Byliście tu:)

wtorek, 7 czerwca 2011

Zdobycze i bransoletki

Zdobycze wiadomo skąd. Niesamowicie podobają mi się te egipskie wzory i wiem co z tego zrobię, tylko nie wiem kiedy.

 Chusta szydełkowa może być wykorzystana przez Izę, jeśli się ochłodzi w białym tygodniu. Potem będzie moja :) Polowanie uważam za udane.

Bransoletka jednak była nie taka. Musi być brązowa. No i jest.
Dokończyłam też pomarańczową, bez konkretnego przeznaczenia, ale nie wiem czy mi się podoba. 
W międzyczasie były jeszcze turkusowe pazury, jak zawsze słabo widać (na zdjęciu są błękitne, a to na pewno jest turkusik), ale ładne były.

Zaniemówiłam. Ale nie z wrażenia. Wszyscy dookoła chorują, w końcu i mnie wzięło. Mówię tylko szeptem. Nos czerwony od wycierania. Upał, a ja chora. Uwielbiam tak się czuć. Bezsilność kompletna, energia niemalże zerowa, a żyć trzeba. Ale może być już tylko lepiej. Niewiele gadam, mało piszę. Oby tylko dzieci nie wzięło.

środa, 1 czerwca 2011

Do poprzedniego posta:

Truskawa z Marchewą były bezkonkurencyjne!!! Marchewa pierwsze, Truskawa drugie miejsce. Dzieci dostały nagrody, mamusie mają satysfakcję z dobrze wykonanej roboty i zadowolonych pociech. Sałatka jak sałatka, dobra jest i bez nagrody :) Dziewczyny dostały jeszcze nagrody za konkurs recytatorski. Dwie są tylko w klasie i się przyjaźnią i dwie mają ciągoty plastyczne z sukcesami.
I nie wiem jak mogłam zapomnieć, normalnie nie wiem! Konik morski był the best! jak wypadł na scenę, jak merdał tym ogonem, to płakałam ze śmiechu. Wszelkie morskie stwory z naszej zerówki dały taki popis, że ho, ho! Ośmiornica, kraby, rybki, syrenka, która nie chciała słuchać muzyki poważnej, tylko tańczyła w rytm disco.... Ale mój Koniczek, taki kochaniutki (czasami;)), miał urok nie z tej ziemi. Już zapomniałam, jak przeklinałam ten strój. Co  jednak nie znaczy, że truskawka kosztowała mniej wysiłku. Jest trwalsza, w końcu nie na darmo poszło kilo mąki, cała "Wyborcza" i stare farby. Wiem, wiem, przynudzam, ale przeżywam, jak to zakręcona mamuśka. Ok, ok, Dzień Dziecka się skończył i czas wracać do rzeczywistości, a nie tylko się przechwalać. Ale jak wiadomo, każda pliszka....      chwali truskawkę i koniczka!

Słodka Truskawa na Dzień Dziecka

Zabawa z truskawą dobiegła końca, właścicielka zadowolona, mama mniej, bo się nasprzątała farby z paneli. Konkurs na przebranie będzie dziś. Koleżanka Truskawy, Marchewa, zrobiona tym samym sposobem też jest piękna, ale nie dysponuję stosowną fotką. Razem wyglądają jak Flip i Flap. Truskawa niższa, okrągła, a Marchewa wyższa co najmniej o głowę chudzinka. Przebrania wybrały idealne.
Foty takie sobie, ale są. Truskawa dzielnie zrobiła też sałatkę na konkurs. Swoją ulubioną, z zupek "chińskich". Zapomniałam tylko pstryknąć foty po udekorowaniu, ale to nic.
Przez Truskawę nie skończyłam bransoletki, zatem praca niekompletna.
Humor mam świetny, bo paczuszka wysłana do Darii dotarła, a Daria poszalała, bo poświęciła jej cały duży post. Czuję się wyróżniona, bo to naprawdę nic takiego. Dzięki blogom trochę się zaprzyjaźniłyśmy, poza tym Daria wygrała moją podawajkę i pracowicie łapała licznik. Te wysłane biżuty od początku były przeznaczone dla D. i czekały na zająca, bo długo się za niego brałam. Teraz czekam na efekty działalności właścicielki Kubusiowa i nie tylko, bo szykuje cos duzego z wykorzystaniem materiału wyszperanego przeze mnie i Truskawę w kopalni (czyt. strychu).
Pazury robione późną nocą, aż mnie w nosie kręciło od zapachu lakierów.

