:) I kolczyki, i piękne serwetki (mam już mały plan na ich wykorzystanie, bo choć nie dekupażuję, to marzy mi się coś fajnego...), i ftywolitkowa zakładeczka (uwielbiam frywolitki!), i oczywiście coś dla ciała (piękne mydełko i maseczka, która właśnie spoczywa na mojej umęczonej twarzy) i jeszcze coś dla ducha, czyli smakowite herbatki. Aniu, bardzo dziękuję za wspaniałe prezenty! 



Prezent przygotowałam dla Magdy.
Komin w anielskim kolorze z czerwonymi kwiatuchami dla ożywienia całości i biżutka. Sznureczek m aki anielski blask, choć na fotkach nie widać. Do tego na choinkę aniołek i gwiazdka, zielona tak zaplątała się na foce. Dorzuciłam oczywiście przydasie i cosik słodkiego, ale już bez fotek. Wiem, że prezencik doszedł do UK i się podoba, co mnie bardzo, bardzo cieszy.
Gosieńko, wspaniała wymianka i mam nadzieję, że nikt nie zawiódł.



Lucyna zaś zorganizowała Wymiankę z piernikiem i czekoladą. Nie macie pojęcia, jaki prezent dostałam! Bozenas, naprawdę serdecznie dziękuję! Aż mnie zatkało, gdy to wszystko zobaczyłam.
Zawieszka, bombka, pudełeczko z pierniczkami własnej roboty (już po nich wspomnienie...) i ta pyszna czekolada do picia! I oczywiście kartka z życzeniami. 






Ja natomiast wysłałam trochę "czekoladowych" drobiazgów Jadze. Czekoladowy głównie kolor, z odrobinką karmelu.




Lucynko, Tobie dzięki za Wymiankę. To takie miłe robić sobie nawzajem prezenty, wymyślać, co się przygotuje, a potem czekać na paczuszki z niespodziankami:) 
Naprawdę czuję się jak Elf Świętego Mikołaja:)
No rzeczywiście trochę mu pomagałam, ale o tym za chwilkę. Jeszcze podziękuję Kochanej Janeczce.
Zawsze wie, czym sprawić największą radość. No i każdy teraz gapi mi się w dekolt:)  Na tę boską frywolitkę oczywiście:) Dziękuję Ci serdecznie. A karteczce nie zrobiłam fotki, Wierzcie, jest piękna:)

A jako elf bawiłam się przy okazji naszyjników. Powstało ich osiem, zgodnie z zamówieniem. Te, których nie pokazywałam. I całe stadko:) Poszły na prezenty. A poznajecie ten naszyjnik, który zrobiłam z czerwonej muszli od Modrak? Sprułam go, bo mi się nie podobał. Teraz jest lepiej.







Nie wszystkim się zdążyłam pochwalić, ale nadrobię, jak będą fotki. Nie wiem, czy jeszcze coś napiszę do Świąt, gdyby jednak nie, to życzę Wam z całego serca zdrowych, pogodnych i spokojnych Świąt.