wtorek, 31 maja 2011

Kto rano wstaje....

ten zszywa bransoletkę. Ciekawe, czy właścicielka będzie zadowolona, bo bransoletka miała być taka sama jak ta brązowa. W końcu wyszła czarna (bo zapomniałam jaki ma być ten kolor...) i zupełnie inny wzór, bo chciałam pokazać coś nowego i znudził mi się tamten wzór (po dwóch takich hi, hi...).
Całkiem sympatycznie to wygląda, zdjęcia nie oddają uroku niestety.
Wczoraj dzieciaki zmajstrowały pawia. Pomysłowy, nie ma co. To obok to poduszka, na której lezy korona dla królewskiego ptaka. 
W międzyczasie powstaje wielka truskawa. Schnie od soboty i przyprawia mnie o ból głowy. Iza sprzątała ze mną do 23.00, ale jak poszła spać, zeszło mi się do północy (czerwona farba maże się po panelach...) A że trzeba było wstać po 5.00, to jakoś mi dziś ciężko. Z nosem lepiej na szczęście. Dziś truskawę skończymy, pokażę jutro na małym ludziu, bo to do szkoły na konkurs z okazji Dnia Dziecka (na najładniejsze przebranie za owoc lub warzywo).
 Do tej bransoletki wszyłabym jakieś koraliki pośrodku... albo cekiny.... ale to nie dla mnie....


Witam nową obserwatorkę, mam nadzieję, że znajdzie tu coś dla siebie.
Paw trzyma w dzióbku różyczkę. Piękny, prawda? Stoi na wielkim białym sercu.

poniedziałek, 30 maja 2011

Porajdowo :)

Wczoraj byliśmy na rajdzie rowerowym. Efekty? Nieprzespana noc z powodu strasznego bólu nogi (w życiu mnie nic nie bolało po jeździe na rowerze! a tu...), wyglądam jak klaun (z całej twarzy czerwony od słońca jest właśnie nos), dzieci bez sił idą do szkoły, nie wiem jak przeżyję dziś w pracy (z niewyspania oczywiście), tatuś też ciężko wstawał,bałagan w domu niemiłosierny, ale......
Było SUPER! Przejechaliśmy ponad 40 km. Mały dotrwał do połowy, ale to i tak dużo jak na niego. Mała to wytrwała bestia, więc choć ciężko, ale dotarła do domu. Było ponad 80 osób i wspaniała atmosfera. Piękna trasa i wyśmienita pogoda. Nie za ciepło i nie za zimno. W końcu porządnie przejechałam się rowerem i spędziłam fajny czas z rodzinką i znajomymi. No i wreszcie trochę się opaliłam. Pojechaliśmy do miejsca, które niby blisko, ale nigdy tam nie byłam. Jak chcecie coś zobaczyć to tutaj trochę o tym miejscu. 
Robótki trochę do przodu, bo zrobiłam jedną rzecz na wymiankę u Moteczka, ale nie mogę jeszcze pokazać. Dziecko poprosiło tylko o kwiat do kapelutka, więc wyszedł taki spory. Zaczęłam pomarańczową bransoletkę, taką ze sznurówki. Trzymajcie się, lato już widać. Zbieram się, choć mi coś ciężko.

piątek, 27 maja 2011

Dzień Mamy i prezenty

Dziś długo będzie, bo działo się, oj działo...

Najpierw z samego rana pazury, bo mama musi być elegancka z okazji akademii na ten szczególny dzień.
Potem przyszedł pan listonosz z prezentami od Modrak w ramach Wyzwania z różami w tle.
Dostałam takie oto cudowności:
1. bransoletkę z korala z różą
2. przepiękną wełenkę w bardzo fajnym kolorze - jeszcze nie wiem co z niej powstanie, ale wiem, że na pewno wykorzystam, robi się z tego bardzo dobrze, tylko trzeba rzecz przemyśleć, bo nie chce się pruć ze względu na kudełki (zimą robiłam z takiej, tylko czarnej cieniowanej czapkę dla kolegi i wyszła super)
3. różaną karteczkę z przemiłym słowem, którą zachowam na pamiątkę.
Modrak: dzięki serdeczne, jestem naprawdę zachwycona. Uwielbiam róże i podziwiam biżuterię, którą tworzysz, zresztą bardzo często do Ciebie zaglądam.

Po panu listonoszu przyszedł czas na akademię. Było wspaniale. Dzieci w tajemnicy przygotowały wierszyki, piosenki i prezenty. Taka maleńka klasa, a jak bardzo się postarały te dzieciaczki! Choć przez chwilę mama była Królewną z wiersza, wyrecytowanego z niezwykłą starannością, tak prosto z serduszka.
Były kwiaty, które dumnie stoją na stole, cudna karteczka (pozwolę sobie pochwalić się życzeniami, które przekazuję Wam - mamom), no i hit: ręcznie uszyte serduszko - igielnik. 

Miałam okazję podziwiać swój portret. Proszę bardzo - oto ja we własnej osobie (wybaczcie jakość fotki, ale inaczej wyjść nie chciała):

Potem, już w domu, synuś z plecaka wydobył zaproszenie na Dzień Rodzica, zatem w kwestii życzeń ciąg dalszy nastąpi. 

I w związku z tym wieczór spędziłam w towarzystwie stroju konika morskiego. Nieprzyjemny to był wieczór, bo ten nieszczęsny strój to koszmar do wykonania. Ogon był przerabiany dwa razy, aż skończyło się drutem w rajstopach i zniszczeniem jednego jaśka na wypchanie ogona... BRRR!!!! I sprzątanie do 1.00 w nocy, bo kiedyś trzeba odgruzować ten dom. Chyba nie muszę dodawać, że miałam wszystkiego dosyć. A pobudka o 5.00. Dobra, kończę pogodnym akcentem konika morskiego który dziś rano prezentuje się tak:

Nie wiem czy podobne "toto" do pławikonika ale mam to gdzieś. Nie lubię takiej roboty. Koleżanka zrobiła kraba z papier mache. Jest fantastyczny.

środa, 25 maja 2011

Prezenty!!

Dostałam! Cuda! Od Madzi w ramach Wymianki kwiatowej u Boniusi!
Taka mała koperta, a tyle mieściła, że słów zabrakło! A ja jak małe dziecko te słodkości w pracy rozpakowałam i nacieszyć się nie mogę... No ale co ja będę gadać, pokazuję:
kwiatową broszkę w przepięknych kolorach







taką zakładkę (nie miałam do tej pory żadnej!) "do kompletu" i cukierki póki nie pożarły ich małe żarłoki (no niech i one coś mają z paczuszki)

i mnóstwo przydasi takich, że oko zbielało. Nie wiem, skąd Madzia wiedziała, że potrzebuję zapinek do broszek. 
 



A jeszcze jest trochę innych przydasi w sam raz do karteczek, o ile ktoś mały nie będzie potrzebował ich bardziej do swoich plastycznych poczynań: 

 




Madziu barrrdzo dziękuję i jestem strasznie zadowolona z tej miłej wymianki. Mam cichą nadzieję, że Ty też.




Nie wytrzymałam i musiałam chociaż coś sobie przywiesić na łańcuszku. Ale kto by się nie cieszył?